logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Frankowiczom pozostał prokurator

Czwartek, 11 października 2018 (21:36)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Złożył Pan w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie „kredytów frankowych”. Dlaczego?

– Opublikowany w sierpniu br. w sprawie frankowiczów specjalny raport Najwyższej Izby Kontroli – instytucji najważniejszej w sprawach kontrolnych w państwie polskim – jednoznacznie wskazuje winnych – osoby, urzędy. I już tylko na tej podstawie prokuratura – z urzędu – powinna rozpocząć działania. Raport NIK jest dokumentem oficjalnym, który we wnioskach pokontrolnych stawia konkretne zarzuty wskazujące, że w sprawie frankowiczów państwo polskie niestety zawiodło. Zawiedli prezesi najważniejszych urzędów państwowych i dopuszczono do tego, co dziś nazywa się aferą frankową.

W raporcie NIK wśród winnych sytuacji frankowiczów wskazano m.in. banki.

– Banki to jest jakby jedna kwestia, ale w szanującym się państwie są jeszcze takie instytucje, jak Komisja Nadzoru Finansowego, a także Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. To, że banki działały, jak działały, to pozostawiam ocenie prokuratorskiej, ale w tej sprawie mamy wyraźne zaniechania, a więc brak działań w zakresie ochrony polskich konsumentów przez przedstawicieli organów państwowych. I w tym momencie liczę, że prokuratura pochyli się nad raportem NIK w sprawie „kredytów frankowych”. To jest raport oficjalny, jawny, dostępny. Skierowanie sprawy do prokuratury zapowiadałem już dawno, a gdy złożyłem zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie „kredytów frankowych”, oczekuję, że prokuratura podejdzie do tej sprawy w sposób poważny i zacznie profesjonalnie działać. Jeśli Sejm, jeśli partie polityczne nie mają odwagi, żeby tę sprawę załatwić, jeśli również Sąd Najwyższy nie ma na to odwagi, to pozostaje prokurator. Przecież już lepszego dowodu jak raport NIK w sprawie „kredytów frankowych” nie można położyć na stole.

Mówi Pan, że parlament nie działa w sprawie frankowiczów, tymczasem w Sejmie leżą cztery projekty, w tym prezydencki.

– I co z tego, skoro od wyborów parlamentarnych mijają trzy lata i wciąż nie ma żadnego rozwiązania ustawowego. Na początku nawet PO i Nowoczesna mówiły, że z tym będą same problemy, ale widać po raporcie NIK zmieniła się retoryka i powiem panu, że znam przypadki polityków Platformy i Nowoczesnej, którzy mówią o skandalu, o aferze frankowej, więc widać, że ich podejście uległo zmianie. Powiem więcej, politycy wspomnianych formacji wręcz naciskają, żeby partia rządząca wyciągnęła wnioski i tę sprawę wreszcie załatwiła.

Dlaczego w sprawie frankowiczów państwo nie działa?

– Myślę, że politycy, i to nie tylko formacji rządzącej, po prostu się boją. Politycy tak naprawdę są tchórzami, bo gdyby mieli odwagę, to powinni tę sprawę już dawno załatwić. Dzisiaj sądy pierwszej instancji wydają wyroki w sprawie „kredytów frankowych”, nawet mamy już jeden prawomocny wyrok, mamy spójną linię Rzecznika Finansowego, mamy już dzisiaj wspólną linię prezesa UOKiK, który nadrabia zaległości po latach wcześniejszych, mamy wreszcie raport NIK – ale ciągle brakuje odwagi politykom. Na stół kładzione są konkretne i bardzo poważne argumenty, a klasa polityczna ciągle mówi, że to za mało. Tak naprawdę powód jest ten, o którym wspomniałem, wynikający z bojaźni, że największe banki, banki-matki, ruszone zechcą pozywać Polskę do sądów międzynarodowych i żądać wysokich odszkodowań od państwa polskiego. Strach przed tego typu zagrożeniami sprawia, że wszyscy politycy jak dotąd tylko mówią o tym, że owszem, należy szukać takiego rozwiązania, które nie będzie kosztowało państwa polskiego wysokich odszkodowań. Dlatego też wszyscy mówią poszkodowanym: idźcie do sądów. Rzecz jednak w tym, że zachęcając do działań sądowych, politycy nie robią nic, żeby procedury sądowe, jak wiemy bardzo przewlekłe, żeby koszty sądowe, żeby bieg pracy sądów skrócić i usprawnić tryb orzekania.

Co się stało z obietnicami składanymi frankowiczom?

– Myślę, że dzisiaj po stronie Prawa i Sprawiedliwości jest silna kalkulacja, za to odwagi – wcześniej niespotykanej – powoli, bo powoli, ale nabierają panowie z Platformy, którzy wcześniej nie umieli, ale dzisiaj twierdzą, że potrafią rozwiązać problemy frankowiczów. To oznacza tylko jedno – mianowicie cyniczne wykorzystywanie sytuacji i ludzkich spraw w interesie partyjnym. To jest w mojej ocenie jedyna i uczciwa odpowiedź.

Pomoc obiecywał także prezydent Andrzej Duda.

– Wszyscy – w tym prezydent – używają haseł „pomoc”, ale w przypadku frankowiczów wcale nie chodzi o pomoc materialną, tylko sprawa rozbija się o to, żeby w Polsce przestrzegano obowiązującego prawa. Dokładnie chodzi tylko o to, żeby trzymać poziom standardów obowiązujący w tej kwestii w Unii Europejskiej. Mam tu na myśli standardy w zakresie praw konsumenckich i prawa do tego, żeby nie być państwem wykorzystywanym przez silne lobby finansowe. I na tym polega cała sprawa. Wygląda jednak na to, że w tej kwestii się pogubiliśmy.

Jakie w związku ze złożonym za-wiadomieniem do prokuratury są Pana oczekiwania w kwestii „kredytów frankowych”?

– Przede wszystkim oczekuję konkretnych działań Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w tej materii. Liczę, że prokuratura zrobi to, do czego zobowiązuje ją polskie prawo. Zamierzam też poprosić o objęcie nadzorem całej tej sprawy przez Prokuraturę Krajową. To jest za duża sprawa, mam świadomość, że nie jest to sprawa tylko dla jednej osoby. Proszę też pamiętać, że nie jest to donos anonimowy, ale jako poseł na Sejm RP składam konkretne pismo, w konkretnej sprawie i na podstawie konkretnego dokumentu państwowego.

Skoro – jak Pan stwierdził wcześniej – politycy się boją, że banki mogą pozywać państwo polskie i żądać wysokich odszkodowań, to oznacza, że na polskim rynku finansowym decydują banki, a państwo jest wobec tych działań bezradne?

– Tak, państwo polskie jest bezradne, bo gdyby nie było bezradne, to wzorem Islandii bankierzy, którzy złamali prawo, czyli można powiedzieć: banksterzy, poszliby siedzieć do więzienia. Czy w Polsce słyszał pan o bankierze, którzy trafił za kratki…? Przecież mamy tak dużą aferę jak Amber Gold i jak dotąd są wątpliwości i próby wykręcania się od odpowiedzialności różnych osób, które w owym czasie reprezentowały określone urzędy. Tymczasem w Islandii potrafiono w ramach rozliczenia tzw. kryzysu finansowego rozliczyć działalność banków, i to szybko, a winni nadużyć poszli do więzienia. W Polsce niestety wciąż jest, nazwijmy to, nadzwyczajna kasta bankierów, nad którą jest rozkładany parasol ochronny. Smutna to puenta, ale niestety prawdziwa.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Nasz Dziennik