logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Problem, którego nie widzi Unia

Środa, 15 czerwca 2016 (03:19)

Z Maksem Kraczkowskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego Komisji Gospodarki i Rozwoju, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Rozpisano przetarg na ułożenie rur Nord Stream II. Dzieje się to mimo sankcji nałożonych na Rosję. Wydaje się, że powstanie rurociągu jest przesądzone. Dyplomatyczna porażka Europy Środkowej i Wschodniej?

– To bardziej porażka Unii Europejskiej. Solidarność energetyczna, deklarowana jako jeden z fundamentów bezpieczeństwa gospodarczego Europy, pozostaje w sferze deklaracji unijnych polityków. Tłem tych zdarzeń jest łamanie prawa międzynarodowego przez Rosję. Mówię tu o aneksji Krymu, a także o działaniach wojennych na wschodzie Ukrainy. Krótko mówiąc – Unia Europejska charakteryzuje się moralnością, którą można określić jako „moralność wielobiegunowa”. Ciężko w niej znaleźć odniesienie do jakiegokolwiek realnego punktu, który będzie wzorem do podejmowania działań albo granicą, której strona rosyjska nie może przekroczyć.

Ale czy stanowisko Niemiec nie jest zrozumiałe? Na tym projekcie mają zyskać ekonomicznie.

– Niewątpliwie kwestie ekonomiczne były istotnym impulsem dla naszych sąsiadów. Ale część komentatorów zajmujących się oceną efektywności ekonomicznej całego projektu zgłaszało wątpliwości co do relacji nakładów do potencjalnych korzyści dla Europy. Dotyczy to także kwestii coraz śmielszego wkraczania podmiotów związanych z Rosją do sfery nie tylko kierunku dostaw, ale także prowadzenia przesyłów.

Nord Stream II grzebie nasze marzenia o uniezależnieniu dostaw gazu z Rosji?

– Myślę, że nie. Ten brak konsekwencji europejskich polityków wymusza na nas działania na innych poziomach. W sprawie Nord Stream II Polska szykuje się na różne scenariusze łącznie z wygaszaniem podziemnych gazociągów. Wtedy ciężar odbioru gazu wziąłby na siebie terminal w Świnoujściu. To tylko jedna z możliwości.

O innej niecały miesiąc temu mówił minister Piotr Naimski. Otóż poinformował o politycznym „zielonym świetle” dla dostaw gazu z Norwegii. Na ile ta opcja jest możliwwa?

– Piotr Naimski jest ekspertem cenionym nie tylko w Polsce, ale i w świecie. Jego osoba może być gwarancją na to, że jest to poważna deklaracja rządu. Mogę więc przypuszczać, że opcja norweska jest już w fazie zaawansowanego studium opłacalności i możliwości technicznych prowadzenia takiej operacji. Dlatego uważam, że z wielkim zainteresowaniem powinniśmy patrzeć na północ.  

Wydaje się, że Rosjanie nie są zbyt chętni do pomniejszania swojej pozycji w europejskiej energetyce. Spodziewa się Pan ofensywy dyplomatycznej ze Wschodu?

– To bardzo możliwe, że Rosjanie zdecydują się na nową ofensywę. Mówię o nowej, bo jedna w sprawie Nord Stream II już trwa i zbiera żniwo. Zarówno przy pierwszej, jak i drugiej nitce gazociągu na dnie Bałtyku objawiała się w pozyskiwaniu znaczących europejskich polityków. Przykład Gerharda Schrödera, który po karierze kanclerza rozpoczął działalność biznesową w spółkach wokół gazociągu jest tego dobitnym przykładem. Europa powinna zadać sobie pytanie, czy solidarność energetyczna i uniezależnienie się od dostaw z jednego kierunku są jej potrzebne. Drugie pytanie, to czy energetyczne uzależnienie od Rosji nie będzie środkiem do wywierania presji najpierw ekonomicznych, a potem politycznych.

Solidarność energetyczna może jeszcze wyjść poza sferę mitów?

– Utarło się mówić, że „solidarność energetyczna leży na dnie Bałtyku i nazywa się Nord Stream”. Wypowiedź ta w krytyczny sposób opisuje sytuację wewnątrz Unii. Pana pytanie ma drugą stronę, a więc czy Donald Tusk, którego niektóre środowiska wykreowały na prezydenta Europy, ma jakąkolwiek moc sprawczą. Czy jego plany w sprawie solidarności energetycznej Europy ktokolwiek traktował poważnie? Europa potrzebuje naprawy i mam nadzieję, że uda się to zrobić bez gwałtownych wstrząsów.    

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl