logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Życie chrześcijańskie jest pokorną pielgrzymką sumienia

Niedziela, 1 października 2017 (18:38)

Homilia Papieża Franciszka wygłoszona podczas Mszy św., jaką Ojciec Święty odprawił na stadionie im. Renato Dall’Ary na zakończenie pobytu w Bolonii.

Obchodzę wraz z wami pierwszą Niedzielę Słowa: Słowo Boże sprawia, że nasze serce pała (por. Łk 24,32), ponieważ sprawia, że czujemy się kochani i pocieszeni przez Pana. Także Madonna świętego Łukasza Ewangelisty może nam pomóc zrozumieć macierzyńską czułość słowa „żywego”, który jest jednak jednocześnie „ostre”, jak w dzisiejszej Ewangelii: rzeczywiście przenika duszę (por. Hbr 4,12), ukazując tajemnice i sprzeczności serca.

Dziś nas prowadzi poprzez przypowieść o dwóch synach, którzy na prośbę ojca, by udać się do jego winnicy, odpowiadają: pierwszy „nie”, ale potem idzie; drugi „tak”, ale potem nie idzie. Jest jednak duża różnica między pierwszym synem, który jest leniwy, a drugim, który jest obłudny. Spróbujmy sobie wyobrazić, co się w nich stało. W sercu pierwszego, po jego „nie”, brzmiała jeszcze zachęta ojca; natomiast w drugim, pomimo odpowiedzi „tak”, głos jego ojca został pogrzebany. Pamięć o ojcu przebudziła pierwszego syna z lenistwa, podczas gdy drugi, chociaż znał dobro, zaprzeczył słowu swoim czynem. W gruncie rzeczy stał się nieprzenikalny dla głosu Boga i sumienia, i w ten sposób bez problemu wszedł w podwójne życie. Poprzez tę przypowieść Jezus stawia przed nami dwie drogi, na które – jak tego doświadczamy – nie zawsze jesteśmy gotowi powiedzieć „tak” naszymi słowami i czynami, ponieważ jesteśmy grzesznikami. Możemy jednak postanowić, aby być grzesznikami w drodze, którzy słuchają Pana, a gdy upadają, żałują i powstają, jak pierwszy syn; albo grzesznikami siedzącymi, gotowymi się usprawiedliwiać zawsze i tylko słowami, zgodnie z tym, co wypada.

Jezus skierował tę przypowieść do niektórych przywódców religijnych swojej epoki, którzy przypominali syna o podwójnym życiu, podczas gdy zwykły lud zachowywał się często tak jak drugi syn. Ci przywódcy znali i wyjaśniali wszystko w sposób formalnie niepodważalny, jak prawdziwi intelektualiści religijni. Ale nie mieli pokory słuchania, odwagi zadawania sobie pytania, siły okazania skruchy. A Jezus jest niezwykle surowy: mówi, że celnicy wyprzedzą ich w królestwie Bożym. To mocna nagana, bo celnicy byli skorumpowanymi zdrajcami ojczyzny. Na czym polegał zatem problem tych przywódców? W niczym nie pobłądzili, ale w sposobie życia i myślenia przed Bogiem byli, w słowach i wobec innych, nieugiętymi stróżami ludzkich tradycji, niezdolnymi do zrozumienia, że życie według Boga jest życiem w drodze i wymaga pokory, aby się otworzyć, okazać żal i zacząć od nowa.

Co nam to mówi? Że nie ma życia chrześcijańskiego wymyślonego przy stole, skonstruowanego naukowo, gdzie wystarczy wypełnić kilka nakazów, żeby uspokoić swoje sumienie: życie chrześcijańskie jest pokorną pielgrzymką sumienia, które nigdy nie jest sztywne i zawsze utrzymuje relację z Bogiem, które potrafi okazać skruchę i powierzyć się Mu w swoich biedach, nigdy nie uważając, że wystarcza samo sobie. W ten sposób przezwycięża się poprawione i zaktualizowane wersje tego starodawnego zła, na które Jezus zwraca uwagę w przypowieści: obłuda, podwójne życie, klerykalizm, któremu towarzyszy legalizm, oderwanie od ludzi. Kluczowym słowem jest skrucha: to żal nie pozwala nam na zatwardziałość, na przemianę „nie” wobec Boga w „tak” i „tak” wobec grzechu na „nie” ze względu na umiłowanie Pana. Wola Ojca, który codziennie delikatnie przemawia do naszego sumienia, wypełnia się jedynie w formie pokuty i nieustannego nawrócenia. Ostatecznie, w pielgrzymowaniu każdego istnieją dwie drogi: bycie skruszonymi grzesznikami albo grzesznikami obłudnymi. Ale to, co się liczy, to nie rozumowania usprawiedliwiające i usiłujące zachować pozory, ale serce, które idzie naprzód z Panem, walczy każdego dnia, żałuje i do Niego powraca. Pan bowiem pragnie ludzi czystego serca, a nie czystych „na zewnątrz”.

Widzimy zatem, drodzy bracia i siostry, że Słowo Boże żłobi dogłębnie „zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12). Ale jest też aktualne: przypowieść przypomina nam również o nie zawsze łatwych relacjach między ojcami a dziećmi. Dzisiaj, przy szybkości, z jaką dokonuje się wymiana między pokoleniami, odczuwa się silniejszą potrzebę autonomii z przeszłości, czasem aż po bunt. Ale po zamknięciach i długiej ciszy z jednej lub drugiej strony, dobrze jest odzyskać spotkanie, chociaż nadal naznaczone konfliktami, które mogą stać się bodźcem dla nowej równowagi. Tak jak w rodzinie, tak też w Kościele i w społeczeństwie: nigdy nie rezygnujmy ze spotkania, dialogu, poszukiwania nowych sposobów pielgrzymowania razem.

Na drodze Kościoła często pojawia się pytanie: dokąd iść, jak iść naprzód? Chciałbym wam zostawić na zakończenie tego dnia trzy punkty odniesienia, trzy „P”. Pierwszym jest Słowo [po włosku parola], które jest kompasem, aby pielgrzymować w pokorze, aby nie zagubić Bożej drogi i nie popaść w światowość. Drugie to Chleb [po włosku pane], chleb eucharystyczny, ponieważ wszystko zaczyna się od Eucharystii. To właśnie w Eucharystii spotyka się Kościół: nie na plotkach i wydarzeniach sensacyjnych, ale tutaj, w Ciele Chrystusa, w którym udział mają ludzie grzeszni i potrzebujący, którzy czują się jednak kochani, a zatem pragnący kochać. Stąd wyruszamy i tutaj się spotykamy za każdym razem, to jest niezbywalny początek naszego bycia Kościołem. Proklamuje to głośno Kongres Eucharystyczny: w ten sposób gromadzi się Kościół, rodzi się i żyje wokół Eucharystii, z Jezusem obecnym i żywym, którego trzeba adorować, przyjmować i dawać każdego dnia. Wreszcie, trzecie P: ubodzy [po włosku poveri]. Po dziś dzień nadal wielu osobom brakuje tego, co niezbędne. Ale jest również wielu, którym brakuje miłości, osób samotnych i takich, którym brakuje Boga. W każdej z nich znajdziemy Jezusa, ponieważ Jezus w świecie poszedł drogą ubóstwa, unicestwienia, jak mówi św. Paweł w drugim czytaniu: „Jezus ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2,7). Z Eucharystii do ubogich idziemy na spotkanie Jezusa. Odtworzyliście napis, jaki kard. Lercaro lubił widzieć wygrawerowany na ołtarzu: „Jeśli dzielimy chleb z nieba, to jakże nie mamy dzielić tego doczesnego?”. Warto, abyśmy o nim zawsze pamiętali. Słowo, chleb, ubodzy: prośmy o łaskę, abyśmy nigdy nie zapomnieli o tym podstawowym pokarmie, który wspiera naszą drogę.

RP, KAI

Aktualizacja 15 listopada 2017 (10:17)

NaszDziennik.pl