logo
logo

Gospodarka

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Test na przedsiębiorcę

Czwartek, 9 maja 2019 (03:23)

Rząd będzie sprawdzał, czy osoba wykonująca „pozarolniczą działalność gospodarczą” może być uznana za przedsiębiorcę.

 

Jeszcze w tym roku planowane jest przyjęcie przepisów mających ograniczyć kwalifikowanie przychodów do źródła „pozarolnicza działalność gospodarcza”. W ten sposób rząd chce rozstrzygnąć, czy osiągane przez prowadzącego działalność gospodarczą przychody faktycznie można zakwalifikować jako pochodzące z prowadzenia działalności gospodarczej. Zapis w tej sprawie znalazł się w przyjętym przed dwoma tygodniami przez rząd Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2019-2022.

Celem rozwiązań – które miałyby wejść w życie od 1 stycznia 2020 r. – jest „ograniczenie skali zjawiska nieuprawnionego kwalifikowania przychodów otrzymywanych przez osoby fizyczne do źródła ”pozarolnicza działalność gospodarcza„ i w efekcie ”ograniczenie arbitrażu podatkowego i dualizmu rynku pracy„. Co to oznacza? Chodzi konkretnie o możliwość rozstrzygnięcia, czy dane przychody można traktować jako pochodzące z działalności gospodarczej, czy też powinny być uzyskiwane na podstawie umowy o pracę, a prowadzona działalność stanowi jedynie ucieczkę do samozatrudnienia w celu korzystniejszego opodatkowania bądź oskładkowania dochodów.

Kto jest przedsiębiorcą

O tym, w jaki sposób można byłoby traktować takie przychody, decydować mógłby tzw. test przedsiębiorcy – o czym szerzej na łamach ”Naszego Dziennika„ pisaliśmy pod koniec marca br. Ministerstwo Finansów sygnalizowało w tym kontekście np. kwestię samozatrudnionych wystawiających fakturę tylko jednemu kontrahentowi i z zakazem pracy dla innego, a przy tym osiągających na tyle wysokie dochody, iż gdyby pracowali na podstawie umowy o pracę, płaciliby podatki według 32-procentowej stawki PIT. Dzięki przejściu na samozatrudnienie korzystają z przysługującej przedsiębiorcom możliwości opodatkowania dochodów stawką liniową 19 proc. Tacy samozatrudnieni testu przedsiębiorcy mogliby nie zdać. Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz zdążyła ogłosić, że z tej inicjatywy rząd się wycofuje. Nie przeszkodziło to jednak przyjąć Radzie Ministrów rozwiązań w tej kwestii. Minister finansów prof. Teresa Czerwińska w ostatnim wywiadzie dla ”Rzeczpospolitej„ stwierdziła, że nie przesądza jeszcze, jaki kształt przybiorą działania w tej sprawie. Zaznaczyła przy tym, że z pewnością nie zostaną podjęte działania ”ze skutkami wstecznymi„.

Krytycznie rządowe propozycje ocenia Paweł Grabowski (Kukiz’15), przewodniczący sejmowej podkomisji stałej do spraw mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. – Są to absolutnie skandaliczne propozycje, które w ogóle nie powinny być poddawane pod debatę w poważnym kapitalistycznym kraju, którego obywatele mają aspiracje, chęć rozwijania i bogacenia się. Jeśli Polacy chcą być przedsiębiorcami – niech nimi będą. A skoro zostały ustalone warunki podatku dochodowego, to powinny dotyczyć wszystkich, bez żadnych wyłączeń. Takim samym przedsiębiorcą jest ten prowadzący sklep papierniczy i takim samym ten, który z prowadzonej przez siebie działalności osiąga wysokie dochody – mówi Grabowski w rozmowie z ”Naszym Dziennikiem„. Przyczyn przechodzenia na samozatrudnienie upatruje natomiast w wysokich kosztach pracy, a na regulacje w tej sprawie wpływ ma każdy rząd czy też rządzące partie.

Korzyści niewielkie

Poseł Grabowski zwraca uwagę, że ewentualne obostrzenia mogą nieść za sobą niekorzystne konsekwencje dla budżetu. – Dziś dużo zarabiający specjalista wybiera to, co uzna dla siebie za korzystniejsze: umowę o pracę albo samozatrudnienie. Bardzo bym nie chciał, żeby pozostała mu do wyboru ”umowa o pracę w Polsce„ albo samozatrudnienie bądź umowa w Czechach, Niemczech albo innym kraju Unii. Lepiej, że jest samozatrudniony w Polsce, bo wtedy u nas płaci podatki i ZUS – podkreśla Grabowski. Również dr Marian Szołucha z Akademii Finansów i Biznesu Vistula w rozmowie z nami zaznacza, że do tego typu koncepcji nie podchodzi z entuzjazmem. – Nie chciałbym, aby urzędnicy znowu zabrnęli w rozwiązywanie pseudoproblemów i w zajmowanie się sprawami, które budżetowi nie przyniosą dodatkowego dochodu albo przyniosą go bardzo niewiele – stwierdza. Ekonomista przypomina, że największym osiągnięciem obecnego rządu w polityce podatkowej jest zajęcie się VAT i akcyzą, czyli tymi rodzajami podatków, w przypadku których dokonywano przestępstw na największą skalę. – Jeśli zaczniemy ścigać tych, którzy zamiast kilku klientom wystawiają fakturę tylko jednemu, i uznamy taki przypadek za wyjście poza granice prawa, to do niczego dobrego to nie doprowadzi. Bo z jednej strony rząd promuje przedsiębiorczość, a z drugiej chce ścigać tych, którzy biorą większe ryzyko na własne barki – mówi dr Szołucha ”Naszemu Dziennikowi„.

Artur Kowalski

Aktualizacja 9 maja 2019 (11:36)

Nasz Dziennik