logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Bóg pochwycił nasze dłonie

Wtorek, 10 października 2017 (03:00)

Z Lechem Dokowiczem, z Fundacji Solo Dios Basta, organizatorem Różańca do Granic, rozmawia Małgorzata Bochenek

 

Ponad milion osób na granicy Polski, niepoliczalna rzesza ludzi modlących się w kościołach, przy kapliczkach, w domach. Czy organizatorzy spodziewali się aż takiego odzewu na zaproszenie do udziału w Różańcu do Granic?

– Mieliśmy nadzieję, że bardzo dużo Polaków odpowie na to wezwanie. Bo było to zaproszenie od Matki Bożej, Ona wskazała modlitwę różańcową jako drogę ratunku dla pojedynczego człowieka i dla całych narodów. Bardzo się cieszymy, że w tylu polskich sercach prośba Matki Bożej znalazła odpowiedź. Wiele ludzi zrozumiało, że są prośby, których odrzucić nie wolno. Różaniec do Granic pokazał, że wiara w znacznej części polskiego Narodu jest bardzo żywa, jest czymś, co głęboko porusza serca i umysły.

A gdzie Pan uczestniczył w Różańcu do Granic?

– Miałem łaskę być w dwóch miejscach w Trójmieście. Dużą część modlitwy przeżyłem w klasztorze Sióstr Karmelitanek w Gdyni. To było doświadczenie niezwykłej głębi duchowej, Bożego dziecięctwa. Modlitwa z siostrami była dla mnie jednym z najpiękniejszych momentów. Siostry karmelitanki od roku, od samego początku, kiedy zaczęła rodzić się inicjatywa Różaniec do Granic, modliły się w jej intencji. W różnych momentach wspierały nas bardzo mocno, zresztą wszystkie zakony karmelitańskie w Polsce zostały z czasem włączone w to wsparcie duchowe przygotowań do tej inicjatywy. Modlitwa właśnie z siostrami karmelitankami była przepięknym zwieńczeniem dzieła.

Modlił się Pan również na plaży w Gdyni.

– Na drugą część modlitwy poszedłem na plażę trójmiejską, tam była moja rodzina. Tu przeżyłem, myślę, że podobnie jak zdecydowana większość uczestników Różańca do Granic, doświadczenie Kościoła, który się modli w jedności. Dla mnie to była wielka radość zobaczyć tylu ludzi, którzy stanęli do tej modlitwy. Wzdłuż całego wybrzeża Trójmiasta był długi ciąg osób, od Gdańska do Gdyni. W niektórych miejscach po trzy, cztery rzędy odmawiających Różaniec. To było absolutnie niezwykłe, przepiękne, wzruszające i napawające nadzieją. Po wydarzeniu zadzwonił do mnie jeden z arcybiskupów. Dzielił się swoimi przemyśleniami. Wyraził przekonanie, że ponieważ intencje tej modlitwy były szczere, to zostanie ona przez Pana Boga przekuta w błogosławieństwo dla Polski i świata, czyli że zostanie przyjęta przez Niebo.

Z jakimi reakcjami się Pan spotyka po Różańcu do Granic?

– Wiele osób do nas pisze, otrzymujemy telefony, e-maile, SMS-y, ludzie dają też świadectwo na portalach społecznościowych. To, co się przebija w tych komentarzach, to przede wszystkim wielka wdzięczność, że w sercach i umysłach ludzi w związku z Różańcem do Granic bardzo mocno zaistniało nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca. To jest najważniejsza prośba Maryi przekazana z Fatimy. Matka Boża powiedziała, że przez to nabożeństwo będzie dany światu ratunek. Potrzeba, aby to nabożeństwo stało się jednym z filarów duchowych działań duszpasterskich w polskim Kościele. Wielu kapłanów, osób świeckich dziękowało za to, że modlitwa Różańca do Granic została zorganizowana jako nabożeństwo pierwszej soboty miesiąca. To jest odpowiedź na prośbę Matki Bożej, ale też na konkretne wskazanie, które Ona nam daje dla ratowania świata. Skoro Jej Niepokalane Serce jest obrażane, to musi przyjść odpowiedź narodów, jeżeli chcemy, aby błogosławieństwo wraz z tym nabożeństwem na nas spływało.

Mamy nadzieję, że to wydarzenie stanie się też powodem głębszej refleksji pasterzy Kościoła, aby polski Kościół w pełni odpowiedział na tę niezwykle ważną prośbę Maryi. Absolutnie przepiękne jest to, że tego dnia w sposób wyjątkowy został wyeksponowany Różaniec. Dowodzi tego też tysiące zdjęć osób z różańcami w dłoniach. Podczas przygotowań do Różańca do Granic miliony razy wypowiedziane zostało słowo Różaniec. Jestem przekonany, że została zdjęta odma, iż jest to modlitwa jedynie dla starszych ludzi, a sam różaniec to przedmiot wstydliwie chowany po kieszeniach. Wielu ludzi z radością nosiło swoje różańce i używało zgodnie z przeznaczeniem, modląc się na nich publicznie. To jest – myślę – wielkie przypomnienie o mocy modlitwy różańcowej, które rozlało się nie tylko na nasz kraj. Ludzie ponownie uświadomili sobie, że jest to modlitwa nadzwyczajna, która zmienia bieg historii i życie indywidualnego człowieka. To kolejny piękny owoc.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Małgorzata Bochenek

Nasz Dziennik