logo
logo

Zdjęcie: / Reuters

Legalne, ale ryzykowne

Sobota, 20 stycznia 2018 (18:43)

Z dr. Grzegorzem Sobieckim, adiunktem w Instytucie Finansów Korporacji i Inwestycji Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, rozmawia Piotr Tomczyk.

 

Narodowy Bank Polski, Komisja Nadzoru Finansowego czy inne instytucje finansowe mają jakąkolwiek kontrolę nad rynkiem kryptowalut?

– Pytanie powinno brzmieć, czy ktokolwiek ma możliwość kontroli nad tym rynkiem. Odpowiedź jest złożona. Jeśli chodzi o prawne możliwości oddziaływania na rynki, to ani NBP, ani KNF, ani UOKiK nie mają obecnie bezpośrednich narzędzi, którymi mogłyby wpływać na podmioty działające na rynku, poza stosowaniem ostrzeżeń, co w lipcu 2017 r. zrobiły wspólnie NBP i KNF, a w listopadzie sama KNF. Takie działanie nierzadko jest dość skuteczne, bo część banków zaczęła wypowiadać niektórym klientom umowy rachunków. Banki wyjaśniają, że chodzi o kwestię reputacyjną. Ten brak narzędzi, ale także niepewność przedsiębiorców, którzy chcą działać w Polsce, powoduje konieczność jak najszybszych, ale i rozsądnych regulacji oraz interpretacji ogólnych, biorących pod uwagę różnorodność kryptowalut, zaczynając od precyzyjnej definicji.

Posługiwanie się kryptowalutami w Polsce jest legalne?

– Obecnie jest legalne, ale pojawiają się głosy dochodzące z instytucji publicznych (NBP) i prywatnych (Związek Banków Polskich), by zdelegalizować kryptowaluty. Wydaje mi się, że wynika to ze strachu przed nieznanym, przed dużymi zmianami. Według mnie, nie byłoby to ani dobre, ani sprawiedliwe. Byłoby to wylanie dziecka z kąpielą, wrzucenie wszystkich kryptowalut do jednego worka z napisem „toksyczne” lub „łamiące prawo”. Wśród projektów kryptowalutowych jest wiele takich, które mogą dostarczyć realnych wartości, które także z ekonomicznego punktu widzenia mają potencjał, by wesprzeć gospodarkę, choć te relacje między kryptowalutami i gospodarką (wpływ na ceny, stabilność systemu finansowego itp.) należy badać. Należałoby raczej uporządkować prawnie ten obszar i wtedy – jeśli to konieczne – zakazywać pewnych szczególnych działalności, inne regulować, a jeszcze inne pozostawić takie, jakie są. Opcją jest także skonstruowanie tzw. piaskownicy regulacyjnej, nad czym pracuje już KNF.

Skąd wzięła się nagła popularność wirtualnych walut, także w Polsce?

– Nie powiedziałbym, że to była nagła popularność. Popularność kryptowalut rosła stopniowo od 2009 roku, wraz z ceną i rozwojem technologii – im wyższa cena i im bardziej obiecujących użyteczności dostarczała technologia, tym więcej się mówiło i pisało o bitcoinie, więcej było transakcji. Gdy cena spadała po pęknięciu baniek, popularność przygasała. W 2010 roku w Polsce poza informatykami garstka osób słyszała o bitcoinie. W ciągu następnych kilku lat tematem zainteresowały się środowiska finansowe i prawnicze. Obecnie nad inwestycjami w kryptowaluty zastanawiają się osoby, które ani z informatyką, ani z finansami, ekonomią, inwestowaniem, ani z prawem nie mają nic wspólnego.

Kto w Polsce operuje kryptowalutą? W jakich branżach jest obecna?

– W Polsce istnieje przynajmniej kilkanaście projektów, które opierają się na technologii blockchain/DLT. Od dłuższego czasu funkcjonuje także polski projekt Golem mający zdecentralizować usługę udostępniania mocy obliczeniowej. Był to projekt, który pod koniec 2016 roku uzyskał 8,6 miliona dolarów na rozwój po przeprowadzeniu ICO, co było jedną z najwyższych kwot w tamtym czasie. Nie mniej ciekawymi projektami są Userfeeds.io, którego ideą jest walka z fake-newsami dzięki ekonomicznym zachętom do oceniania zawartości, czy Coinfirm, która dostarcza rozwiązań zapewniających zgodność z prawem transakcji w cyfrowych walutach.

Jakie zagrożenia dla gospodarki mogą wiązać się z kryptowalutami?

– Już pierwszy raport Europejskiego Banku Centralnego z 2012 roku o walutach wirtualnych rozpatrywał ryzyka dla stabilności cen, stabilności finansowej i stabilności systemu płatniczego i reputacji. Po pierwsze, teoretycznie emisja kryptowalut (zakup, wymiana już nie), które funkcjonują w wolnym obiegu, może wpływać na wzrost podaży pieniądza w gospodarce, a przez to na wzrost cen (inflację). Po drugie, przez tańsze i szybsze transakcje może wzrosnąć teoretycznie ich liczba. Po trzecie, może generować tzw. efekt substytucyjny względem pieniądza oficjalnego (zadziała tu tzw. efekt wypierania gotówki kryptowalutami), a przez to zmniejszać skuteczność polityki pieniężnej.

Na stabilność finansową kryptowaluty może wpłynąć poprzez zaangażowanie w ten ekosystem podmiotów finansowych działających dotychczas na rynku finansowanie zakupów kryptowalut długiem. Podobnie może być z wpływem na system płatności, gdyż płatności za pomocą kryptowalut nie spełniają większości podstawowych zasad dla systemowo ważnych systemów płatności. Przy odpowiedniej skali i efekcie substytucyjnym może stać się niestabilny, a zatem generujący większe ryzyko i paradoksalnie podnieść koszty transakcyjne.

Musimy jednak być świadomi, że aby ryzyka te się zmaterializowały, kryptowaluty muszą być powszechniej wykorzystane w roli środka wymiany, a to według mnie jest niemożliwe z dwóch powodów. Po pierwsze, obecnie niewiele osób ze środowiska myśli o nich jak o pieniądzu (są oczywiście wyjątki, bo technologia to umożliwia). Nikt nie chce konkurować z bankami centralnymi, raczej kooperować. Nie funkcjonują ideologie antysystemowe, dziś jest biznes. Po drugie, są one zbyt trudne i zbyt enigmatyczne dla przeciętnego Kowalskiego.

Czy kryptowaluty mogą okazać się piramidami finansowymi?

– Nie. Kryptowaluty co do zasady nie są schematem Ponziego, mimo że mają kilka wspólnych cech, np. to, że wraz z dołączaniem nowego kapitału do systemu względna wartość rynkowa kryptowalut rośnie. Jednak jest to typowy efekt sieciowy, charakterystyczny dla wielu usług w sieciach. W przypadku kryptowalut przeważnie nie ma centralnego podmiotu korzystającego, stałych dywidend czy wypłat dla dołączających, co obala hipotezę, że są to piramidy finansowe.

Jak możemy zabezpieczyć narodowe interesy w tym zakresie?

– Przede wszystkim należy uporządkować regulacyjnie ten obszar. Nie trzeba nawet wymyślać wszystkich rozwiązań na nowo, gdyż jest już kilka krajów: Japonia, Kanada, Szwajcaria, Estonia, Litwa, Białoruś, które mogą się pochwalić tzw. hubami blockchainowymi, podjęły także kroki prawne, by uregulować ten sektor. Chodzi o obszary przychylnie nastawione do przedsiębiorstw wykorzystujących technologię blockchain. Można skorzystać z doświadczeń tych krajów i zaadaptować je do polskich warunków.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Piotr Tomczyk

Nasz Dziennik