logo
logo

Zdjęcie: / -

Ks. kard. Meisner zintegrował nasze środowisko

Piątek, 14 lipca 2017 (22:44)

Ze Stanisławem Kibałą, byłym wieloletnim przewodniczącym Zarządu Rady Osiedla Leśnica we Wrocławiu, rozmawia Marek Zygmunt

Ksiądz kardynał Joachim Meisner przez dwanaście lat mieszkał we Wrocławiu na Waszym osiedlu Leśnica. Potem różne okoliczności spowodowały, że musiał opuścić Leśnicę, ale nie zerwał kontaktów. 

– Mimo że w 1945 roku opuścił ziemię leśnicką, to jednak bardzo często nas nawiedzał. Każda jego wizyta była dla nas ogromnym wydarzeniem, przeżyciem. On po prostu nie tylko żywo interesował się Leśnicą, ale i aktywnie wspierał różne inicjatywy, działania podejmowane dla dobra naszych mieszkańców. Należą do nich przede wszystkim: budowa świątyni pw. Matki Bożej Różańcowej na pobliskich Złotnikach, wzniesienie Domu Parafialnego  należącego do leśnickiej wspólnoty pw. św. Jadwigi, modernizacja placu Świętojańskiego. Eminencja wspierał również działalność naszego przedszkola, które nosi zresztą jego imię.

Wiem, że w czasie swoich pobytów nie tylko przewodniczył różnym uroczystościom kościelnym, ale i w inny sposób spotykał się z Waszymi mieszkańcami…

– To prawda. Zdarzało się, że niespodziewanie wchodził i rozmawiał z załogą i klientami naszych placówek handlowych, usługowych. Odwiedzał szkoły, ośrodek kultury. Kilkakrotnie był także w prowadzonej przeze mnie piekarni. Interesował się technologią produkcji pieczywa, warunkami pracy, a każda taka jego wizyta kończyła się specjalnym błogosławieństwem.

W Waszym kościele ks. kard. Joachim Meisner został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi RP.

– Ogromnie cieszyliśmy się z faktu, że nie w Warszawie, w Pałacu Prezydenckim, ale właśnie w swojej rodzinnej świątyni ksiądz kardynał otrzymał tak wysokie polskie odznaczenie. Podczas tej samej uroczystości eminencja  został także Kawalerem Królewskiego Orderu św. Stanisława, Biskupa Męczennika.

Jaką osobą był Ksiądz Kardynał?

– Znałem go prawie dwadzieścia lat. I mogę stwierdzić, że  był zawsze spokojny, wyważony, przyjazny, odznaczał się niezwykłą pogodą ducha. Nas to bardzo budowało. Myśmy  uczyli się od niego, jak postępować w różnych sytuacjach.

Wiadomość o jego odejściu do Domu Pana napełniła nas ogromnym smutkiem i żalem. Za dobro, miłość, przyjaźń, pomoc, które od niego doznaliśmy, możemy się odwdzięczyć jedynie nieustanną modlitwą w jego intencji.

Dlatego też będę wraz z przedstawicielami rady osiedla, grup parafialnych uczestniczył w uroczystościach pogrzebowych sprawowanych w sobotę w katedrze w Kolonii. 

Dziękuję za rozmowę.

Marek Zygmunt

Aktualizacja 15 lipca 2017 (10:03)

NaszDziennik.pl