logo
logo

Zdjęcie: E.Sądej/ Nasz Dziennik

Pamiętajmy o Ormianach

Czwartek, 24 kwietnia 2014 (21:01)

We wtorek w oktawie Wielkanocy mogliśmy w Liturgii Słowa usłyszeć Ewangelię św. Jana, która opowiada o spotkaniu Marii Magdaleny ze Zmartwychwstałym Mistrzem. Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. Ten płacz nagle zanika, a ona zostaje niespodziewanie pocieszona. Najpierw przez Aniołów, potem przez samego Jezusa. Rozpacz przemienia się w radość. Pozostawanie w rozpaczy nie jest poziomem, na którym chrześcijanin się zatrzymuje. Czy to oznacza, że w kontekście wieczności nie „wypada” chrześcijaninowi rozpaczać i smucić się z powodu śmierci bliskiej osoby? Oczywiście, że nie. Jezus także zapłakał nad śmiercią swego przyjaciela Łazarza. Jest to tym bardziej znamienne, że są tylko dwa momenty, gdy Jezus płacze, co zostało odnotowane przez Ewangelistów.

Przy grobie Łazarza, a także gdy płacze nad Jerozolimą, że to miasto święte nie rozpoznało Go jako Mesjasza. Nikt nam nie może odmówić prawa do godnego przeżywania żałoby. Szczególnie wtedy, gdy żałoba nie może się zakończyć z powodu na przykład zakłamywania historii.

Ile lat musieliśmy w Polsce czekać na prawdę o mordach na polskich oficerach dokonywanych przez Sowietów. Zbrodnia katyńska, rozstrzelanie wiosną 1940 roku ponad 21 tys. obywateli Polski, w tym ponad 10 tys. oficerów wojska i policji była zakłamywana przez polskie władze komunistyczne poddane Związkowi Socjalistycznych Republik Sowieckich. Ile lat musieliśmy czekać na prawo do uczczenia zamordowanych Żołnierzy Wyklętych? W dzisiejszym „Naszym Dzienniku” możemy przeczytać o nowych faktach związanych z losami szczątków gen. bryg. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, tego najwyższego rangą oficera Wojska Polskiego zamordowanego po wojnie przez sowieckiego okupanta i jego kolaborantów. Był on jedną z ofiar tysięcy oficerów i żołnierzy polskich zamordowanych przez sowieckich bandytów.

Są także inne narody, którym odmawia się takiej prawdy i tym samym nie pozwala zamknąć etapu przeżywania żałoby.

Dziś 24 kwietnia. Tego dnia na całym świecie Ormianie wspominają pierwszy holokaust XX wieku. Tego dnia 1915 roku reżim młodoturecki nakazał zamęczenie 2,5 tys. Ormian ze Stambułu reprezentujących elitę tego narodu. Tak zaczął się Medz Jeghern, czyli pierwsze ludobójstwo XX wieku. Ta rzeź Ormian, Asyryjczyków i Greków pontyjskich w Turcji dokonana na rozkaz trzech Paszów i wykonana przez Turków i Kurdów na terenie Imperium Osmańskiego, trwała nieprzerwanie do 1917 roku, a więc do momentu, w którym młodoturcy „rozwiązali kwestię” ormiańską i zarazem chrześcijańską na terenie swojego państwa. Trzeba pamiętać, że Ormianie byli pierwszym narodem, który oficjalnie przyjął chrześcijaństwo (stało się to w 302 roku). W wyniku ludobójstwa zamordowano w bestialski sposób ok. 1,5 miliona ludzi. Do dziś ta ukrywana prawda dzieli oba państwa, Turcję i Armenię, a każdy kraj, który ośmieli się przypomnieć o ludobójstwie, jest natychmiast wrogiem Turcji (kraju, który pretenduje do bycia członkiem Unii Europejskiej).

Tereny, które należały niegdyś do starożytnej kolebki wyznawców Chrystusa, (działalność św. Pawła czy miejsca obrad pierwszych Soborów), pozbawione zostały rodowitych spadkobierców. A jaka to trauma dla narodu, który stracił właściwie wszystko?

Jednak nawet tragiczna wiadomość, trudne doświadczenie, co jest właśnie pięknym paradoksem katolicyzmu i jego tajemniczą, niepojętą siłą, nie powinny nas przygniatać, zabierając nadzieję, gdyż my, chrześcijanie, jesteśmy ludźmi nadziei. Nie ulegamy rozpaczy.

Nasza perspektywa jest inna niż ludzi, którzy odrzucili Boga, odwrócili się od Niego i od bliźnich. Mamy pocieszenie Ducha Świętego. Kiedy św. Paweł uznał, że nie podoła wyzwaniom, cierpieniu, uciskowi i prześladowaniom, i prosił, aby Bóg zmienił swe plany, wówczas - jak czytamy w Liście do Koryntian - usłyszał: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12, 9).

Takich słabych, a jednocześnie wielkich w naszej narodowej historii mamy wielu, żeby wspomnieć tylko bł. Jerzego Popiełuszkę i rzeszę męczenników, którzy służyli Panu w Duchu i w Prawdzie. Mieli tę samą perspektywę, co my.

Jezus prawdziwie zmartwychwstał, a my wraz z Nim zostaliśmy powołani do życia wiecznego, jak powiedział Hiob: „Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja Go zobaczę”. Maria Magdalena udaje się z powrotem od pustego grobu z dobrą nowiną do Apostołów. Chrystus żyje. Zmartwychwstał.

Dr Tomasz M. Korczyński

NaszDziennik.pl