logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Asekuracja to za mało

Środa, 10 października 2018 (21:15)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak skomentuje Pan notatkę Mateusza Szczurka z lutego 2015 roku?

– Minister finansów w rządzie PO – PSL Mateusz Szczurek broni się, że zmiany w ustawie o podatku od towarów i usług, czyli VAT, nie miały już wtedy sensu, bo zbliżały się wybory parlamentarne. Ale to nie jest poważne tłumaczenie. Wybory jak nie parlamentarne, to samorządowe, prezydenckie czy do Parlamentu Europejskiego odbywają się w Polsce co kilkanaście miesięcy i jeśli iść tokiem tłumaczenia Mateusza Szczurka, oznaczałoby to usprawiedliwienie dla każdej bezczynności władzy. Tak czy inaczej ta notatka świadczy przede wszystkim o tym, że urzędnicy niższego szczebla – o czym zresztą słyszeliśmy z informacji płynących ze związków zawodowych Służby Celnej, ale także ze strony urzędników średniego szczebla, czyli departamentów Ministerstwa Finansów, również ich dyrekcji – doskonale zdawali sobie sprawę, po pierwsze, ze skali luki w podatku VAT – najważniejszym źródle dochodów budżetu państwa, a po drugie, że na drodze legislacyjnej można podjąć środki zaradcze, które uszczelniłyby tę lukę. Kolejny wniosek jest taki, że urzędnicy na szczeblu departamentów resortu finansów wiedzieli, że tak dłużej nie może być. Zdawali sobie sprawę, że również oni mogą w przyszłości zostać pociągnięci do odpowiedzialności za bezczynność, stąd ta notatka z prośbą o potwierdzenie ze strony najwyższego kierownictwa ówczesnego Ministerstwa Finansów, że nie należy wprowadzać zmian w ustawie.

Czemu to miało służyć?

– To była próba zapewnienia sobie czegoś w rodzaju alibi na przyszłość przed ewentualnymi niewygodnymi pytaniami ze strony dziennikarzy, opinii publicznej, a być może też ze strony komisji śledczej, a nawet organów ścigania, dlaczego – pomimo licznych sygnałów o przestępstwach podatkowych na gigantyczną skalę – resort finansów robił skrajnie mało w porównaniu z tym, co można było zrobić i co zrobiły inne kraje. Tymczasem mimo doświadczeń innych państw, mimo projektów leżących w szufladach ministerialnych biurek, nie zrobiono nic. Wiemy przecież, że do resortu finansów docierały informacje ze strony firm konsultingowych, różnego rodzaju instytutów, także ze strony Komisji Europejskiej, wspomnianych przed chwilą związków zawodowych celników, a nawet organizacji branżowej, gdzie uczciwi przedsiębiorcy wskazywali na mechanizmy związane z przestępczością podatkową, ale również na konkretne firmy, które tych przestępstw się dopuszczały. I mimo tych rozlicznych sygnałów dopiero po jesiennych wyborach w 2015 roku wprowadzono pakiet paliwowy, który dał nie tylko dodatkowe dochody do budżetu państwa, ale także ucywilizował ten sektor i pozwolił odetchnąć, normalnie pracować i godziwie zarobić zwykłym przedsiębiorcom – tym, którzy ze swoich zobowiązań wobec państwa się wywiązywali.

Oczywiście tę walkę należało podjąć wcześniej – na różnych poziomach.

– Nie tylko na poziomie legislacyjnym, o czym mowa jest w notatce, ale także na poziomie wykonawczym, do czego służby podległe ministrowi finansów są powołane. Owszem, ówcześni urzędnicy i politycy odpowiedzialni za resorty gospodarcze będą dzisiaj mówić, że to oni wprowadzili – jako pierwsi – odwrócony VAT, że to oni przygotowali ustawę o jednolitym pliku kontrolnym, choć nie do końca jak ta obecnie funkcjonująca, ale na tym się lista ich dokonań kończy. To po jesiennych wyborach w roku 2015 wprowadzono Krajową Administrację Skarbową, której projekt był znany jeszcze w czasach pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007, tyle tylko, że po przegranych przez tę formację przyspieszonych wyborach projekt ten został zawieszony na kołku na pełne dwie kadencje parlamentu. Po wyborach w 2015 roku, kilka miesięcy temu, ograniczono limit transakcji gotówkowych pomiędzy przedsiębiorcami z 15 tys. euro do 15 tys. zł, wydatnie redukując tym posunięciem szarą strefę.

 

Dopiero po wyborach w 2015 roku sięgnięto po nowe narzędzia analityczne.

– Ich stosowanie umożliwia informatyka i agregowanie dużych zbiorów danych. Zasadniczo wprowadzono kilka stosunkowo prostych mechanizmów, dzięki którym okazało się, że bez podnoszenia podatków budżet państwa może mieć się lepiej. I tak deficyt zaczął się zmniejszać, Polska zaczęła się stopniowo oddłużać, budżet państwa zaczęło być stać na „Program 500+”, na modernizację polskiej armii czy na szereg innych wydatków. Tymczasem Platforma przed 2015 rokiem wolała pójść po linii najmniejszego oporu i zamiast zabrać się za przestępców, to zaczęła podnosić podatki dla uczciwie pracujących Polaków – zarówno pracowników, jak i pracodawców. Wystarczy wspomnieć VAT, który miał być podniesiony tylko na chwilę. To była ślepa uliczka, która z jednej strony dusiła zdrową polską przedsiębiorczość i całą koniunkturę gospodarczą, a z drugiej pozwalała swobodnie, bezkarnie funkcjonować przestępcom podatkowym – nie tylko zresztą z Polski, ale także z zagranicy, którzy ten proceder u nas uprawiali, co też przecież o czymś świadczy.      

Jeszcze jednym tłumaczeniem, którego używają politycy i wysocy urzędnicy z czasów rządów PO – PSL, jest kryzys finansowy... Jest to odpowiedź niemal na każdy zarzut. 

– Przypomnę, że kryzys finansowy wybuchł w 2008 roku i około roku 2011, a 2012 roku najpóźniej zaczął się kończyć, zresztą to Donald Tusk ogłosił jego koniec. Mimo to skuteczność w egzekucji podatkowej w Polsce tkwiła w kryzysowym dołku, podczas gdy w innych krajach Unii Europejskiej już wróciła do dawnych przedkryzysowych dobrych poziomów. Oczywiście nie jest rolą żadnego urzędnika szukanie sobie alibi, ale należałoby tych ludzi zrozumieć, bo dzięki takim notatkom jak ta, o której rozmawiamy, pozostał ślad, który może wskazywać, że nie tylko niekompetencja, biurokratyczny bezwład, nieudolność zaważyły na aferze VAT-owskiej w czasach rządów Platformy, ale być może był też element celowości w tym wszystkim – czasem w działaniu, a czasem w braku działań, które powinny zostać podjęte. Jaka była – do końca – prawda? Myślę, że zarówno prokuratura, jak i sejmowa komisja ds. wyjaśnienia afery VAT pod przewodnictwem posła Marcina Horały, wkrótce postarają się nam na to pytanie odpowiedzieć. Nie można też wykluczyć, że podobnych dokumentów znajdzie się jeszcze więcej. Na ten czekaliśmy trzy lata.

Biorąc pod uwagę notatkę Szczurka, ówczesny rząd PO – PSL nie poradził sobie, bo nie miał pomysłu, nie potrafił tej fali zatrzymać, czy nie chciał, co potwierdzałoby, że państwo było teoretyczne?

– Co najmniej był to przejaw państwa teoretycznego. Wygląda na to, że nie chciano ograniczyć skali przestępczości podatkowej w Polsce. Przecież stosunkowo proste rozwiązania – jak już wspomniałem – suflowano z różnych stron, a mimo to nie były one wykorzystywane. Nie chcę na nikogo rzucać oskarżeń, ale proszę zwrócić uwagę, że przez osiem lat – jak podaje firma PwC, a w ślad za nią Ministerstwo Finansów, ostrożnie licząc – przez palce budżetowi państwa przeciekło ponad 260 miliardów złotych. To jest ogromna kwota, za którą można było sfinansować – przez dekadę – program „Rodzina 500+”, za którą można było wybudować setki kilometrów autostrad czy obniżyć zadłużenie publiczne Polski, a w rezultacie także podatki nas wszystkich, które łożymy na obsługę tego zadłużenia. Tymczasem duża część tych astronomicznych pieniędzy trafiła do kieszeni przestępców. Widać, są ludzie, którzy dla tak dużych pieniędzy są w stanie posunąć się do najbardziej niegodziwych czynów, takich jak korupcja, zastraszanie, jak spowodowanie – z jednej strony – działania, a z drugiej – w określonych przypadkach – bezczynności. Uważam, że komisja śledcza i prokuratura mają jeszcze szansę dojść nie tylko do miejsc, w których dzisiaj te zagrabione państwu pieniądze są ulokowane, ale także do zaskakujących wniosków, również takich, że najbogatszymi Polakami wcale nie są ci z corocznych zestawień setki najzamożniejszych rodaków, ale przestępcy podatkowi. Jak atrakcyjny to musiał być biznes, świadczą pseudonimy przestępców znane z nagłówek gazet, którzy w latach 90. siali postrach na ulicach polskich miast, a za poprzedniej władzy zajęli się właśnie przestępczością podatkową. To świadczy, że ci ludzie z jednej strony czuli się bezkarni, a z drugiej, że ta działalność dawała im zysk nieporównywalny z żadnym innym procederem przestępczym. Znane są przecież przykłady grup przestępczych, które dzisiaj zostały przez organy państwa rozpracowane, które na wyłudzeniach podatku VAT zarabiały miliony złotych dziennie.

Można powiedzieć, że za czasów rządów Platformy istniał w Polsce układ mafijny pomiędzy przestępczością podatkową a częścią sfery publicznej, czy wszystko to było efektem wyłącznie nieudolności, niekompetencji różnych służb?

– To jest – jak sądzę – ciągle pytanie otwarte, na które trzeba znaleźć jasną i jednoznaczną odpowiedź. Finansowe skutki afery VAT-owskiej dla nas wszystkich, dla polskiego budżetu, dla naszego zadłużenia, dla każdego uczciwego podatnika, dla przedsiębiorcy również były nieporównywalne nawet ze skutkami wszystkich innych afer gospodarczych i finansowych III RP razem wziętych.

Pana zdaniem, rok działalności komisji VAT-owskiej, jaki pozostał do końca obecnej kadencji Sejmu, wystarczy, żeby tę sprawę wyjaśnić?                         

– Nie ma innego wyjścia, jak zabrać się do intensywnej pracy i zacząć działać na zasadzie: wszystkie ręce na pokład. Ta komisja śledcza, jej powstanie, jej sposób działania są prawdziwym probierzem uczciwości obecnego obozu władzy. W związku z tym cieszę się, że do powołania tej komisji wreszcie doszło. Żałuję, że tak późno, ale nie przyjmuję tezy, że jest to zbyt późno, aby do czegokolwiek dojść przed zakończeniem tej kadencji parlamentu. Nie można tak twierdzić, jak to robiło Ministerstwo Finansów za rządów Platformy i PSL-u, że jest zbyt blisko do kolejnych wyborów, by podjąć jakiekolwiek działania. Nie, państwo musi podejmować działania bez względu na kalendarz wyborczy. Stąd komisja musi, zresztą już zaczęła, intensywnie działać i bardzo się z tego cieszę.

Obawia się Pan nacisków na członków komisji?

– Nie można tego wykluczyć. Profesjonalne państwo ma przygotowane organy, które muszą tę komisję objąć wsparciem merytorycznym. Po pierwsze, służby specjalne, jak i te podległe resortowi finansów, muszą posłom dostarczać twardej wiedzy, najlepiej już przetworzonej. Po drugie, państwo musi też objąć członków komisji śledczej i jej doradców specjalną ochroną, bo mówimy tu o tak ogromnych pieniądzach, że może dochodzić do różnych prób zastraszania komisji, a przynajmniej sprowadzania jej prac na fałszywe tropy czy wręcz do paraliżu. Wiele osób w Polsce z pewnością jest tym zainteresowanych, ale wyciągnięcie wniosków z tego, co się działo w Polsce w ubiegłych latach – włącznie do 2015 roku, co więcej, wyciągnięcie indywidualnej, surowej odpowiedzialności wobec osób winnych tamtej sytuacji, jest jedynym sposobem na to, aby zapobiec pojawianiu się tego rodzaju afer w przyszłości. Żadne, nawet najlepsze regulacje niewiele dadzą, jeśli przestępcy gospodarczy – zwłaszcza działający na tak ogromną skalę – będą pozostawać bezkarni.

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl