logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Czy śmierć jest karą?

Wtorek, 14 listopada 2017 (21:25)

Do tego, aby nie bać się śmierci, przekonywał o. John Bashobora podczas drugiego dnia rekolekcji obywających się w bazylice Najświętszego Serca Jezusowego w Warszawie.

Ojcowie salezjanie goszczą ugandyjskiego kapłana i charyzmatyka – o. Johna Bashoborę, który przez trzy dni od poniedziałku do środy głosi rekolekcje w bazylice na ulicy Kawęczyńskiej 53 w Warszawie. Swoje rozważania odbywającego się dzisiaj drugiego dnia rekolekcji kapłan oparł na czytaniach, które podaje nam w liturgii Kościół katolicki. – Czy śmierć jest karą? Zapytajcie jeden drugiego, czy człowiek umiera za karę – mówił rekolekcjonista. – Oczywiście, że to nas boli, że odejdzie od nas ojciec, matka lub brat, ale Bóg mówi do nas, że dla nieśmiertelności stworzył człowieka i „uczynił go obrazem swej własnej wieczności”. A więc to umiera nasze ciało, a nie my – podkreślał o. Bashobora.

Jednak aby człowiek mógł cieszyć się radością przebywania z Bogiem, musi stać się jego człowiekiem. – Bóg mówi nam, że tylko dusze osób sprawiedliwych są w Jego rękach. Tylko tych nie dosięgnie kara wieczna, potępienie – wskazywał kaznodzieja. Dodał przy tym, że człowiek każdą chwilę swojego życia powinien poświęcić na to, aby prosić Boga w modlitwach o przemianę własnego serca i aby zawsze stać przy Stwórcy.

To jednak dopiero połowa drogi. Na człowieku ciąży wielka odpowiedzialność i zadanie: troszczenie się o zbawienie innych ludzi. – Chciałbyś pójść do Nieba sam? Oczywiście, że nie! Każdy chce tam spotkać swoją rodzinę i swoich przyjaciół – mówił.

Kapłan zauważył, że żyjemy w trudnych czasach, w których promuje się rozwody i separacje. Co więcej, podkreślił, że dla współczesnych ludzi rozwody stały się czymś naturalnym. – Są kraje, w których katolicy uważają, że po rozwodzie mogą przyjmować komunię. Niestety, ktoś bardzo mocno wprowadził ich w błąd – mówił o. Bashobora. Jak dodał, rozwody są usprawiedliwiane do tego stopnia, że niektóre osoby podchodzą do małżeństwa z nastawieniem, że kiedyś się rozwiodą. – Dla nich jest to kontrakt, który zawierają na dwa, cztery czy sześć lat – grzmiał kapłan. Zauważył, że jest to sytuacja bardzo niebezpieczna i niezgodna z zamysłem Boga. – I tak zmieniają co kilka lat „małżonka”, za każdym razem twierdząc, że to oni są ofiarą swojego męża lub żony, którzy ich źle traktują – wyjaśniał rekolekcjonista.

Przypomniał też, że wszyscy jesteśmy ludem eucharystycznym, a więc żyjemy w komunii. Każdy powinien troszczyć się o innych, a wzorem tego ma być miłość Chrystusa do Jego Kościoła. – Kiedy zgrzeszysz, to Bóg Cię nie potępia, tylko patrzy na Ciebie i mówi: moje dziecko jest chore, muszę mu pomóc. Tak samo powinno być w rodzinach, a w szczególności w małżeństwie. Nawet gdyby żona popełniła straszny grzech, gdyby bardzo skrzywdziła swojego męża, to on nie może jej porzucić, bo Chrystus nie porzuca Kościoła, ale powinien zrobić wszystko, aby ta odeszła od swojego grzechu – powiedział o. John.

– Najbardziej tragiczną sytuacją, jaka może spotkać człowieka, jest śmierć, gdy nie jest się w stanie łaski uświęcającej – przekonywał. – Dlatego powinniśmy często korzystać z sakramentu pokuty i pojednania – akcentował kaznodzieja.

Jutro, w środę, 15 listopada, ostatni dzień rekolekcji z o. Johnem Bashoborą. Rozpocznie się on modlitwą wprowadzającą o godz. 9.30. O godz. 10.00 rekolekcjonista wygłosi konferencję, a w samo południe sprawowana będzie Msza św. Tuż po niej, około godziny 14.00 rozpocznie się adoracja Najświętszego Sakramentu.

RS

NaszDziennik.pl