zdjecie

(FOT. ARCH. MUZEUM M. KONOPNICKIEJ W ŻARNOWCU)

Żarnowiec – dar narodowy dla Marii Konopnickiej

„Cień własnego drzewa”

Barbara Wachowicz

Jeżeli sobie czasem o przyszłości marzę, to sobie wyobrażam jakiś zakątek nieopodal dużego lasu, gdzie bym spokojnie żyć i pracować mogła” – pisała Maria Konopnicka zimą roku 1884.

8 września roku 1903 przybyła do takiej wymarzonej siedziby. Wdzięczny Naród ofiarował uwielbianej poetce, zwanej „wieszczką Narodu”, „pieśniarką niedoli ludu” i „natchnioną mistrzynią słowa polskiego” – na jubileusz ćwierćwiecza pracy dworek z parkiem na Podkarpaciu w miejscowości Żarnowiec.

Moją wyprawę do Żarnowca zawdzięczam pomocy niezawodnych harcerzy Chorągwi Podkarpackiej ZHP. Muzeum Marii Konopnickiej – biały dworek z drewnianym ganeczkiem, ocieniony potężnymi konarami wyniosłego jesionu, pamiętającego poetkę. Pisała do przyjaciółki od serca – Elizy Orzeszkowej – jesienią 1903 roku: „Ja zawsze marzyłam o tym, żeby mieć choć jedno swoje własne drzewo (…) i tyle ziemi, ile ono korzeniami obejmie!”.

„Dom nasz sierocy”

Gdy Maria Konopnicka otrzymała Żarnowiec, miała lat 61 i wiele dróg żywota za sobą – trudnych, zawiłych, bolesnych.

Moi rodacy, Podlasiacy, chlubiący się, że na ziemi naszej wyrośli Kraszewski, Sienkiewicz, Prymas Tysiąclecia – jakoś nader rzadko odwołują się do tradycji ojczystego rodu autorki „Roty”, która pisze, iż był on „z dawna osiadły nad Bugiem”, w powiecie Sokołów Podlaski. Pisała: „Ziemio podlaska, drogo krwią polską nabyta,/ Polskim ludem obsiana jako ziarnem żyta… Bugu! /Domowa rzeko moich rodzicieli,/ Ty łączysz ziemie nasze – car je tobą dzieli!”.

Taką inwokację poświęciła poetka krainie swoich przodków. Ona przyszła na świat daleko od nadbużańskich zielonych łąk i złotych pól.

„Urodziłam się w Suwałkach, gdzie ojciec mój był obrońcą prokuratorii” – pisze Maria. Przyszła na świat 23 maja roku 1842 i otrzymała na drugie imię Stanisława – na cześć dziada ojczystego, Podlasiaka, żołnierza armii napoleońskiej, który stanie się dla swych potomków symbolem „bohaterstwa ducha”.

Ma lat siedem, gdy rodzice przenoszą się do Kalisza. Tam 27 marca 1854 roku umiera jej matka, licząc zaledwie 34 lata. Ojciec – Ignacy Wasiłowski – zostaje z sześciorgiem dzieci.

Wspomina Maria: „Dom nasz sierocy był prawie zakonnym domem; nie przyjmowano w nim i nie oddawano żadnych wizyt, nie prowadzono żadnych wesołych światowych rozmów, a spacery, na które nas ojciec prowadził, miały za cel zwykły – cmentarz.

Poza tym, doskonały prawnik, pozostawił ojciec mój tradycję świetnej wymowy prawniczej i nieskazitelnego żywota”.

W 1855 roku wysłał najstarsze córki – Wandę i Marię – na cieszącą się opinią najlepszej w kraju pensję Sióstr Sakramentek w Warszawie. Tam Maria zaprzyjaźni się ze swą rówieśniczką – czarnooką Elizą – przyszłą autorką „Nad Niemnem”.

Jednym z największych przeżyć młodości Marii był powrót z Syberii po 16 latach zesłania za działalność w tajnym Związku Narodu Polskiego stryja Ignacego Wasiłowskiego.

Potężny tom listów do stryja, który otwiera wzorowo wydaną w latach 2005-2010 korespondencję poetki (a godzi się podkreślić, że wśród wydawców figuruje muzeum z Żarnowca), mówi o niezwykłym związku serc. Stryj Ignacy jest dla Marii powiernikiem, „wzorem i najgoręcej umiłowanym”, „byłeś ojcem tej części mojej duszy i mojej istoty, która oddycha miłością dla Polski” – przyznaje.

„Ja wierzę też, że Polska będzie niepodległa, i że nie umierają narody. Ale ja jestem smutna, że tylu, tylu spośród nas w sobie cząstkami ojczyznę zabija. Każdy zły czyn, każda nieszlachetność Polaka – to rana zadana Polsce…”.

„Czy jestem szczęśliwą?”

Ślub Marii Wasiłowskiej z Jarosławem Konopnickim odbył się 9 września 1862 roku w Kaliszu. Panna młoda miała lat 20, pan młody 32.

„Otóż powiem Wam, że jestem bardzo, bardzo szczęśliwa” – woła oblubienica w liście do sióstr, opisując miodowe miesiące przeżywane w majątku teścia, Bronów. Mąż umie „kochać i dziecinnić się razem z Manią”. „Jarosław, lubo tak wysoki i poważny przy obcych, jak zaklęty królewicz zmienia dla mnie swe usposobienie”.

1 czerwca 1863 roku urodził się Marii pierworodny syn, któremu dali imię – na cześć Mickiewicza – Tadeusz. Za nim pojawiło się liczne rodzeństwo. Do Elizy Orzeszkowej – przyjaciółki z pensji sakramentek – Maria westchnie: „Mam dzieci (Boże! jaka gromada)”. Ośmioro! W tym dwóch synków zmarłych w niemowlęctwie. Pozostałej szóstce, która chowa się zdrowo, matka stara się stworzyć aurę szczęścia, pogody, beztroski.

Znakomita znajomość dziecięcej psychiki pozwoli jej stworzyć małe arcydzieła, takie jak nieśmiertelne, do dziś czytane przez dziatwę „O krasnoludkach i sierotce Marysi”, „O Janku wędrowniczku”, „Na jagody”.

Latem 1876 roku w warszawskim, wielce cenionym i poczytnym „Tygodniku Ilustrowanym” ukazuje się cykl Konopnickiej „W górach”. I oto „Gazeta Polska”, rozchwytywana dla korespondencji z Ameryki niejakiego Litwosa, zamieszcza jego impresje nadesłane z Kalifornii po lekturze: „Co to za śliczny wiersz (…) zatytułowany: ’W górach’! Zacząłem czytać z lekceważeniem, jak wszystkie takie ulotne poezyjki, a skończyłem zachwycony: ’Otoczyły mnie wkoło moje równie senne/ Pasmem jednakiem,/ Ale ja sobie lecę w krainy odmienne:/ Umiem być ptakiem’.

Cały ten poczynający się wstęp sam się śpiewa jak jaki mazurek Szopena (…). Pod wierszem znalazłem napis: ’Maria Konopnicka’. Nie znam tej poetki. (…) ta pani lub panna ma prawdziwy talent”.

Ostatnie wersy – „a ja sobie lecę…” – będą powracały przez wiele lat w listach prywatnych Sienkiewicza jako swoiste motto jego ustawicznych wojaży.

Tak tedy „ta pani” została pasowana na poetkę. W tym czasie zagasa już bezpowrotnie czar „wąsatego anioła” i „zaklęty królewicz” objawia się żonie jako hulający i tonący w długach szlachciura. Od dawna przestała jej wystarczać ta niby-idylla dworkowego żywota, którą z takim entuzjazmem opisywała siostrom.

„Czy jestem szczęśliwą? Powiem Ci, długo dosyć zdawało mi się, że – tak” – pisze Maria do Orzeszkowej. Ale w pewnym momencie stwierdza: „spostrzegasz, nieszczęsna, że nie wystarcza ci graniate cielę, dorodne główki kapusty, parę modnych fioków i rozmowa o niczym”. W roku 1878 Maria Konopnicka, zabrawszy szóstkę swej dziatwy, wyjeżdża do Warszawy.

Do ukochanego stryja pobiegnie list: „Projekt opuszczenia wsi powstał jeszcze za życia mego Ojca, który chciał mi zapewnić opieką swoją trochę spokoju i ciszy (…). Umarł jednak (…). Cośmy przeżyli, zostawieni sami sobie w tym wielkim, obcym mieście, gdzie praca moja wszystkiemu nastarczyć musiała (…). We dnie gotowałam, szyłam, prałam; wieczorami pomagałam dzieciom w nauce, nocami pisałam…”.

Zapytana o przynależność duchową do stronnictwa warszawskich pozytywistów, odpowiada: „Stronnictwem, do którego należę duszą i ciałem, są dzieci moje”. Tom listów do synów i córek ma 955 stron! Wielka kronika losów autorki i adresatów. Świadectwa miłości, tęsknoty, troski.

Ma ich sześcioro. Jacy byli?

Tadeusz – pierworodny, szlachetny, mądry, dobry, z hasłem życia: „uczciwość i praca”. Umiera w ramionach matki po skomplikowanej operacji. Na płycie kryjącej grób Tadzia wyryto matczyne słowa: „Oddany Bogu i ziemi”.

Dziedzicami moralnej spuścizny Tadzia, jego „siły i odwagi”, stają się – Zofia (ur. w 1866 r.) i Jan (ur. w 1868 r.). Zośka świetnie się uczy. Kończy w Paryżu Instytut dla Panien – elitarną szkołę w Hotelu Lambert, cieszy się sympatią i uznaniem rodziny Adama Mickiewicza. Jest uosobieniem pogody, zaradności, dobrego humoru, pracowitości, chlubą i dumą matki. Pracuje jako nauczycielka z prawdziwym powołaniem.

Dom Janka w Arkadii pod Łowiczem, w majątku dzierżawionym od księcia Michała Radziwiłła, jest prawdziwą przystanią dla całej rodziny. Pracowity, gospodarny, który tylko udzielił swego imienia uroczej książeczce matki, ale nigdy nie był „wędrowniczkiem”, otrzymywał w wieku 23 lat takie wytyczne od macierzy: „Chciałabym, żebyś (…) przyświecał przykładem szlachetnej, pracowitej młodości tym wszystkim, co wspólnie z Tobą pracują. Niech Ci tylko Bóg da zdrowie i wytrwałość”.

To Jan położy balsam na matczyne serce: „Niech Mama pamięta o tym, że dopóki mamy Mamę, wszyscy stanowimy jedno ognisko. (…) myślę tu o Mamie często, stawiając sobie Mamę jako przykład”.

Zupełnie odmienne od wzorowego rodzeństwa były osobowości pozostałych dzieci.

Stanisław (ur. w 1867 r.) – mruk, samotnik, abnegat, uparcie stary kawaler, zmieniający ciągle miejsca pracy, liczący na pomoc matki.

Inne kłopoty niźli ze „Stasieńkiem” miała matka z Laurą (ur. w 1872 r.), zwaną „Lorką”. Dziewczyna była prześliczna, na zdjęciach wygląda jak subtelny, secesyjny irys. Portretowali ją tak wielcy malarze jak Leon Wyczółkowski i Jacek Malczewski. Nagle obwieszcza swą decyzję – chce zostać aktorką! I tu – zdumiewająca reakcja tej, która tak samodzielna i niezależna będzie głosiła w redagowanym przez siebie piśmie „Świt” prawo kobiet do wyboru drogi życia. „Aktorkę uważałam zawsze za kobietę wyrzekającą się szacunku ludzkiego – za poklask” – czytamy szokujące stwierdzenie.

I Maria Konopnicka będzie rozsyłała listy do dyrektorów teatrów, w których miałaby debiutować jej piękna córka, z błagalnymi, dramatycznymi prośbami, by ten debiut Laurze uniemożliwili!

Wszakże te dylematy i rozczarowania, jakich dostarczało uparte marzenie „Lorki” o „aktorskim chlebie”, są niczym wobec prawdziwej tragedii, jaką wniosła w życie Marii Konopnickiej jej córka Helena, która okazała się ciężko chorą psychicznie histeryczką. Jej skandale „zniszczyły i zgubiły ostatecznie” matkę (o czym pisze do męża), odbierając „ostatki sił i możności pracy”. Postanowiła wyjechać za granicę. W lutym roku 1890 Maria Konopnicka rozpoczęła tułaczkę po Europie. Nigdzie nie będzie miała swego domu. Aż do Żarnowca.

„Wierz w Polskę!”

Austria, Niemcy, Szwajcaria, Włochy, Francja, Belgia… Wielkie metropolie, znane uzdrowiska, małe, nieznane wioski… Dwadzieścia lat ustawicznej wędrówki. Samotność. Tęsknota. Praca. Choroby. Bieda.

Nigdzie nie czuje się dobrze. „Rozwiesiłam sobie na ścianie mapę Polski, dużą, ’Wojnę’ Grottgera (…), ’Pochód na Sybir’ wisi też nad sofką (…) i tak sobie trochę polskiej atmosfery stworzyłam” (Zurych, 3 VII 1891).

Poznała Teodora Tomasza Jeża – powstańca, który powtarzał: „Wierz, wierz w Polskę, wierz w jej życie, wierz w jej przyszłość”.

We Florencji zaprzyjaźniła się z Teofilem Lenartowiczem, poetą i rzeźbiarzem, który był w konspiracji z jej ukochanym stryjem. Odbywszy jesienią 1888 roku podróż na Litwę, napisze doń: „Wilno poznałam, byłam w Grodnie dni kilka. Polskość wygnana z ulic – w sercach i w domowych ścianach mieszka”.

28 października 1901 roku pisała ze Szwajcarii do Elizy Orzeszkowej, którą odwiedzała w jej „domu głośnopolskim” w Grodnie: „Zazdrościmy Ci bardzo Twego cichego ogrodu i tych kasztanów starych i złotych. Ja, bo zawsze marzyłam o tym, żeby mieć choćby jedno swoje własne drzewo”.

Jest coś i wzruszającego, i krzepiącego w relacjach między Konopnicką i autorem „Trylogii”, który przecież pierwszy wprowadził ją na parnas. W 1894 roku pisał do swych możnych przyjaciół: „psim obowiązkiem narodu polskiego jest zabezpieczyć pod względem materialnym życie takich pisarzy jak pani Konopnicka”. Namówił ją, by – jak elegancko sformułował – „zechciała wyrządzić zaszczyt mnie i Akademii, zgłaszając swą kandydaturę” do stypendium Sienkiewiczowskiego, jakie ufundował dla polskich artystów z niezwykłego anonimowego daru, jaki doń dotarł od… Michała Wołodyjowskiego! Maria Konopnicka była stypendystką w latach 1894-1896.

Henryk Sienkiewicz podjął się funkcji prezesa komitetu jubileuszowego Marii.

Nad wszystkim czuwa z Grodna Eliza Orzeszkowa. Pisze Maria radośnie do córki Zofii: „i uchwalili, żeby mnie obdarować na jubileusz choć skrawkiem ojczystej ziemi. Jestem srodze tym uradowana i wzruszona. Własny dach nad głową mieć po takim długim tułactwie to przecież szczęście wielkie!”.

19 października 1902 roku w Krakowie hejnał z wieży mariackiej i nabożeństwo otwierają dzień jubileuszu Marii Konopnickiej. W sali „Sokoła” czekało na nią 3 tys. osób. Zasiąść musiała pod baldachimem. Dwa chóry śpiewały kantaty i polonezy. Defilowały niezliczone delegacje przybyłe z Warszawy, Śląska, Poznańskiego i całej Galicji… Do stóp jubilatki spływały setki darów, niektóre możemy jeszcze dziś podziwiać w żarnowieckim muzeum.

Po niekończącym się korowodzie darów Maria Konopnicka powiedziała: „Dziękuję wam za ten dzień jasny, za gorące serca wasze (…), praca moja była mała, odpłata królewska”.

„Biorę królewszczyznę”

8 września 1903 roku Maria Konopnicka wjeżdżała pod cienie własnych drzew. W asyście barwnych krakusów poetka przybywa do swego domu. Pierwsza wita ją chlebem i solą reprezentacja gminy Żarnowiec. Poetka odpowiada na powitanie: „(…) Został nam chleb trudu, iżbyśmy go łamali, a dzielili z sobą na każdy czas – w imię Ojczyzny”.

Cenny, odkrywczy plon stulecia ofiarowania Konopnickiej Żarnowca, wydany wzorowo przez żarnowieckie muzeum w imponującym tomie „Upominki od Narodu”, zawiera esej dyrektora placówki Pawła Bukowskiego „Adresy hołdownicze i dary dla Marii Konopnickiej w zbiorach muzeum”. Kolekcja liczy 271 unikalnych obiektów!

W „Pieśni o domu” pisała: „Kochasz ty dom, rodzinny dom,/ Co w letnią noc, skróś srebrnej mgły,/ Szumem swych lip wtórzy twym snom,/ A ciszą swą koi twe łzy?”.

W Żarnowcu jest coraz piękniej. Ma „cień własnego drzewa”. „Czeremchy olbrzymie dwa drzewa – jak bukiety – wpośród świerków”.

Cieszy się córkami. W roku 1904 odbywa radosną wyprawę do Paryża na ślub Zofii. Młodzian nazywa się… Adam Mickiewicz (acz nie jest niestety spokrewniony z autorem „Pana Tadeusza”). Pracuje w banku i działa w organizacjach polonijnych. Małżeństwo okaże się dobrane i szczęśliwe.

Obie córki przyjeżdżają do Żarnowca. Matka ostatecznie pogodziła się z aktorstwem Laury, która zrobiła prawdziwą karierę na scenie. Grała w sztukach Wyspiańskiego, Ibsena, Szekspira, Słowackiego.

Jesienią 1908 roku Laura została aresztowana. To piękna karta w życiorysie pięknej córki. Była nauczycielką języka polskiego i recytacji w tajnych szkołach dla dziewcząt założonych przez Stefanię Sempołowską – wielką kreatorkę oświaty polskiej, działaczkę Uniwersytetu dla Wszystkich i Komitetu Pomocy Więźniom Politycznym, w którym przez 20 lat pracowała ofiarnie Laura. Aresztowano cały zarząd Uniwersytetu dla Wszystkich.

29 listopada 1908 roku Konopnicka pisała do niej z Żarnowca: „Moje drogie Lorczysko biedne! Bardzo kocham biedaczka, co po nim ratuszowe, kazionne wszy łaziły. Bardzo mnie Twój list pocieszył i uspokoił”.

W tomie „Śladami życia i twórczości Marii Konopnickiej” znalazły się wspomnienia dzieci wiejskich z Żarnowca, które zawdzięczają poetce wykształcenie. Jest ich imponująca lista. Inżynierowie, nauczyciele, rzeźbiarze.

„Zdrój siły”

15 lipca 1910 roku – w pięćsetną rocznicę wielkiego zwycięstwa pod Grunwaldem – Kraków gościł tysiące rodaków przybyłych z rozdartej Rzeczypospolitej. Ignacy Jan Paderewski odsłaniał majestatyczny pomnik króla Władysława Jagiełły, który ufundował. Potężny chór „odśpiewał Hymn grunwaldzki, specjalnie na tę uroczystość przez Feliksa Nowowiejskiego skomponowany”, a zaczynający się strofą:

Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród,

Nie damy pogrześć mowy!

Polski my naród, polski lud,

Królewski szczep Piastowy.

Nie damy, by nas zniemczył wróg,

– Tak nam dopomóż Bóg!

Nazwiska autora nie podano. Komitet Grunwaldzki w Krakowie otrzymał list datowany w Żarnowcu 15 lipca 1910 roku: „Ciężko chora i przejęta najgłębszym żalem, że w wielkim święcie Grunwaldu nie mogę wziąć osobistego udziału, całą duszą jestem wśród Was i razem z Wami pełna otuchy patrzę w jasną przyszłość bohaterskiej Ojczyzny naszej – Maria Konopnicka”.

„Rota” zdobyła nieprawdopodobną popularność. Była symbolem i hymnem, przykładem owego „słuchu absolutnego” poetki „na ton duszy Narodu”. Gdy wybuchła pierwsza wojna światowa – śpiewali ją strzelcy i legioniści Piłsudskiego.

W czasie okupacji niemieckiej „Rota” i twórczość Konopnickiej znalazły się na czele listy dzieł zakazanych i niszczonych. Druh Aleksander Kamiński – redaktor naczelny „Biuletynu Informacyjnego”, największego pisma podziemnej Europy – w czerwcu 1942 roku przekazuje wiadomość, że więźniowie uwożeni ulicami Warszawy ku miejscu kaźni śpiewali „Rotę”.

Córka Marii – Zofia, i jej mąż Adam Mickiewicz byli członkami Armii Krajowej. Kierujący Muzeum w Żarnowcu Barbara i Paweł Bukowscy dotarli do materiałów oraz dokumentów dotyczących losów zięcia Konopnickiej. Aresztowany przez Niemców, przewieziony 13 lipca 1942 roku do Auschwitz – zginął już 15 sierpnia 1942 roku. Zofia, salwując się ucieczką z Żarnowca, ocalała.

Udało się jej powrócić do dworku matki po wojnie. Dożywszy sędziwego wieku – lat 90 – aktem notarialnym z dnia 21 marca roku 1956 ofiarowała dwór i park „Państwu Polskiemu z przeznaczeniem na muzeum”, które otwarto 15 września 1960 roku.

Od roku 2005 – wedle pomysłu kierujących muzeum Barbary i Pawła Bukowskich – odbywa się w Żarnowcu Polski Festiwal Narodowy. Muzeum żarnowieckie współtworzy ze Stowarzyszeniem Inicjatyw Społecznych „Rota” w Jedliczu „Jedlicką jesień patriotyczno-kulturalną” i w jej ramach zaprezentowało w żarnowieckim parku wystawę poświęconą Ojcu Świętemu „Promieniowanie świętości”.

Harcerki i harcerze z Podkarpackiej Chorągwi Związku Harcerstwa Polskiego na stulecie swej organizacji w roku 1911 wybrali wiersz Marii Konopnickiej:„Tam, w moim kraju, w dalekiej stronie,/ Sto serc gorących tęsknotą płonie”.