logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Lekcja dla ekonomistów

Środa, 16 stycznia 2019 (22:39)

Ubiegłoroczne dyskusje na temat patriotyzmu gospodarczego, zorganizowane w salach wykładowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, uświadomiły ich uczestnikom, że różnice opinii w środowisku ekonomicznym są niewiele mniejsze od tych, które występują wśród polityków. Pogląd, że narodowość może mieć wpływ na decyzje podejmowane przez zarządzających firmami, wciąż spotyka się z protestami znacznej części ekonomicznych autorytetów. Argumenty wskazujące na potrzebę popularyzowania patriotyzmu gospodarczego zarówno wśród polskich przedsiębiorców, jak i wśród wszystkich Polaków wzbudzają irytację najbardziej utytułowanych analityków gospodarczych. „Kapitał nie ma narodowości!” – powtarza od lat nie tylko Leszek Balcerowicz, ale i wielu naukowców, którzy nie demonstrowali dotąd większego politycznego zaangażowania. Z zadziwiającym uporem starają się przekonywać Polaków, że kwestie patriotyzmu gospodarczego nie mają we współczesnym świecie żadnego znaczenia.

Tymczasem w ciągu ostatnich tygodni kilku pouczających lekcji na ten temat udzieliła ekonomistom z profesorskimi tytułami Georgette Mosbacher, ambasador USA w Polsce. Pani ambasador nie zważała na opinie utytułowanych kosmopolitów i wielokrotnie występowała w obronie firm zarządzanych przez inwestorów z USA. Zgodnie z medialnymi doniesieniami Mosbacher pozwoliła sobie np. na wysłanie do premiera polskiego rządu listu, w którym poinformowała, że jej kraj nie życzy sobie, aby polscy politycy krytykowali działalność komercyjnej stacji telewizyjnej należącej do amerykańskiej firmy Discovery Communications. W efekcie krytyka działań wymienianej w liście telewizji znacznie przycichła. W kolejnym liście, tym razem skierowanym do ministra zdrowia, Georgette Mosbacher interweniowała w sprawie leku produkowanego przez jedną z amerykańskich firm farmaceutycznych. Po jakimś czasie okazało się, że lek znalazł się na najnowszej liście refundacyjnej zatwierdzanej przez resort zdrowia. Pani ambasador korespondowała także z polskim Ministerstwem Infrastruktury. Zaniepokoić miał ją projekt ustawy o transporcie drogowym, który mógłby utrudnić działalność kolejnej ze znanych firm zza oceanu. Przebywający w Polsce amerykańscy politycy troszczą się przede wszystkim o przedsiębiorców ze swojego kraju. Informacje tego rodzaju – pomijając ostentacyjną formę działań pani ambasador – trudno uznać za zaskakujące. Nawet wobec takich potęg gospodarczych jak Chiny czy Niemcy – w sytuacji zagrożenia amerykańskich interesów – politycy największego światowego mocarstwa nie cofają się przed groźbą sankcji ekonomicznych. Swoich gospodarczych interesów, w różnej skali, starają się bronić także reprezentanci znacznie słabszych krajów. Również tych należących do Unii Europejskiej. Dla przykładu, jeden z niemieckich polityków zwrócił się do tamtejszego Senatu z żądaniem zatrzymania budowy Centralnego Portu Lotniczego w Polsce, bo powstanie takiego lotniska mogłoby zaszkodzić niemieckim interesom. W tym samym czasie podobne głosy pojawiły się również nad Wisłą. „Po co nam takie lotnisko, skoro możemy korzystać z podobnego obiektu w Berlinie?” – pytał jeden z polskich polityków. Decyzje podejmowane przez urzędników państwowych, przedsiębiorców, a także konsumentów mają realny wpływ zarówno na rozwój konkretnych firm, regionów i krajów, jak i na wysokość podatków wpływających do budżetu państwa. Tym bardziej dziwić mogą opinie o „kapitale bez narodowości” wygłaszane przez utytułowanych ekonomistów. Szczególnie często popularyzują je media z zagranicznym kapitałem.

Katarzyna Tomczyk

Nasz Dziennik