logo
logo

Zdjęcie: Małgorzata Pabis/ Nasz Dziennik

Pamiętała o najsłabszych

Czwartek, 1 marca 2018 (21:49)

Dla naszej Służebnicy Bożej drogą i światłem były słowa Pana Jezusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Źródłem jej duchowej siły była głęboka więź z Panem Jezusem i szczere nabożeństwo do Matki Bożej – mówił ks. bp Jan Szkodoń w czasie Mszy św. sprawowanej w ramach przygotowań do beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej.

Eucharystia była sprawowana na dwa miesiące przed uroczystością w kościele pw. św. Mikołaja w Krakowie. 

W wygłoszonej homilii biskup Jan Szkodoń opowiedział o swoim osobistym spotkaniu z przyszłą błogosławioną, kiedy jako diakon studiował na szóstym roku w seminarium i pisał pracę magisterską. – Pamiętam, jak opowiadała o służbie dla chorych, starszych, biednych. Mówiła o współpracy z kard. Karolem Wojtyłą i proboszczem mariackim ks. infułatem Ferdynandem Machayem. Pisałem wtedy pracę magisterską o ks. Machayu. Prosiłem, żeby opowiedziała mi coś więcej o proboszczu mariackim. Ona zaproponowała, bym przyszedł do niej. I wtedy opowiadała mi o swojej współpracy z ks. infułatem Ferdynandem Machayem. Sama pomagała biednym, potrzebującym, organizowała pomoc dla chorych, biednych w ramach parafii krakowskich, zachęcała kleryków, by odwiedzali chorych, kształciła młode pielęgniarki w duchu miłosiernej miłości względem chorych i potrzebujących – wspominał biskup Szkodoń.

Postulator

Gościem spotkania był ks. Mieczysław Niepsuj, postulator w procesie beatyfikacyjnym. Kapłan w wygłoszonym wykładzie przybliżył zebranym sylwetkę, życiorys i kolejne etapy procesu Służebnicy Bożej Hanny Chrzanowskiej. Ksiądz Niepsuj podkreślał, że Chrzanowska w ciągu 71 lat swojego życia dawała świadectwo miłości Boga i bliźniego.

– Chrzanowska osobiście zajmowała się adopcją sierot i poszukiwaniem rodzin zastępczych. Ukrywała żydowskie dzieci. Organizowała leki i materiały opatrunkowe dla chorych i rannych. Docierała też do więźniów na Montelupich, a dla zagrożonych powstańców warszawskich starała się o potrzebne dokumenty – mówił postulator.

Podkreślał zarazem, że wówczas jej praca nie miała jeszcze odniesienia religijnego. – Jej duchowy przełom rozpoczął się już niedługo, pod wpływem zderzenia z ogromem cierpienia. Zaczęła się modlić i uczestniczyć w Eucharystii – wyjaśnił.

Ksiądz Niepsuj przypomniał, że zaangażowanie religijne Hanny Chrzanowskiej budziło sprzeciw i w Warszawie została nawet nazwana „klerykałką”. – Wróciła do Krakowa i objęła stanowisko dyrektora Szkoły Pielęgniarstwa Psychiatrycznego w Kobierzynie. Tu także chciano się jej pozbyć. Przeczuwała te wydarzenia. Z pomocą kard. Wojtyły zaczęła więc tworzyć domową opiekę pielęgniarską przy parafiach. Szkoliła siostry zakonne. Dzięki jej staraniom wprowadzono możliwość odprawiania Mszy św. w domach obłożnie chorych. Organizowała także rekolekcje dla chorych, na których zainicjowała działalność wolontariatu. Kiedy ją samą choroba nowotworowa przykuła do łóżka, przekazała swój dobytek na rzecz chorych. Umarła w opinii świętości. Na jej pogrzebie kard. Karol Wojtyła mówił: „Dziękujemy ci, pani Hanno, za to, że byłaś wśród nas, że byłaś taka, jaka byłaś. [...] Byłaś dla mnie ogromną pomocą i oparciem” – przypominał prelegent.

Jak mówił ks. Niepsuj, kardynał Wojtyła już wtedy był przekonany o świętości jej życia, wierni biorący udział w pogrzebie także. Od razu zaczęto się modlić i czynić starania o rozpoczęcie jej procesu. Został otwarty po 27 latach od jej śmierci. Trwał 4 lata. W tym czasie zorganizowano 80 sesji i przesłuchano 72 świadków, którzy znali ją osobiście. Owoce tych prac zawarte w 12 tomach przewieziono do Watykanu.

– To jest moje drugie spotkanie z jej osobą i dziełem – mówił ks. prałat Mieczysław Niepsuj. – Pierwsze było, gdy w latach 60. miałem szczęście słuchać jej wykładu w ramach teologii pastoralnej, będąc alumnem w seminarium krakowskim. Był to wykład na temat domowej opieki pielęgniarskiej chorych – wspominał. 30 września 2016 roku Ojciec Święty Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót Służebnicy Bożej Hanny Chrzanowskiej, a potwierdzający tę decyzję cud wydarzył się w Krakowie.

Małgorzata Pabis

NaszDziennik.pl