logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Przetarg przesunięty w czasie

Czwartek, 2 sierpnia 2018 (21:23)

Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co w sprawie przetargu śmigłowcowego wynika z posiedzenia Zespołu Trójstronnego ds. Rozwoju Przemysłowego Potencjału Obronnego i Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych, które odbyło się w ubiegłym tygodniu?

– Minister obrony narodowej po wcześniejszych decyzjach, które podjął już w maju – o zamknięciu przetargu na śmigłowce dla Sił Specjalnych – w zasadzie nie ma nam nic konkretnego do zaoferowania. Przedstawiciele MON podpierają się jedynie informacjami dotyczącymi zmiany Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych na lata 2020-2026, który jest w tej chwili przygotowywany. Co prawda podczas tego spotkania, w którym uczestniczył wiceminister Sebastian Chwałek, padła deklaracja, że żaden z programów śmigłowcowych nie zostanie zamknięty, natomiast zostanie on przesunięty w czasie.

Z czego to wynika?

– Prawdopodobnie z braku środków finansowych na realizację zakupu śmigłowców. Chodzi o to, że dotychczasowe zakupy – zwłaszcza w ramach programu obrony powietrznej „Wisła” praktycznie skonsumowały wszystkie środki.

Jak MON to wszystko tłumaczy? Były deklaracje, że program śmigłowcowy będzie zrealizowany i skorzystają z tego firmy produkujące w Polsce: PZL Mielec i PZL Świdnik?

– To prawda. Złożono bardzo wiele obietnic. Na ostatnim Zespole Trójstronnym podkreśliłem, że jeśli się składa jakiekolwiek deklaracje, to słowa należy dotrzymywać. Niestety, dzisiaj widać, że tego słowa się nie dotrzymuje. Podczas posiedzenia Zespołu Trójstronnego powiedziałem i teraz to powtórzę, że tanio skóry nie sprzedamy. Będziemy bronić swoich miejsc pracy. 

W marcu ten sam wiceminister MON Sebastian Chwałek mówił, że do końca kwietnia zostaną wystosowane zaproszenia do złożenia ofert ostatecznych w przetargu na śmigłowce dla wojsk specjalnych, a w maju na śmigłowce dla Marynarki Wojennej. W czerwcu ten plan został wywrócony…

– To jest już kolejna deklaracja i przyznam, że jestem tym wszystkim zdegustowany. Wspierając w parlamentarnej kampanii wyborczej, a wcześniej kampanii prezydenckiej kandydatów Prawa i Sprawiedliwości osiągnęliśmy pewien sukces, mianowicie zamknięcie ogłoszonego jeszcze przez rząd PO – PSL przetargu na śmigłowce wielozadaniowe dla Wojska Polskiego, dzięki czemu mogliśmy wrócić do gry i wróciliśmy do gry. Niestety, przeciągająca się procedura zamówień śmigłowców doprowadziła do skutków, które mamy dzisiaj. Spotyka się to z bardzo negatywną oceną pracowników PZL Mielec i PZL Świdnik. Pozwalam sobie to powiedzieć – także – w imieniu kolegów ze Świdnika, bo przewodniczący zakładowej „S” z PZL Świdnik był również obecny na Zespole Trójstronnym i podobnie jak ja był zdegustowany taką postawą kierownictwa MON. Wciąż wierzymy, że złożone obietnice zostaną spełnione, że śmigłowce produkowane w PZL Mielec, bo tak wynika z potrzeb operacyjnych Sił Zbrojnych, zostaną jednak zakupione. Kiedy to się stanie, nie mam pojęcia… Natomiast złożyliśmy wniosek, aby z uwagi na brak środków w MON pozyskiwać środki spoza budżetu resortu obrony. Jest taki pomysł i wiceminister Chwałek stwierdził, że jest to możliwe, co zostało zapisane w protokole spotkania, że takie finansowanie zakupów wchodzi w grę. Jest zatem możliwość pozyskania środków chociażby od takich podmiotów jak Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju czy banki, które są własnością Skarbu Państwa jak Bank Pekao SA czy Bank Gospodarstwa Krajowego.

Padły jakieś terminy? 

– Na początku września podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach ma być opublikowany nowy Program Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych na lata 2020-2026. Poczekamy na ten plan i zobaczymy, co w nim się znajdzie. Osobiście głęboko wierzę w to, że zakupy śmigłowców w tym programie się znajdą z precyzyjnym określeniem terminów oraz wielkością zamówień.

Tyle tylko, że cały czas jest mowa o jakimś odległym terminie, tymczasem czas ucieka, a śmigłowców jak nie było, tak wciąż nie ma...

– Owszem, w grę wchodzi termin po 2020 roku i co do tego nie ma wątpliwości, tym bardziej że z wcześniejszych zapowiedzi pierwsze śmigłowce już miały być na wyposażeniu polskiej armii. Jaki będzie scenariusz realizacji zakupu śmigłowców, trudno dzisiaj powiedzieć. W tej chwili amerykański właściciel PZL Mielec przygotowuje plan działalności na przyszły rok. Chcielibyśmy zatem wiedzieć, co mamy produkować, bo cykle produkcyjne śmigłowców wojskowych w tym przemyśle są tak długie, że nie można zmieniać koncepcji – dajmy na to, co pół roku, bo w tej branży tak się nie da pracować.

Jak te wahania nastrojów wokół przetargów śmigłowcowych wpływają na działalność PZL Mielec?  

– Póki co jakoś sobie radzimy. Przypomnę tylko, że dwa śmigłowce S-70i Black Hawk kupiła od nas polska policja i to akuratnie był pomysł ówczesnego ministra spraw wewnętrznych i administracji, a obecnie szefa MON Mariusza Błaszczaka. Po tym kontrakcie widać, że jak się chce, to można dokonać zakupu w trybie bezprzetargowym, z wolnej ręki. Natomiast stworzenie hybrydy przez MON w postaci przetargu, który się toczył praktycznie przez dwa lata, to trudno inaczej nazwać jak totalną porażką.

Właściciele zakładów lotniczych, przynajmniej w przypadku PZL Świdnik, uzależniają modernizację i rozwój, a tym samym byt firmy od zainteresowania wojska i zamówień  śmigłowców. Jak to jest w przypadku PZL Mielec?

– W Mielcu jest bardzo podobnie. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że koncerny Leonardo, jak i Sikorsky zainwestowały w polski przemysł lotniczy – odpowiednio – w Świdniku i w Mielcu ogromne pieniądze z nadzieją, że uzyskają od polskiego rządu zamówienia na swoje – wysokiej klasy produkty. Dzięki wsparciu finansowemu nasze firmy zostały postawione na nogi i – mówiąc za PZL Mielec, bo mam do tego prawo – trzeba podkreślić, że nasza firma działa w światowym biznesie w sposób bardzo transparentny i co ważne – opłacalny. 

Myślicie o protestach? 

– Może to zabrzmi nieskromnie, ale nasze wieloletnie związkowe doświadczenie w branży lotniczej pokazuje, że potrafimy bronić polskiego interesu – pomimo że naszymi właścicielami PZL Mielec czy PZL Świdnik. Są to – owszem – koncerny zachodnie, ale warto pamiętać, że w tych firmach pracują polscy pracownicy, firmy te płacą do naszego budżetu państwa niemałe podatki, również od wynagrodzeń, które w tym przemyśle znacznie przekraczają średnią krajową, nasi pracownicy odprowadzają do polskiego budżetu podatki, a do tego są to miejsca pracy o wysokich standardach i to wszystko sprawia, że w dobrze pojętym własnym interesie państwu, rządowi powinno zależeć na wspieraniu takiej działalności. Niestety – jak widać – chyba nie do końca jest na to pomysł.

Zabrzmiało to groźnie…    

– Może to brzmi groźnie, ale jako strona związkowa, jako pracownicy zakładów zbrojeniowych potrafimy bronić swoich interesów, zwłaszcza kiedy widzimy, że coś jest nie tak i to niezależnie od tego, kto w danym momencie sprawuje rządy w Polsce. Tak było, tak jest i tak będzie. Dla nas ważny jest interes zakładów i naszych pracowników.   

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl