logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Prowadzenie biznesu nie może być karą

Sobota, 5 stycznia 2019 (14:07)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Polska zgodnie z zapowiedziami partii rządzącej ma się stać światowym centrum innowacji i rozwoju, tymczasem przedsiębiorcy wciąż zmagają się z biurokracją i brakiem stabilizacji w obszarze prawa gospodarczego. Dlaczego?

– Jest to efekt bardzo skomplikowanego prawa, jakie obowiązuje w Polsce, i wbrew pozorom, żeby jako kraj stać się centrum innowacyjnym, nie wystarczy tylko ten fakt zakomunikować, posługując się ładnym slajdem, ale trzeba to jeszcze potwierdzić, obudować całą gamą prostych, jasnych i czytelnych aktów prawnych. Ostatnio odbyłem rozmowę z przedsiębiorcami, którzy mówią jasno, że zmiana przepisów ustawy o VAT właściwie przerosła już wszystkie interpretacje i wyjaśnienia, co spowodowało, że tak naprawdę ustawa ta jest nieczytelna. Kwestie podatkowe, kwestie interpretacyjne powodują, że bycie przedsiębiorcą właściwie jest pułapk,ą stąd też nie bez racji jest powiedzenie: jeśli chcesz mieć problem, to załóż własną firmę. Niestety tak długo, dopóki z tego nie wyjdziemy, trudno oczekiwać od ludzi, żeby byli chętni do zakładania własnych firm, własnych biznesów, żeby pałali chęcią zakładania i rozpoczynania własnej działalności gospodarczej, szczególnie tej dynamicznej i innowacyjnej.

Z jednej strony rząd chwali się efektywnością ściągania VAT-u i na tym buduje swoje prospołeczne programy, ale z drugiej przedsiębiorcy alarmują, że muszą czekać na zwrot należnego im podatku. Czy problem jest systemowy, czy może wynika z  podejścia urzędników?

– Nie, to nie jest problem urzędników, ale wynika z tego, że na dzisiaj mamy tak stworzony system, który sprawia, iż przedsiębiorca poddawany jest kilku, jeżeli nie kilkunastu kontrolom. Mamy urzędy, które się dublują, dlatego należy spojrzeć całościowo na wiele instytucji, bo z perspektywy bycia posłem i kierowania sejmową Komisją Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej stwierdzam swoistą spychologię, tzn. dajmy na to, poruszamy problem komunalny, tymczasem ludzie od ochrony środowiska stwierdzają, że to nie ich temat, ale temat resortu rozwoju, z kolei Ministerstwo Rozwoju odpowiada, że to nie ich działka, bo ta kwestia podlega inspekcji sanitarnej, ta zaś odbija piłeczkę do Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, to zaś sceduje temat do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska itd., itd. Mam więc wrażenie, że na dzisiaj mamy przerost instytucji – często się dublujących i powodujących, że zamiast działania – w praktyce mamy zasadę spychania tematu i jedynie markowania działań. Koronnym przykładem jest korupcja i choć do badania i zwalczania tego typu procederów zostało powołane CBA, to w praktyce okazuje się, że obok tej instancji tematami korupcji zajmują się także ABW, Centralne Biuro Śledcze Policji czy Straż Graniczna. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o kwestie organizacji biznesu, dlatego tak długo, jak nie stworzymy prostego, jasnego, przejrzystego systemu zminimalizowanych formalności, będzie to przysłowiowa kula u nogi.

A zatem prawo w Polsce trzeba nie tylko uszczelniać, ale też upraszczać…?

– Oczywiście, ale na dzisiaj nie znam przedsiębiorcy, który byłby zadowolony z systemu fiskalnego. I to nie jest żadna złośliwość, ale przedsiębiorcy mówią wyraźnie, że niezależnie od wszystkiego bycie dzisiaj przedsiębiorcą to jest kara. Co więcej, wielu zniesmaczonych zastanawia się nad rezygnacją z biznesu i przejściem na etat, aby mieć tzw. święty spokój.

Czy nowe przepisy, tzw. mały ZUS, czyli mniejsza firma – mniejszy ZUS, nie zwiększą zainteresowania zakładaniem własnych firm i prowadzeniem działalności gospodarczej?

– Problem w Polsce polega na tzw. działaniu wyrywkowym. Mamy taki oto sposób myślenia: damy ludziom „mały ZUS” i wszystkie będzie dobrze. Ale zapomina się, że ZUS w przypadku przedsiębiorców to są kwestie deklaracji podatkowych, a więc cała papierologia. Mówimy też, że ZUS jest zablokowany, tymczasem poszły ogromne nakłady na informatyzację ZUS-u, jak i skarbówki, stworzono potężne systemy baz danych, ale kiedy chcę przejść na emeryturę, to i tak muszę udowodnić urzędnikowi, że jestem do tego uprawniony, kładąc na stole stertę papierów. Ten przykład pokazuje, że z jednej strony mówimy, że są ułatwienia, ale z drugiej – tej praktycznej – i tak kończy się na buchalterii. Kwestia niższego ZUS-u, podatku CIT itd. to jest – powiedziałbym – wyrwana z muru cegiełka, natomiast wszystko będzie miało sens, jeśli zostanie zrobione całościowo. Póki co mówimy tylko o hasłach, które – owszem – świetnie brzmią, dobrze się sprzedają medialnie, ale w praktycznym ujęciu całe to prawo jest koślawe.

Dlaczego w Polsce tak trudno poradzić nam sobie z wszechobecną biurokracją, skoro w innych krajach są uproszczenia, a u nas wciąż trwa niemożność?

– Żeby tę sferę uporządkować, to należy zlikwidować pewne instytucje, rzeszę osób trzeba zwolnić i de facto zmienić prawo. Wiele osób oczekuje, tkwi w przekonaniu, że posłowie są tylko po to, żeby non stop uchwalać nowe prawo, tymczasem dzisiaj jako poseł na Sejm odnoszę wrażenie, że w polskim parlamencie doszliśmy do momentu, kiedy powinniśmy kasować prawo, które przeszkadza, utrudnia życie obywatelom. Powiem więcej, że w niektórych sytuacjach parlamentarzyści powinni otrzymać zakaz tworzenia nowego prawa, a zacząć porządkować to, które aktualnie obowiązuje. Jeśli bowiem są paragrafy, gdzie poprawek jest bez liku, które obejmują wiele liter alfabetu, to czy ten fakt nie pokazuje, że doszliśmy do sytuacji, kiedy poszczególne paragrafy są zmieniane, uzupełniane bez końca. Przykładem jest ustawa o Sądzie Najwyższym, gdzie takich podejść było bardzo wiele i to w jednej kadencji Sejmu. Znamy też przypadki ustaw, jak chociażby ostatnio ustawa o wieczystym użytkowaniu gruntów, które jeszcze nie weszły w życie, a już były nowelizowane. Zatem jeśli chcemy ułatwić ludziom życie, to musimy zminimalizować tworzenie nowego prawa, natomiast rozpocząć proces przyglądania się obecnemu polskiemu prawu i kasowania zbędnych aktów prawnych, które są balastem i de facto nie mają nic wspólnego z ułatwianiem życia przedsiębiorcom, ale nie tylko im.

Kto powinien wyjść z taką inicjatywą?       

– Myślę, że inicjatywa powinna wyjść od prezydenta RP, premiera polskiego rządu oraz marszałka Sejmu RP. Prawo – owszem – tworzy się w Sejmie, ale posłowie mają też możliwość nowelizacji bądź usunięcia zbędnych ustaw lub artykułów i powinniśmy to zacząć robić.

Póki co część polskich przedsiębiorców, chcąc uniknąć biurokratycznej mitręgi, zakłada firmy w państwach ościennych…

– Dokładnie tak jest. Młodzi przedsiębiorcy mówią wyraźnie, że są zmuszani do tego, aby uciekać do Czech i tam zakładać swoje firmy, bo tam system fiskalny jest mniej skomplikowany i bardziej przyjazny. Co więcej, są też i tacy, którzy noszą się z zamiarem przeniesienia swojego biznesu do Wielkiej Brytanii, licząc, że po brexicie ten kraj może się stać dla nich tzw. rajem podatkowym. To chyba najlepiej pokazuje, że kierunek wspierania biznesu obrany w Polsce – w sensie wykonania – mimo całej propagandy sukcesu nie jest najlepszy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl