logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Powinniśmy dążyć do nadwyżki budżetowej

Poniedziałek, 21 stycznia 2019 (20:08)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejm przyjął budżet na 2019 rok. Czy to dobry budżet, bezpieczny?

– To jest budżet bezpieczny, bo rosnący w miarę wzrostu całej polskiej gospodarki. To jest też budżet realistyczny, bo oparty na sensownych założeniach makroekonomicznych – takich, które nie odbiegają od prognoz sporządzanych przez ekonomistów, analityków w Polsce i za granicą, a dotyczących naszej gospodarki. Najważniejszym założeniem jest przewidywany wzrost PKB na poziomie 3,8 proc., który powinien się ziścić, być może nawet z pewną nadwyżką. Do tego przyzwyczaiły nas ostatnie lata, że rzeczywistość okazuje się nawet lepsza od prognoz, które są rzeczywiście – w stosunku do polskiej gospodarki – weryfikowane in plus i to cyklicznie.

Istnieją jednak różne zagrożenia, które mogą wpłynąć na ten budżet…

– Owszem, ale ten poziom wzrostu o 3,8 proc. PKB powinien się zmaterializować, jeśli nie pojawią się jakieś nadzwyczajne zdarzenia czy – jak pan redaktor zauważył – zagrożenia, zwłaszcza zewnętrzne, dla naszej gospodarki i jej kondycji. Do tych zagrożeń zaliczyłbym niekontrolowany, czyli bezumowny brexit, którego skutki byłyby trudne do przewidzenia. Wielka Brytania to ważny partner handlowy dla Polski. Przypomnę, że od lat w bilansie handlowym z Wielką Brytanią odnotowujemy dodatnie saldo. Już dzisiaj przedsiębiorcy, np. branży transportowej, odczuwają perspektywę brexitu na własnej skórze. Drugim z zagrożeń zewnętrznych jest ogólnoświatowe spowolnienie gospodarcze, które też może zaważyć na realizacji naszego budżetu, o ile się oczywiście dokona, a ponadto dalsza eskalacja napięcia handlowego i w ogóle ekonomicznego między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, co przejawia się wojną celną. Trzecia sprawa dotyczy finansów publicznych poszczególnych krajów strefy euro, które od poprzedniego kryzysu czy fali spowolnienia w trybie koniunkturalnym nie zostały uzdrowione. Nie mówimy już tak często o Grecji – jak to było jeszcze kilka lat wstecz – za to coraz głośniej o Włoszech, Portugalii, Hiszpanii, o ich zadłużeniu czy ich budżetach, ale w Grecji dług publiczny dalej sięga 180 proc. PKB, a we wspomnianych Włoszech 130 proc. PKB, a we Francji, czyli w kraju o jeszcze większym znaczeniu od dwóch wspomnianych, sięga już 100 proc. PKB. I dopóki gospodarka ma się dobrze, to te zadłużenia są obsługiwalne przez finanse publiczne, ale może być różnie.

Różnie to znaczy gorzej…?

– Dokładnie tak. Może być gorzej, jeśli gospodarka spowolni, a spowolnić musi, bo obecnie znajdujemy się prawdopodobnie gdzieś w okolicy szczytu koniunktury. Przypomnę, że gospodarka żyje w rytm cyklów koniunkturalnych, a więc występujących po sobie naprzemiennie faz szybszego i wolniejszego wzrostu, czasem przechodzącego w kryzys, czyli recesję.

A jeśli chodzi o zagrożenia wewnętrzne dla naszego wzrostu gospodarczego…?             

– Z zagrożeń wewnętrznych dla naszego wzrostu gospodarczego, a więc i dla budżetu na rok 2019 wymieniłbym przede wszystkim płynące do nas w znacznej mierze z Brukseli, ale jednak realizowane przy ul. Wiejskiej w Warszawie – przeregulowanie gospodarki zarówno tej realnej, jak i rynku finansowego w Polsce. Ciągle tworzonych jest u nas rocznie ponad 20 tysięcy maszynopisu nowego prawa, które przyjmuje się, że w 50 czy 60 procentach dotyczą funkcjonowania przedsiębiorstw, a ciążą najbardziej przedsiębiorstwom małym i średnim, bo te duże dzięki swoim sztabom prawników i różnego rodzaju doradców ze zmianami w prawie radzą sobie z natury rzeczy lepiej. Natomiast tym małym to wszystko bardzo, ale to bardzo doskwiera. I – tak jak wspomniałem – zarówno w gospodarce realnej, jak i na rynku finansowym jest to coraz bardziej odczuwalne. Co prawda ponad połowa tych dokumentów to implementacja pomysłów, które płyną do nas z Brukseli i Strasburga, ale trzeba bardzo – nawet bardziej niż w ostatnich latach – pilnować, aby nie dopuszczać do nadregulacji w stosunku do tego, co generują instytucje centralne Unii Europejskiej w zakresie prawodawstwa. Krótko mówiąc, musimy się kierować zasadą – tyle, ile wymaga od nas Unia, i nic ponadto – jeśli chodzi o regulacje prawa gospodarczego.

Platforma krytykuje, mówiąc, że jest to budżet PiS-u, jednocześnie zarzucając rządzącym, że odrzucili wszystkie poprawki, które wnosili politycy opozycji…

– Trudno, żeby rząd w swoim działaniu kierował się życzeniami czy pomysłami opozycji. Rząd jest od tego, żeby brać odpowiedzialność za życie gospodarcze w Polsce, także za kondycję budżetu państwa i tę odpowiedzialność bierze na swoje barki. Dziś daje to rządzącym możliwość układania budżetu w taki sposób, jak sobie minister finansów Teresa Czerwińska obmyśliła wespół z premierem Mateuszem Morawieckim, który – jak pamiętamy – jeszcze do niedawna piastował funkcję ministra finansów, ale potem wspomniane osoby oraz cały obóz rządzący przy okazji zbliżających się wyborów parlamentarnych będą rozliczane. Na razie te rozliczenia – jak wynika z danych statystycznych dotyczących gospodarki i budżetu państwa opublikowanych ex post, a także z sondaży dotyczących opinii publicznej – są po prostu dobre i to jest fakt, którego nie da się podważyć. Tak czy inaczej takie są prerogatywy rządu i większości parlamentarnej, aby mogła kształtować zarówno stronę wydatkową, jak i dochodową według swoich pomysłów i według swoich intencji, poglądów itd.

Warto też podkreślić, że jest to chyba największy budżet w naszej historii…                     

– Owszem, ten budżet oscyluje wokół 400 miliardów złotych. Po stronie wydatkowej nawet nieco więcej, bo 416 miliardów złotych, po stronie dochodowej nieco mniej, bo 387 miliardów złotych. W związku z tym, w myśl ustawy budżetowej dopuszczony jest deficyt na poziomie 28,5 miliarda złotych, co w odniesieniu do PKB wynosi 1,7 proc., a więc znacznie mniej niż poziom 3 proc., poniżej którego zgodnie z Traktatem z Maastricht utrzymywanie deficytu wymaga od nas Unia Europejska. Jest to budżet po stronie wydatkowej przede wszystkim kontynuujący najważniejsze programy prospołeczne rządu Zjednoczonej Prawicy, takie jak „500+” czy „Dobry start”, „Darmowe leki dla seniorów” itd. wzmacniające stronę popytową gospodarki, głównie zaś konsumentów. Ponadto duża, coraz większa część budżetu idzie na wzmocnienie naszego bezpieczeństwa, a więc na obronność i chyba każdy bez względu na poglądy polityczne czy sympatie partyjne to rozumie. Z kolei po stronie dochodowej mamy także do czynienia ze wzrostem – pomimo tego, że CIT dla małych firm spada do rekordowego poziomu 9 proc. Również ZUS również dla najmniejszych dopiero startujących przedsiębiorców startujących wreszcie będzie proporcjonalny do dochodu, a więc niższy niż ok. 1300 złotych sztywnej stawki, która do tej pory była obowiązująca. A zatem nie ma wzrostów podatkowych w sensie podwyższenia stawek, a mimo to – z jednej strony dzięki rosnącej gospodarce, z drugiej dzięki postępującemu zacieśnieniu fiskalnemu – mamy do czynienia z szerszym strumieniem środków płynących do budżetu państwa, dzięki temu tenże budżet stać na więcej. Już jakiś czas temu zerwano z obłędną polityką poprzedniego rządu, która polegała na bezrefleksyjnym podwyższaniu stawek podatkowych, co bardzo często wcale nie kończyło się dobrze dla budżetu. Tak było w przypadku akcyzy na wyroby tytoniowe albo alkoholowe, gdzie podwyżki kończyły się spadkiem wpływów, wbrew przewidywaniom ówczesnych ministrów finansów.

Natomiast ma być kontynuowane zacieśnienie fiskalne i chyba to nie jest zaskoczeniem?

– Zgadza się, zacieśnienie fiskalne ma być kontynuowane nie tylko na poziomie egzekucyjnym, czyli wykonawczym, ale także na poziomie ustawodawczym. Wprowadzane są np. nowe instrumenty, jak chociażby nowa wersja Jednolitego Pliku Kontrolnego, a zatem ten proces postępuje, daje dodatkowe dochody budżetowi państwa, choć trzeba też powiedzieć, że deficyt mimo tego, iż jest rekordowo niski – był w 2018 roku, będzie też stosunkowo niski w 2019 roku, to nie jest to sytuacja docelowa. Docelową sytuacją, zwłaszcza w okresach dobrej koniunktury, powinna być nadwyżka budżetowa – nadwyżka, którą dzisiaj generuje już ponad połowa państw członkowskich Unii Europejskiej.

Niemcy nie mają deficytu budżetowego…

– Niemcy nie mają, ale deficytu budżetowego nie ma też szereg innych krajów. Natomiast jeśli chodzi o Polskę, to po pierwsze – po latach zaniedbań trudno się spodziewać, żeby sytuacja została uzdrowiona z roku na rok czy z kadencji na kadencję parlamentu. Po drugie, deficyt sam w sobie, co do zasady – i chciałbym to zaznaczyć – nie jest niczym złym, nie jest też czymś niedopuszczalnym, ale powinien występować głównie wtedy, gdy gospodarka ma się słabiej i kiedy jest w fazie spowolnienia wzrostu gospodarczego. Wtedy do budżetu – po pierwsze – płynie mniej pieniędzy z podatków, a po drugie tenże budżet powinien wydawać więcej na opiekę społeczną, na inwestycje choćby te publiczne, które pobudzają gospodarkę i pozwalają jej przejść przez tę gorszą fazę cyklu koniunkturalnego. Natomiast w latach tzw. tłustych powinna być generowana nadwyżka budżetowa, dlatego budżet powinien być zrównoważony niekoniecznie w ciągu jednego roku kalendarzowego, bo jest to dla gospodarki sztuczna miara czasu, ale w ujęciu pełnego cyklu koniunkturalnego, który trwa różnie: pięć, siedem, czasem nawet więcej lat.

Dziękuję za rozmowę.        

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl