logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

W Kościele najważniejszy jest Chrystus

Poniedziałek, 25 grudnia 2017 (12:13)

Z ks. dr. Michałem Bajcarem, proboszczem parafii rzymskokatolickiej pw. Wszystkich Świętych w Strzałkowicach k. Sambora na Ukrainie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Świętujemy Boże Narodzenie, jak wśród wiernych została odebrana decyzja władz ukraińskich o ogłoszeniu 25 grudnia dniem wolnym od pracy?

– Została przyjęta z pewną ulgą i zadowoleniem. Wierni dotąd radzili sobie każdy po swojemu. Jedni zwalniali się z pracy w tym dniu, inni zamieniali się z kolegami w pracy, jeszcze inni brali urlop. Tak czy inaczej był to kłopot, bo każda taka postawa wymagała odwagi ze strony wiernych. Czasami dochodziło do kłótni i sporów, były też próby przekonywania urzędników, nauczycieli czy profesorów na uczelniach wyższych udających nieświadomych, że w Kościele rzymskokatolickim są właśnie święta. Oczywiście zależało to od człowieka i to zarówno tego, który chciał przeżyć Boże Narodzenie zgodnie z wyznawaną wiarą i z najbliższą rodziną, jak i od osoby decyzyjnej, która mogła udzielić pracownikowi czy uczniowi wolnego w tym szczególnym czasie.

Jak wyglądały święta wcześniej, kiedy wierni katolicy musieli iść w Boże Narodzenie do pracy, a dzieci do szkół?

– Z tym bywało różnie. Z jednej strony sytuacja była jasna, wiadomo było, kto jest kim, czy rzeczywiście jest człowiekiem wierzącym i czy potrafi dać świadectwo swojej wiary i czy święta dla takiej osoby są naprawdę ważne. A z drugiej strony panował ogólny chaos, jedni – rzymscy katolicy świętowali w swoich domach i kościołach, podczas gdy za oknem życie toczyło się jak w dzień powszedni. Nie było atmosfery – tej zewnętrznej – do świętowania, ale święta dla tych, którzy chcieli je przeżywać zgodnie z polską tradycją, są zawsze w ich sercu.  

Jak będą wyglądały w tym roku święta w Księdza parafii?

– Problemem tegorocznego świętowania, czego z pewnością nie da się wymazać z pamięci, będzie niestabilność społeczna i niepewność jutra na Ukrainie, także problemy rodzinne związane z wyjazdami ojców czy matek za pracą. Tymczasem w święta, zwłaszcza tak rodzinne jak Boże Narodzenie, rodziny powinny być razem, dzieci z rodzicami. To wszystko rodzi pewną nerwowość, stres i świadczy o braku stabilizacji.

Jak obecnie wygląda życie religijne i moralne społeczeństwa ukraińskiego?

– Zauważalne jest obniżenie poziomu i jakości życia w sferze religijnej i społecznej. Co więcej, w miejsce zasad i stabilizacji pojawia się nijakość.

Proszę powiedzieć, jak wiara w Pana Boga przekłada się na życie ludzi w Księdza parafii i w ogóle na Ukrainie, czy nie jest tak, że wiara wiarą, a życie idzie własnym torem?

– Tak, to prawda. Obecnie wiara w ludziach osłabła. Człowiek staje się obojętny na wiele ważnych spraw. Jeszcze starsze pokolenie, to, które ma bardziej trwałe fundamenty wiary, bardziej przeciwstawia się wszechobecnej pseudonowoczesności. Gorzej – niestety – jest z przeważającą częścią młodszego pokolenia, nieposiadającą tak mocnej wiary, która formowałaby ich życie duchowe, przekładałaby się na życie społeczne. Człowiek dzisiaj jest zbyt słaby i zamiast szukać wsparcia i pomocy w uporządkowaniu życia u Pana Boga, zbyt rzadko zwraca się do Stwórcy. To wszystko sprawia, że człowiek – z własnego wyboru – zostaje sam ze sobą, ze swoimi problemami i osamotniony, w walce ze złem jest na przegranej pozycji. Wspólnoty religijne powinny takim ludziom wychodzić naprzeciw z pomocą, ale z tym też bywa różnie. W swojej parafii staram się być blisko ludzi także poprzez modlitwę osobistą. Zachęcam też wiernych do wspólnej modlitwy w tych intencjach, abyśmy trwali razem w świątyni na modlitwie przy Bogu. Staram się uwrażliwiać wiernych na źle pojęty postęp i współczesny modernizm. Przypominam moim parafianom, że to nie kapłan i wierni są najważniejsi w Kościele, tylko Jezus Chrystus i a my razem z Nim we wspólnocie. 

Wojna, która toczy się na wschodzie Ukrainy, przekłada się na życie ludzie w zachodniej części, bliżej Polski, np. w księdza parafii?

– Wojna ta powoli staje się powszedniością, dla ludzi z zachodniej części Ukrainy jakby z innej rzeczywistości. Zachodnia Ukraina żyje swoim życiem, a wschód swoim. Żyjemy jakby w dwóch różnych państwach. Nawet młodzi chłopcy mają swoje zdanie o toczącej się wojnie z Rosją. I tu nie chodzi o pojęcie wojny, którą my znamy z podręczników historii, tylko o pewne interesy i wpływy. Chodzi też o przekaz, fakty są bowiem takie, że co innego słyszymy w mediach, a co innego z relacji świadków. Żołnierze tam, na wschodzie, są pozostawieni bez pomocy i gdyby nie wolontariusze, to czasami nie mieliby, co włożyć do ust lub w co się ubrać. Powstaje pytanie, gdzie jest państwo i jaka jest jego rola w tej wojnie? Co więcej, brakuje w tym wszystkim prawdy i jasności. Szkoda tylko tych młodych chłopców, którzy giną…

Co jest największym zagrożeniem dla współczesnej Ukrainy?

– Największym zagrożeniem jest brak jedności, wspólnej idei, jest kryzys przywództwa, i to na wszystkich szczeblach, brakuje też życia w prawdzie i realnej oceny faktów. Państwo ukraińskie zżera od wewnątrz korupcja i to we wszystkich obszarach życia obywatelskiego. Ukraińcy dostali do rąk państwo, kiedy rozpadła się sowiecka machina, a więc w wyniku czynników zewnętrznych. To był prawdziwy cud, ale nie była to wolność odzyskana przez walkę i przelaną krew. Potrzeba modlitwy, i to wytrwałej modlitwy, aby państwo ukraińskie urodziło się w umysłach ludzkich na nowo na fundamentach prawdy i sprawiedliwości społecznej.   

Czego Ukraińcy mogą się nauczyć od nas, Polaków?

– Uczyć się może każdy, jeżeli tylko ma dobrą wolę, i takich ludzi na Ukrainie nie brakuje. Ale skoro przez 26 lat nic nie zbudowaliśmy, to musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: – czy chcemy się czegoś nauczyć nie tylko od Polaków, ale także od innych narodów? Ukraina to inna rzeczywistość, to Wschód, to inna cywilizacja, to inne myślenie ludzi, różne od człowieka Zachodu, który owszem wygląda podobnie, lecz myśli i działa według innych kryteriów i założeń. Ukrainę można podzielić na różne warstwy. Pierwsza – to prosty lud – wspaniały, dobry, niezmanierowany, do końca nieświadomy swojej tożsamości i lekko sterowany. Druga warstwa – wyższa to oligarchowie, którzy wszystkim sterują. To dwa różne światy.  

Jak na Ukrainie została odebrana niedawna wizyta prezydenta Dudy?

– Każda wizyta kogoś z Polski jest oczekiwana przez nas, Polaków mieszkających na Ukrainie, z nadzieją i wielkim zainteresowaniem, tym bardziej, gdy przybywa do nas głowa naszego państwa. Przy takich okazjach jako Polacy oczekujemy zawsze stanowczych i zdecydowanych kroków ze strony Polski wobec Ukrainy. Czasami nawet stawiania pewnych konkretnych wymagań stronie ukraińskiej. Mamy do tego prawo, bo jako Polska pomagamy Ukrainie, stąd możemy oczekiwać wzajemności i wsparcia od różnych szczebli Ukrainy. Tyle oczekiwania. Tymczasem wydaje się, że polityka Polski wobec Ukrainy jest służalcza, która wskazuje, iż to Polsce bardziej zależy na Ukrainie niż samym Ukraińcom. Tego jako Polacy mieszkający na Ukrainie nie rozumiemy. Co więcej, taka polityka naszego państwa nie rodzi szacunku Ukraińców do Polaków, do państwa polskiego, a raczej na odwrót. My możemy się uczyć od Węgrów czy Rosjan, jak się odnosić do Ukraińców. Wymagając od nich szacunku do państwa polskiego, możemy ich nauczyć szanować samych siebie.

Prezydent Duda wyraźnie zaznaczył, że nie ma zgody na fałszowanie historii, że trzeba budować wspólne relacje na prawdzie. Jak Polacy mieszkający na Ukrainie oceniają te słowa?

– Polska strona powinna być zdeterminowana w tym żądaniu. Ukraina potrzebuje prawdy historycznej, bo tonie w fałszu i kłamstwie oraz iluzjach, że to sąsiedzi Ukrainy bardziej potrzebują prawdy niż sami Ukraińcy. 

Jednym z tematów rozmów obu prezydentów była kwestia wstrzymania ekshumacji polskich ofiar ukraińskich zbrodni. Sprawą mają się zająć ministrowie kultury Polski i Ukrainy. Czy takie decyzje nie powinny zapaść na najwyższym szczeblu, a dopiero szczegóły omawialiby ministrowie. Tymczasem tego wciąż nie ma?

– To są trudne i delikatne sprawy. Gdy chodzi o ofiary zbrodni, śmierć i niewinną krew, tu człowiek powinien bardziej słuchać głosu Boga. Polityka i politycy tych spraw nie załatwią tylko podpisami i umowami. Do załatwienia takich spraw powinni być wybrani ludzie z charyzmatami, którzy rozumieją trudność sytuacji, ludzie szukający rozwiązania takich spraw z szacunkiem dla ofiar i jednocześnie dla dobra żyjących. To będzie możliwe tylko według jednego kodeksu, którym jest Ewangelia i wiara w Boga. Jeśli zabraknie tego fundamentu, to sprawy będą załatwiane tylko doraźnie, co zemści się na następnych pokoleniach.

Prezydent Poroszenko prowadzi narrację, że historia nie powinna wpływać na strategiczny charakter relacji, należy iść do przodu, a na konfliktach między Ukrainą a Polską wygrywa Rosja. Czy można iść do przodu, nie rozliczając przeszłości?

– Pytanie jest inne, mianowicie, czy chcemy iść do przodu razem i w jakim kierunku? Jeżeli tak, to sprawdzamy, co mamy za sobą, jaki bilans, dobro, prawdę czy zło i fałsz. Warto też zastanowić się, jaki skutek w przyszłości może przynieść taka polityka. To sąsiedzi powinni szukać porozumienia, a nie zwalać wszystkiego na „trzecią stronę” – choć czasami nie można wykluczyć i tego faktu, maskując swoją nieudolność lub brak dobrej woli.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl