logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Desperacka próba zwrócenia na siebie uwagi

Wtorek, 30 czerwca 2015 (20:47)

Z Kazimierzem Grajcarkiem, przewodniczącym Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przekonuje Pana „Plan dla Śląska szumnie nazwany „Śląsk 2.0” przedstawiony dziś przez premier Ewę Kopacz?

– Program ten został nam przedstawiony wczoraj przez premier Ewa Kopacz. Ni mniej, ni więcej wygląda to na program wyborczy i nie sądzę, żeby były tam rozwiązania, na które czeka Śląsk. Dopominaliśmy się o jakieś konkrety już od dawna i teraz rzutem na taśmę pojawia się premier z przesłaniem na ustach, że węgiel to skarb dla Polski, a ten rząd nagle próbuje zrobić ze Śląska „przemysłowe serce Polski”. To ja pytam, gdzie ten rząd był wcześniej. Sześć punktów zapisanych w tym programie z pozoru może się wydawać dobrym rozwiązaniem, ale takim nie jest. To niewiele znaczące obietnice w rodzaju „dla każdego coś miłego”. Jest tam m.in. zapowiedź budowy nowych dróg, remonty na kolei, ulgi i dodatkowe pieniądze dla przemysłu, jest mowa o przyszłości polskiego węgla i kopalń, ale konkretów nie widać. Były słowa, ale programu do ręki nie dostaliśmy. Premier Kopacz mówiła nam, że wszystkie sprawy są uzgodnione z ministrem finansów i rzucała kwotami – setkami milionów złotych na prawo i lewo, które niejako mają być wpompowane w Śląsk, pieniądze, które miałyby pomóc także małym i średnim przedsiębiorcom. Nie wierzę w to, że ten program da się zrealizować przez cztery miesiące, jakie pozostały do wyborów. Polskie górnictwo i polska energetyka potrzebują już rozwiązań, których nie było przez osiem lat. Owszem, gdyby coś takiego wydarzyło się na początku kadencji, to można byłoby się zastanowić nad możliwością realizacji takiego projektu, którego − powtórzę raz jeszcze − szczegółów nie znamy.

Krótko mówiąc, ten program nie zrobił na Panu większego wrażenia?

– Dokładnie tak. To desperacka próba zwrócenia na siebie uwagi i odczarowania rzeczywistości, która dla tej formacji rysuje się w czarnych barwach. Polskie górnictwo zostało doprowadzone przez ten rząd do sytuacji, w której się dzisiaj znajduje. Wcale nie jest prawdą, że do zapaści doprowadziła cena węgla czy inne czynniki. Jeśli do tej sytuacji doprowadziła cena węgla czy jakieś inne przyczyny, na które wpływu nie miały spółki węglowe i skoro dzisiaj myślimy o programach naprawczych, to pytanie brzmi, dlaczego takich działań nie przeprowadziły poprzednie zarządy. Mało tego, skoro do tej zapaści doprowadziły zarządy i rady nadzorcze i nikt nie poniósł odpowiedzialności za to, co się stało w polskim górnictwie, to ich następcy będą się czuli również bezkarne. Będą – mówiąc kolokwialnie – brać kasę, i to nie małą, ale nie będą zobligowani, żeby zmieniać polskie górnictwo na lepsze. Jeżeli zatem nie będzie rozliczenia ludzi, którzy doprowadzili polskie górnictwo do katastrofalnego stanu, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Niech się komuś nie wydaje, że zapomnieliśmy, jak strzelano do górników z broni gładkolufowej, o tym, że było pałowanie i nazywanie nas warchołami i innymi równie niesprawiedliwymi epitetami. Tymczasem okazuje się, że to my mieliśmy rację. Zapytałem o to premier Kopacz w poniedziałek na spotkaniu, ale odpowiedzi nie usłyszałem.

Jak Pan to odbiera?  

– W mojej ocenie, pokazuje to wyraźnie, że po stronie tego rządu nie ma dobrej woli, czyli nie ma woli rozliczenia od początku do końca tych, którzy są winni. A skoro brakuje dobrej woli, żeby to zrobić w polskim górnictwie, to nie łudźmy się, że będzie w energetyce i całym polskim przemyśle. Dlatego to, co słyszymy od premier Kopacz w ostatnich dniach na Śląsku, są to dobrze wyreżyserowane bajki.

Premier mówiła dzisiaj, że mogłaby wymienić całą listę spraw, jakie rząd załatwił dla Śląska w ciągu ośmiu lat. Co przez ten czas koalicja PO - PSL zrobiła dla Śląska?

– Sprawa jest bardzo prosta, bo to, co zrobił rząd PO - PSL dla Śląska, widać gołym okiem na każdym kroku. Ten rząd doprowadził do upadłości Śląska. Doprowadził prawie do upadłości polskiego górnictwa. Mówię prawie, bo na szczęście górnicy i związki zawodowe czuwają i nie pozwoliły do reszty zniszczyć tego dziedzictwa, które daje chleb górnikom i ich rodzinom od pokoleń. Ten rząd doprowadził do upadłości polski przemysł, doprowadził do sytuacji, w której miliony młodych Polaków, w tym wielu mieszkańców Śląska, musi szukać pracy i swojego miejsca w życiu poza Polską. Nie można zatem powiedzieć, że rząd koalicyjny PO - PSL nie ma „osiągnięć”. Ta sytuacja, która jest dzisiaj na Śląsku, w polskim przemyśle, polskiej gospodarce czy w polskim rolnictwie przecież widzimy, jak katastrofalnie to wszystko wygląda, to wszystko jest zasługą tego rządu, który usilnie się starał niszczyć i burzyć. Gdziekolwiek nie spojrzeć, widać destrukcyjną działalność rządu PO - PSL.

Dzisiaj wszyscy ministrowie, którzy przybyli na Śląsk, mówią dużo i głośno, za wyjątkiem wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego…

– To tylko pokazuje, że ten rząd mimo podejmowanych prób jest niewiarygodny, niezależnie od tego, kto w nim zasiada. Sytuacja wicepremiera Piechocińskiego jest rzeczywiście bardzo dziwna.  Przecież jest to człowiek, który bezpośrednio odpowiada za stan zapaści, w jakim znajduje się polskie górnictwo i jeżeli mówimy o konsekwencjach, to przede wszystkim wicepremier Piechociński powinien ponieść konsekwencje. Nie wystarczy schować jednego z winowajców i udawać, że go nie ma. To jest jeden z dowodów na brak uczciwości tej ekipy. Pomijając sytuację, w której znajduje się koalicja PO - PSL – zresztą z własnej winy, gdyby ci ludzie mieli choć szczyptę przyzwoitości, to posypaliby głowę popiołem. Natomiast wicepremier Piechociński powinien uklęknąć – tak jak w momencie, kiedy został wybrany na szefa PSL-u – i uderzając się w piersi przeprosić za to, co złego zrobił wobec polskiego górnictwa i zrezygnować z funkcji wicepremiera i ministra gospodarki. Tego jednak nie ma, co świadczy o braku refleksji wśród polityków, którzy za nic mają sprawy ludzi. To nie ma nic wspólnego ani z prawdomównością, ani z uczciwością. Ludzie są im potrzebni raz na cztery lata, kiedy trzeba pójść do urn i oddać na nich głos. Ten wyjazdowy cyrk rządu PO - PSL, z jakim mamy do czynienia, ma służyć przekonaniu wyborców. Mam nadzieje, że społeczeństwo nie da się nabrać na ten numer kolejny raz.

A zatem czekamy do października na zmianę?

– Otóż nie! Jako związki zawodowe nie czekamy, bo cały czas musimy pracować również jako obywatele Rzeczypospolitej, żeby ten szkodliwy rząd i ludzie, którzy przez osiem lat zarządzali państwem i doprowadzili je do takiej sytuacji, odsunąć od władzy. Nie możemy siedzieć z założonymi rękoma i czekać do października. Radio Maryja, Telewizja Trwam, „Nasz Dziennik” robicie bardzo dużo, żeby pokazywać, jak wygląda prawda, kulisy i „osiągnięcia” rządu PO - PSL. Są również inne media. Cieszę się, że mam możliwość powiedzieć o tym na portalu NaszDziennik.pl, a wczoraj także w mediach toruńskich, że nasze społeczeństwo musi się obudzić i przejrzeć na oczy, bo to, z czym mamy do czynienia, jest delikatnie rzecz ujmując nie do końca uczciwe.

Kiedy wsłuchać się w retorykę polityków PO, można odnieść wrażenie, że oto na Śląsk przybyła ekipa, która jest w opozycji i chce posprzątać bałagan. Po ośmiu latach chce ubiegać się o władzę i zmieniać Polskę. Polacy dadzą się na to nabrać?

– Pani premier Kopacz przypomina mi strażaka – piromana, który sam podpalił dom i próbuje go gasić. Mało tego krzyczy: łapać podpalacza. Stojąc zaś na zgliszczach i patrząc na swoje „dzieło”, próbuje wmówić innym, że nic się nie stało, że sytuacja została opanowana i wszystko jest uratowane. To nic innego jak ogłupianie ludzi.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 19 września 2015 (11:36)

NaszDziennik.pl