logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Jemen: Sprofanowano cmentarz chrześcijański

Środa, 22 listopada 2017 (20:41)

W nocy z 19 na 20 listopada w drugim co do wielkości mieście Jemenu – Adenie nieznani sprawcy sprofanowali cmentarz chrześcijański. Wśród zniszczonych grobów znajdują się także te, w których pochowano cztery siostry misjonarki miłości, zamordowane przez islamistów w marcu ub.r. O całym zdarzeniu powiadomił 22 bm. włoską agencję misyjną AsiaNews wikariusz apostolski Arabii Południowej, któremu podlega m.in. Jemen – ks. bp Paul Hinder.

Ks. bp Paul Hinder zwrócił uwagę, że ten kolejny akt wrogości do niemuzułmanów potwierdza panującą w tym kraju „bardzo trudną sytuację trudności i przemocy. Dodał, że sytuacja gospodarcza, społeczna i humanitarna jest tam „dramatyczna”, a pogarsza ją jeszcze blokada całego Jemenu, a zwłaszcza jego głównego portu, jakim jest Aden, przez Arabię Saudyjską. Kraj potrzebuje „pilnej pomocy”, a potrzeby zależą od rejonu.

Jego zdaniem, zamach na cmentarz wpisuje się w ogólne napięcie i chaos, panujące w Jemenie. Napastnicy, których tożsamości dotychczas nie ustalono, zniszczyli bądź uszkodzili krzyże i wyrwali z ziemi kilka grobów. Dotyczy to m.in. miejsca pochówku czterech misjonarek miłości zamordowanych 4 marca 2016 w wyniku ataku miejscowych terrorystów na szpital, w którym one pracowały. W tym kontekście wikariusz apostolski przypomniał, że z tamtego zamachu zdołała ujść z życiem tylko jedna siostra, ponadto islamiści uprowadzili wówczas indyjskiego salezjanina ks. Toma Uzhunalila, który odzyskał wolność kilka tygodni temu dzięki pośrednictwu międzynarodowemu, głównie władz Omanu.

– Chociaż nie jest to pierwszy tego rodzaju przypadek, to jednak uszkodzenie cmentarza pozostaje poważnym faktem – stwierdził bp Hinder. Zaznaczył, że tego rodzaju wydarzenia dotyczą nie tylko chrześcijan, przede wszystkim zaś potwierdzają powagę sytuacji utrzymujących się trudności i przemocy. Od stycznia 2015 Jemen jest widownią krwawego konfliktu wewnętrznego między byłym prezydentem sunnitą Hadim, popieranym przez Saudyjczyków, a szyickimi rebeliantami Houthi, wspieranymi (choć nie tak otwarcie jak w wypadku Rijadu) przez Iran i bliskowschodni Hezbollah.

W marcu br. koalicja arabska pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej przeprowadziła szereg rajdów przeciw rebeliantom, które spowodowały – według ONZ – śmierć prawie 9 tys. ludzi, których 60 proc. stanowili cywile i 45 tys. rannych, w tym wielu dzieci. Na 28 mln mieszkańców kraju konflikt w takiej czy innej formie dotyka ponad 20 mln osób, wymagających pomocy humanitarnej i żywnościowej, aby móc przeżyć. Co najmniej 7 mln z nich znajduje się w sytuacji głodu a 2,3 mln dzieci jest niedożywionych. Należy do tego dodać jeszcze epidemię cholery na świecie, która – według Międzynarodowego Czerwonego Krzyża – ogarnęła już ok. 900 tysięcy ludzi i zbiera krwawe żniwo także w Jemenie.

Tę i tak tragiczną sytuację pogarsza dodatkowo blokada, nałożona na ten kraj w ostatnich dwóch tygodniach przez Arabię Saudyjską, uniemożliwiająca dostarczenie tam drogą lotniczą i morską pomocy żywnościowej i humanitarnej. Działacze międzynarodowej organizacji Lekarze bez Granic oraz międzynarodowe organizacje pozarządowe i działacze praw człowieka alarmują o możliwym „bezprecedensowym pogorszeniu się” sytuacji żywnościowej w tym państwie. Obecnie 80 proc. żywności pochodzi z importu, bez której Jemen nie jest w stanie przeżyć.

– Właśnie ta blokada uniemożliwia dostarczanie pomocy zarówno żywnościowej, jak i lekarskiej – powiedział ks. bp Hinder. Jego zdaniem, konieczna jest pilna „interwencja, aby dostarczyć podstawowe środki niezbędne do przetrwania miejscowej ludności”.

RS, KAI

Aktualizacja 22 listopada 2017 (20:41)

NaszDziennik.pl