logo
logo

Zdjęcie: E.Sądej/ Nasz Dziennik

Rebelia islamska nabiera tempa

Poniedziałek, 28 października 2013 (21:22)

Jak donosi międzynarodowe Dzieło chrześcijańskie Open Doors, islamiści z grupy rebeliantów Seleka wciąż sieją terror i śmierć.

Rebelianci są oskarżeni o liczne ataki na chrześcijan. Duchowni są zabijani, kobiety gwałcone, kościoły niszczone, a domy plądrowane i podpalane. Jeden z informatorów Open Doors potwierdził, że „nie ma dnia bez przemocy. Po godzinie szóstej wieczorem nikt nie wychodzi na ulicę, jednak wtedy jesteśmy napadani w naszych domach”. To niewyobrażalne, ale od wybuchu powstania islamskiego w marcu br. 200 tys. osób zostało wysiedlonych w wyniku konfliktu. W tym miesiącu ofiary przymusowej emigracji oszacowano na 30 tys. cywilów.

Na konferencji zorganizowanej przez Open Doors liderzy chrześcijańscy podpisali tzw. deklarację z Bangui, która jest de facto prośbą o szybką pomoc skierowaną do Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jeśli teraz nie dojdzie do jakiejś stanowczej reakcji, wówczas kraj, zdaniem sygnatariuszy dokumentu „wpadnie w ręce fanatyków i ekstremistów”.

Domagają się oni błyskawicznego wydelegowania międzynarodowych sił zbrojnych pod dowództwem ONZ „z misją rozbrojenia rebeliantów i ochrony ludności cywilnej”. Rząd tymczasowy ma pomóc przywrócić w kraju pokój. Pod deklaracją podpisali się liderzy różnych odłamów chrześcijańskich, m.in. ks. Dieudonne Nzapalaiga, katolicki arcybiskup Bangui, Abbot Cyriaque Gbate-Doumal, sekretarz generalny Kościoła anglikańskiego, sekretarz generalny Aliansu Ewangelicznego, Nicolas Geurekoyame-Gbangou.

Alarm humanitarny

Trzeba pamiętać, że wielu chrześcijan, którzy stali się ofiarami islamistów (muzułmanie nie są atakowani przez bandytów z Seleki), straciło cały swój dobytek i pozostało bez środków do życia. Przywódcy różnych Kościołów i organizacji chrześcijańskich zwrócili się zatem o pomoc humanitarną.

Na północy kraju niektórzy chrześcijanie tworzą grupy samoobrony i reagują na ataki muzułmanów. Niestety, to nakręca konflikt. Dochodzi do kolejnych starć, akcji odwetowych i spirala nienawiści zbiera krwawe żniwo. Odpowiedzią rebeliantów są zabójstwa, a miejscowi chrześcijanie donoszą, że rebelia jest wymierzona w ich religię.

Tło konfliktu

Republika Środkowoafrykańska jest kolejną odsłoną krwawego dramatu islamizacji Czarnego Lądu, ciekawą pod tym względem, że mniejszość muzułmańska atakuje większość chrześcijańską. W tym kraju chrześcijanie stanowią blisko połowę populacji, a muzułmanie ok. 15 procent. To nowe zjawisko.

W marcu br. islamscy rebelianci samozwańczego watażki Michela Djotodia zdobyli stolicę kraju, Bangui, obalili prezydenta François Bozizé, zmusili go do opuszczenia kraju, a w kwietniu Djotodia ogłosił się nowym prezydentem. Od marca zniszczono wiele kościołów, mienie chrześcijan jest bezkarnie grabione, wysiedlenia, gwałty, porwania, pobicia, mordy są na porządku dziennym. Śledztwo kierowane przez ONZ potwierdza te zajścia, donosi też, że islamiści rekrutują dzieci do służby wojskowej.

6 sierpnia br. sekretarz Aliansu Ewangelicznego, wspomniany już Nicolas Guerékoyamé Gbangouon, został aresztowany za krytykę nowego reżimu. Tej decyzji nie zaakceptował, również wspomniany, katolicki arcybiskup z Bangui, ks. Dieudonné Nzapalainga i odważnie zaczął domagać się uwolnienia pastora. Zaproponował nawet, że zamiast swojego brata w Chrystusie Panu, on sam jest gotowy oddać życie. Ta interwencja zaowocowała wypuszczeniem na wolność Gbangouon. Nie oznacza to niestety, że islamiści, którzy chcą wprowadzić w kraju rządy szariatu, zaprzestali ataków na wyznawców Chrystusa.

Papieskie Dzieło Pomoc Kościołowi w Potrzebie poinformowało we wrześniu br., że islamiści w ciągu jednego dnia spalili 3,5 tys. domów w Bohong. Na początku września w mieście Bossangoa, gdzie doszło do krwawych starć między islamistami a zwolennikami obalonego prezydenta Bozize, ok. stu cywilów zostało zamordowanych, a 30 tysięcy mieszkańców miasta, tj. 80 procent populacji, uciekło, pozostawiając swoją własność na pastwę grabieży islamistów.

Plany dyktatora są jasne. Po opanowaniu sytuacji w kraju, przy wsparciu mudżahedinów z Sudanu i Czadu, chce on przekształcić Republikę Środkowoafrykańską, Czad i Darfur w nową islamską republikę. Dlatego reakcja ONZ jest pilna, ale czy dokument liderów Kościołów wywoła odpowiednią reakcję?

dr Tomasz M. Korczyński

NaszDziennik.pl