logo
logo

Zdjęcie: / Reuters

Hodowcy bronią branży

Wtorek, 14 lutego 2017 (18:20)

Wprowadzenie w Polsce zakazu hodowli zwierząt futerkowych oznaczałoby utratę pracy dla minimum 10 tys. osób i pozbycie się potężnych zysków

Polacy zwierzęta futerkowe hodują od niemal stu lat. Obecnie, po Danii liczącej 4 mln mieszkańców i hodującej rocznie 20 mln norek, jesteśmy największym producentem norek w Europie.

Hodowla zwierząt futerkowych to również wymierne zyski – eksport branży futerkowej to około 3 proc. tego, co sprzedaje za granicę cała branża rolnicza w Polsce, a to z kolei przynosi ok. 1,5 mld zł wpływu do budżetu państwa.

– To jedyna branża rolnicza, która może się pochwalić praktycznie stuprocentowym eksportem. Pieniądze z produkcji całkowicie zasilają polski rynek. Jest o co walczyć – podkreśla Szczepan Wójcik, hodowca norek, którego rodzina od lat specjalizuje się w tej branży.

Polska jakość

Ale z roku na rok w ekspresowym tempie rośnie nam olbrzymia konkurencja w Rosji, szczególnie po wprowadzeniu embarga na drób z Europy. Rosjanie rozwijają hodowlę i ubój drobiu, która mocno sprzężona jest z hodowlą zwierząt futerkowych. Zjadają one ok. 40 proc. części kurczaka, które nie są już jadalne dla człowieka. W Polsce hodowcy kupują także niejadalne przez człowieka pozostałości z przetwórstwa ryb. Tym samym zarówno ubojnie, jak i przetwórcy zarabiają, zamiast wydawać na utylizację, i to nie mało – w sumie w skali całego kraju w ciągu roku to znacznie ponad 300 mln zł. Pieniądze zostają w polskich rękach i poprawiają rentowność przetwórni, a firmy utylizacyjne działające w Polsce w większości należą do kapitału zachodniego.

Skóry norek sprzedajemy niewyprawione. W wyprawianiu skór specjalizują się Grecja i Włochy. Ostatecznie jednak większość światowej produkcji skór skupia się w Rosji i Azji (Chiny), choć wysyłamy je też do USA.

Polskie skóry cieszą się szczególnym zainteresowaniem. Może też dlatego nie zostały objęte przez Moskwę embargiem.

A to szczególnie istotne dla 50 tys. naszych rodaków, którzy żyją dziś z produkcji. 10 tys. z nich jest bezpośrednio związanych z hodowlą na fermach, których w Polsce jest 750.

Ekolodzy atakują

Kij ma jednak dwa końce. Co rusz pojawiają się głosy, które kwestionują hodowlę zwierząt futerkowych. Partia Nowoczesna Ryszarda Petru w ubiegłym roku złożyła projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, który zakłada zakaz trzymania zwierząt domowych na uwięzi, chowu zwierząt w celu pozyskania futer oraz wykorzystywania zwierząt w cyrkach. Ostatecznie projekt wycofano, ale dyskusji nie zaprzestano. Argumenty przeciw padają różne.

– W najbliższym czasie zajmiemy się wprowadzeniem obowiązkowego chipowania psów, a co do hodowli zwierząt futerkowych – prosiłem o argumenty osoby z branży, by odniosły się do zarzutów obrońców zwierząt i przedstawiły argumenty, ale i rozwiązania gwarantujące, że norki będą hodowane w etycznych warunkach – tłumaczy przewodniczący sejmowej komisji rolnictwa Jarosław Sachajko z Kukiz’15. I dodaje, że nie uważa, że powinniśmy usuwać z Polski kolejną branżę. Jednak patrząc na działający w Sejmie Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, składający się w dużej mierze z posłów PO, można stwierdzić, że kierunek jest odwrotny.

– Problem polega na tym, że od kiedy zajęliśmy wysoką pozycję na rynku skór, staliśmy się szaloną konkurencją na rynku światowym i europejskim. Od tego czasu zaczął się czarny PR organizacji ekologicznych, która stara się nam udowodnić, że hodowla norek prowadzona jest w opłakanych warunkach. Te zarzuty nijak mają się do realiów – tłumaczy Szczepan Wójcik i wyjaśnia, że wszelkie zaniedbania w hodowli od razu przekładają się na jakość skóry, a polskie skóry są najwyższej jakości. Jak dodaje, zdarzają się tzw. pseudohodowcy, ale tak jest w każdej dziedzinie. Sami hodowcy starają się oczyścić swoje środowisko. Od przyszłego roku w życie wchodzą nowe obostrzenia obligujące właścicieli ferm do wprowadzenia m.in. podwójnego ogrodzenia hodowli. A w myśl nowego kodeksu budowlanego, który wejdzie w życie w 2018 roku, wszystkie fermy będą mogły być zlokalizowane wyłącznie tam, gdzie przewiduje to plan zagospodarowania przestrzennego. Dziś nie ma w tym obszarze jasnych przepisów.

 

W interesie konkurencji?

Warto przypomnieć, że Polska była znaczącym producentem gęsich wątróbek otłuszczonych, ale posłowie już w 1997 r. zdecydowali się zakazać w Polsce od 1999 r. tuczu gęsi w tym celu. Byliśmy w tej branży potentatem. Wątroby kupowali od nas m.in. Francuzi. Dziś nasze rynki, ale i zyski przejęli Węgrzy.

Teraz podobne zarzuty padają pod adresem hodowli zwierząt futerkowych. Kamil Chojnicki, hodowca zwierząt futerkowych, podkreśla, że gdyby norki w polskich hodowlach miały się źle, to przestałyby się rozmnażać, to najlepszy wskaźnik dobrostanu. Rolnik w tym roku planuje rozpocząć eksperymentalną hodowlę w Danii. To też sposób, by poznać zasady organizacji tamtejszego rynku będącego zagłębiem hodowlanym zwierząt futerkowych.

Hodowcy zwierząt futerkowych uważają, że obrona zwierząt to tylko hasło, za którym stoi konkurencja gospodarcza. Rolnicy wytykają, że znamienny jest atak na każdą gałąź gospodarki, która w Polsce zaczęła się rozwijać. Pod obstrzałem są również hodowcy kur niosek – Polska jest czołowym ich producentem na świecie (zajmujemy 7. miejsce). Kilkanaście miesięcy temu atak przypuszczono na polskich producentów pieczarek, którzy również stanowią olbrzymią konkurencję dla zachodnich firm.

Finał

Hodowcy norek na razie odpierają mnożące się pod ich adresem zarzuty, zresztą nie tylko w Polsce. Dla przykładu parlament Norwegii 10 stycznia br. odrzucił projekt ustawy zakazujący hodowli zwierząt futerkowych. Z kolei rząd w Hiszpanii dotuje hodowlę zwierząt futerkowych, podobnie jak Dania.

Zakaz obowiązuje w Anglii, Chorwacji czy Szwajcarii. Ale tam ta branża nigdy nie była mocną stroną gospodarki, co wynika choćby z warunków klimatycznych niesprzyjających tej działalności. – Równie dobrze w Polsce możemy zakazać połowu krokodyli czy fok – ironizują hodowcy.

W Polsce batalia o prawo do hodowli zwierząt futerkowych toczy się na wielu płaszczyznach i w ośrodkach, także w resorcie środowiska, gdzie trwa wypracowywanie stanowiska.

– Wpływają do nas liczne stanowiska w sprawie ferm norek – opowiadające się zarówno za ich utrzymaniem, jak i likwidacją. Obecnie analizowane są wszelkie argumenty w celu wypracowania jak najlepszego rozwiązania w tej sprawie – poinformowała Joanna Józefiak z Departamentu Edukacji i Komunikacji Ministerstwa Środowiska.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Karolina Goździewska

Aktualizacja 14 lutego 2017 (20:34)

Nasz Dziennik