logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Na krzyżu rodzi się nasza nadzieja

Środa, 12 kwietnia 2017 (12:36)

Katecheza Papieża Franciszka wygłoszona podczas dzisiejszej audiencji ogólnej w Watykanie.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W ubiegłą niedzielę upamiętniliśmy wjazd Jezusa do Jerozolimy pośród radosnych okrzyków uczniów i wielkich rzesz. Ludzie ci pokładali w Jezusie wielkie nadzieje: liczni oczekiwali od Niego cudów i wielkich znaków, ukazujących władzę, a nawet uwolnienia od okupujących nieprzyjaciół. Któż z nich mógłby sobie wyobrazić, że wkrótce Jezus będzie upokorzony, skazany i zabity na krzyżu? Doczesne nadzieje tych ludzi runą w obliczu krzyża. Ale my wierzymy, że właśnie na krzyżu nasza nadzieja się odrodziła. Nadzieje doczesne upadają w obliczu krzyża, ale odradzają się nowe nadzieje, te nadzieje, które trwają na zawsze. Nadzieja zrodzona z krzyża jest inna od tych, które upadają, do nadziei świata. Ale o jakiej nadziei jest mowa? Tej nadziei rodzącej się z krzyża.

W zrozumieniu tego mogą nam dopomóc słowa wypowiedziane przez Jezusa zaraz po wjeździe do Jerozolimy: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,24). Spróbujmy pomyśleć o ziarnie albo małym nasieniu, które pada w ziemię. Jeśli pozostanie zamknięte w sobie, nic się nie wydarzy. Jeśli natomiast pęknie, otworzy się, to wówczas rodzi kłos, odrośl, a później roślinę, a roślina przyniesie owoce.

Jezus przyniósł na świat nową nadzieję i uczynił to na sposób nasienia: stał się maluczkim, jak ziarno. Opuścił swoją niebieską chwałę, aby wejść między nas: „padł w ziemię”. Ale to jeszcze nie wystarczało, aby przynieść owoc. Jezus żył miłością aż do końca, dając się złamać przez śmierć, jak ziarno pod ziemią. Właśnie tam, w skrajnym punkcie swego uniżenia – który jest również najwznioślejszym punktem miłości – wzeszła nadzieja. Jeśli ktoś was pyta, jak się rodzi nadzieja: – na krzyżu, popatrz na krzyż, spójrz na Chrystusa ukrzyżowanego. To stamtąd nadejdzie nadzieja, która już więcej nie zaniknie, która trwa aż po życie wieczne. A ta nadzieja wzeszła właśnie z powodu mocy miłości: ponieważ miłość, która „we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma” (1 Kor 13,7), miłość, która jest życiem Boga, odnowiła wszystko, do czego dotarła. Tak więc w wydarzeniu Paschy Jezus przekształcił, biorąc je na siebie: nasz grzech w przebaczenie. Posłuchajcie uważnie, jaka jest przemiana dokonywana przez Paschę: Jezus przekształcił naszą śmierć w zmartwychwstanie, nasz lęk w zaufanie. Oto dlaczego tam, na krzyżu, zrodziła się i zawsze się odradza nasza nadzieja. Oto dlaczego z Jezusem wszelkie nasze ciemności mogą być przekształcone w światło, każda porażka w zwycięstwo, każde rozczarowanie w nadzieję. Wszystko. Nadzieja zwycięża wszystko, ponieważ rodzi się z miłości Jezusa, który stał się jakby ziarnem rzuconym w ziemię i umarł, aby dać życie, a z tego życia pełnego miłości pochodzi nadzieja.

Kiedy wybieramy nadzieję Jezusa, to stopniowo odkrywamy, że zwycięskim sposobem życia jest ów styl ziarna, pokornej miłości. Nie ma innej drogi, aby pokonać zło i dać światu nadzieję. Ale możecie mi powiedzieć: „Nie, jest to logika przegrywająca!”. Mogłoby się tak wydawać, bo ten, kto kocha, traci władzę. Czy o tym myśleliście? Kto kocha, traci władzę. Ten, kto daje, wyzbywa się czegoś, a miłowanie jest darem. W istocie logika ziarna, które obumiera, pokornej miłości, jest drogą Boga, i tylko ta logika wydaje owoc. Widzimy to również w nas: posiadanie zawsze pobudza, aby chcieć czegoś innego: coś dla siebie otrzymałem i zaraz chcę coś nowego, wspanialszego, i tak dalej, i nigdy nie jestem zadowolony. Jest to brzydkie pragnienie. Im masz więcej, tym więcej chcesz. To okropne. Człowiek żarłoczny nigdy nie jest zaspokojony. A Jezus mówi wyraźnie: „Ten, kto kocha swoje życie, traci je” (J 12,25). Jesteś żarłoczny, lubisz mieć wiele rzeczy, ale wszystko utracisz, nawet twoje życie, czyli: kto kocha to, co własne i żyje dla swoich interesów, chełpi się tylko sobą i traci. Kto natomiast przyjmuje, jest dyspozycyjny i służy innym, żyje na sposób Boga: wówczas jest wygrywającym, zbawia siebie samego i innych: staje się ziarnem nadziei dla świata. Wspaniale jest pomagać innymi… ale może ulegniemy znużeniu? Takie jest życie, ale serce napełnia się radością i nadzieją. Ale połączenie miłości i nadziei wyraża się w służeniu, w dawaniu.

Oczywiście, ta prawdziwa miłość przechodzi przez krzyż, ofiarę, podobnie jak dla Jezusa. Krzyż jest konieczny, ale nie jest celem. Celem jest chwała, jak nam to ukazuje Pascha. A tutaj spieszy nam z pomocą inny piękny obraz, który Jezus pozostawił swoim uczniom podczas Ostatniej Wieczerzy. Mówi: „Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat” (J 16,21). Otóż dawanie życia, a nie posiadanie go, daje radość. I to właśnie czynią matki: wydają nowe życie, cierpią, ale potem są radosne, szczęśliwe, ponieważ urodziły nowe życie. To daje radość. Miłość rodzi życie, a nawet nadaje sens cierpieniu. Miłość jest motorem sprawiającym, że nasza nadzieja posuwa się naprzód. Powtarzam: miłość jest motorem sprawiającym, że nasza nadzieja posuwa się naprzód. A każdy z nas może zadać sobie pytanie: „Czy kocham? Czy nauczyłem się kochać? Czy uczę się codziennie, aby kochać bardziej?”. Bo miłość jest motorem sprawiającym, że nasza nadzieja posuwa się naprzód.

Drodzy bracia i siostry, w tych dniach, dniach miłości, pozwólmy się ogarnąć tajemnicą Jezusa, który, jak ziarno pszenicy, umierając, daje nam życie. On jest ziarnem naszej nadziei. Kontemplujemy krzyż, źródło nadziei. Stopniowo zrozumiemy, że życie nadzieją wraz z Jezusem jest uczeniem się dostrzegania już odtąd rośliny w ziarnie, Paschy w krzyżu, życia w śmierci. Ale chciałbym wam dać zadanie domowe. Warto, abyśmy wszyscy zatrzymali się przed krzyżem – wszyscy macie go w domu – spojrzeli na niego i powiedzieli: „Z Tobą nic nie jest stracone. Z Tobą zawsze mogę mieć nadzieję. Ty jesteś moją nadzieją”. Wyobraźmy sobie teraz krucyfiks i wszyscy razem powiedzmy Jezusowi Ukrzyżowanemu trzykrotnie: „Ty jesteś moją nadzieją” [powtarzają trzykrotnie]. Dziękuję.

Oto słowa Ojca Świętego skierowane do Polaków:

Serdecznie pozdrawiam polskich pielgrzymów. Drodzy bracia i siostry, wchodzimy w tajemnice męki, śmierci i zmartwychwstania Pana. Niech Triduum Paschalne będzie dla Was i dla Waszych bliskich czasem nadziei, która niesie wewnętrzny pokój i pragnienie uczestniczenia w chwalebnym życiu Chrystusa. Zatrzymajmy się przed Jego krzyżem i przed pustym grobem, aby przekonać się, że z Nim nic nie jest stracone, w Nim zawsze możemy mieć nadzieję. On jest naszą nadzieją. Z tym życzeniem serdecznie Wam błogosławię.

RS, KAI

Aktualizacja 15 października 2017 (20:09)

NaszDziennik.pl