logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: solidarnosc.rzeszow.org.pl/ -

Co z Sokołem?

Wtorek, 30 kwietnia 2019 (15:42)

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak przyjął Pan informację, że PZL Świdnik, jako kolejny zakład produkujący w Polsce, będzie realizował zamówienia dla naszej armii?

– Nie tylko ja osobiście, ale w ogóle Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” przyjęła tę informację bardzo pozytywnie. Przecież tak naprawdę od początku o to chodziło, żeby wszyscy producenci sprzętu lotniczego w Polsce, a szczególnie firmy, które zajmują się finalną produkcją i sprzedażą sprzętu, skorzystały na zamówieniach dla Wojska Polskiego, policji czy straży pożarnej. Dla polskiej racji stanu ważne jest, żeby istotne zamówienia dla poszczególnych branż, o których powiedziałem, były lokowane w zakładach działających w Polsce. Myślę, że zamówienie czterech śmigłowców AW101 do zwalczania okrętów podwodnych i działań poszukiwawczo-ratowniczych jest dopełnieniem naszych oczekiwań. Najpierw PZL Mielec, a teraz PZL Świdnik mają zamówienia, ale żeby była pełnia szczęścia, to czekamy jeszcze na decyzję Ministerstwa Obrony Narodowej w sprawie modernizacji śmigłowców W-3 Sokół do wersji wsparcia pola walki.    

Trzeba jednak przyznać, że dość długo po złożonych obietnicach rząd przyśpieszył swoje decyzje jeśli chodzi o przetargi śmigłowcowe dla Wojska Polskiego…

– Owszem PiS rządzi już prawie cztery lata, a zapowiedzi realizacji planów, których obecnie jesteśmy świadkami, padły jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Po części jest to zrozumiałe, bo – po pierwsze – dość długo trwała procedura rozwiązania kontraktu na zakup francuskich caracali, które „załatwił” nam rząd Donalda Tuska. I to jest jedna sprawa, a druga dotyczy samej kwestii rozpisania nowych przetargów i zamówień, co rzeczywiście trwało dość długo. Jednak teraz widzimy, że rząd oprócz zakupu śmigłowców realizuje również inne – bardzo kosztowne – programy modernizacji polskiej armii, a budżet MON też nie jest z gumy. Z jednej strony widzimy, że jest realizowany program obrony powietrznej i związane z tym zakupy rakiet systemu Patriot, których pierwsze zestawy mają do nas trafić w 2022 roku, z drugiej strony są śmigłowce, a z trzeciej są także plany zakupu wielozadaniowych samolotów F-35 5. generacji, co przyjmujemy z dużym zadowoleniem. Jednak z całą pewnością byłoby lepiej, żeby budowanie potencjału naszej armii i zakupy nowoczesnego sprzętu produkowanego w Polsce odbywało się szybciej, ale widocznie takie są możliwości budżetowe.

Co do tych możliwości budżetowych to zgoda, tym bardziej że słyszymy o dalekosiężnych planach, ale chyba jedna rzecz należałaby się stronie społecznej i pracownikom polskich zakładów – mianowicie informacje, co do planów, a nie milczenie ze strony MON?  

– To prawda, choć muszę przyznać, że po okresie milczenia i braku odpowiedzi na nasze – strony społecznej – monity, ostatnie dwa posiedzenia zespołu trójstronnego były jakby wyjściem naprzeciw naszym postulatom. Przypomnę, że żądaliśmy spotkania z kierownictwem MON i określenia w sposób jasny stanowiska w temacie zakupów i modernizacji śmigłowców. Dlatego ostatnie dwa zespoły po części dały odpowiedź na nasze pytania, co wcale nie zmienia faktu, że w dalszym ciągu oczekujemy od ministra Mariusza Błaszczaka spotkania, które dałoby nam kompletną odpowiedź, co dalej. Owszem, nasze postulaty przewijają się w różnych wypowiedziach kierownictwa MON, ale planu, który byłby zatwierdzony, wciąż nie ma. Przypuszczam, że wspólnie z Sekcją Krajową Przemysłu Obronnego NSZZ „Solidarność” będziemy chcieli doprowadzić do tego, żeby taki program został jednak podpisany, by wszystkie decyzje, które będą podejmowane w zakresie modernizacji technicznej polskich sił zbrojnych, bo przecież nie są to tylko samoloty czy śmigłowce, ale też sprzęt innego rodzaju, żeby to wszystko znalazło odzwierciedlenie w podpisanym porozumieniu. Chodzi o to, by kalendarz dochodzenia do właściwych rozwiązań – korzystnych dla wszystkich stron – znalazł się w wersji papierowej, czarno na białym.

Jak dotąd mamy kontrakt i zakup śmigłowców AW101, co wzmocni polską armię, ale czy i na ile wzmacnia to PZL Świdnik, który ostatnio przeżywał niełatwe chwile, a pracownicy jeszcze do niedawna nie mieli pewności jutra…?

– Rzeczywiście śmigłowce AW101 do zwalczania okrętów podwodnych i działań poszukiwawczo-ratowniczych dla Marynarki Wojennej to jest bardzo drogi, wysoko wyspecjalizowany sprzęt, do którego w Świdniku powstają tylko części, natomiast produkt finalny powstaje gdzie indziej, konkretnie w zakładach w Yeovil w Wielkiej Brytanii. Obecny właściciel PZL Świdnik włosko-brytyjski koncern Leonardo, przejmując zakład w Polsce, z całą pewnością liczył na kontrakty i zamówienia ze strony polskiej armii i to jest zrozumiałe. Zamówienie czterech sztuk AW101 jest – z jednej strony – wyciągnięciem ręki dla inwestora i pokazaniem przez polski rząd, że zainwestowaliście w Polsce, dlatego będziemy zamawiać u was sprzęt dla naszej armii, ale z drugiej strony zasadniczą pracą dla PZL Świdnik byłaby pełna produkcja wyrobów własnych, czyli śmigłowców W-3 Sokół i SW-4 Puszczyk oraz modernizacja „Sokołów”. Skorzystaliby na tym również pracownicy z WSK Rzeszów, gdzie powstają silniki i przekładnie do śmigłowców W-3A Sokół. Dlatego na tę drugą polską część, o której mówię, też czekamy i będziemy zabiegać, aby modernizacja śmigłowców też się odbywała w Świdniku. Mam również nadzieję, że na czterech śmigłowcach AW101 się nie skończy, bo pierwotne plany dotyczyły zakupu ośmiu śmigłowców do zwalczania okrętów podwodnych. Stan na dzień dzisiejszy nie wypełnia pełnego wykorzystania i zamówień dla Świdnika i Rzeszowa. Gdyby taka umowa została zawarta, a wiem, że trwają negocjacje, a kwestią jest cena, to jeśli doszłoby do podpisania umowy na remont „Sokołów”, byłoby to dopełnienie i gwarancja zatrudnienia dla polskich pracowników na kilkanaście, a może nawet na kilkadziesiąt lat.

Wracając jeszcze do AW101, z tego, co słychać, na tym kontrakcie zyska nie tylko Świdnik…

– Tak, bo umowa offsetowa, która opiewa bodajże na czterysta milionów złotych i pewnie część tych środków trafi na nowe technologie i wyposażenie dla Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1 w Łodzi, gdzie ma powstać licencjonowane centrum wsparcia eksploatacji śmigłowców. Ale to dobrze, że polski rząd zabiega i dba o to, żeby przy okazji takich zakupów również offsetobiorcy mogli skorzystać. Zresztą, jak słyszymy, również część z tych czterystu milionów złotych trafi także do Świdnika, gdzie ma powstać cała linia do produkcji części potrzebnej koncernowi Leonardo do produkcji tych śmigłowców. To pokazuje, że taka transakcja jest ze wszech miar korzystna dla Polski. Fakt faktem, takiego śmigłowca jak AW101 nie potrafimy wyprodukować, więc skoro wojsko uznało, że potrzebuje takiego właśnie sprzętu, to dobrze, że oprócz zakupu tych maszyn również część produkcji i obsługa posprzedażna – w ramach offsetu – będzie lokowana w Polsce.

Nie wchodząc w szczegóły techniczne, czy można powiedzieć, że AW101 jest śmigłowcem wyższej klasy niż schodzące powoli z linii caracale jakie usiłował nam zafundować rząd koalicji PO – PSL?

– Jeśli chodzi o cenę, to nie umiem powiedzieć, czy AW101 jest sprzętem tańszym od francuskich caracali, natomiast jest śmigłowcem eksploatowanym i wykorzystywanym m.in. przez brytyjskie siły zbrojne. Ponadto – jak podają specjaliści – nie jest śmigłowcem tak awaryjnym jak  caracal, a przy tym jest to sprzęt mniej zawodny. Stąd wydaje się, że decyzja MON o zakupie dla polskiego wojska – jeśli chodzi o śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych i działań poszukiwawczo-ratowniczych – była decyzją najlepszą jaką można było podjąć. Ponadto w odróżnieniu od francuskich caracali jest to technologia i śmigłowiec, który jest i przez długie lata będzie jeszcze w produkcji.

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl