logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Dlaczego dorsz jest chudy

Piątek, 21 czerwca 2019 (03:29)

Rząd przedstawi stanowisko w sprawie unijnej polityki wobec Morza Bałtyckiego.

 

Projekt rozporządzenia zaproponowany przed rokiem przez Komisję Europejską w sprawie Europejskiego Funduszu Morskiego i Rybackiego na lata 2021-2027 nie odpowiada na tragiczną sytuację na Morzu Bałtyckim. Nie daje też szans na odbudowę populacji dorsza.

Nad dokumentem będzie dyskutować w Luksemburgu Rada ds. Rolnictwa i Rybołówstwa, skupiająca ministrów państw członkowskich Unii Europejskiej odpowiedzialnych za oba sektory. Stanowisko polskiego rządu jest w tej sprawie jasne: rozporządzenia nie poprzemy.

– W świetle katastrofy na Morzu Bałtyckim i propozycji instytucji szacującej zasoby dorsza na Bałtyku ICES [Międzynarodowa Rada Badań Morza – red.], która proponuje zerowe kwoty połowowe, proponowany fundusz – który jest kopią tego z 2013 r. – jest nieadekwatny do sytuacji na Bałtyku – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk.

Brak właściwych działań naprawczych będzie pogłębiać zapaść zasobów na Morzu Bałtyckim. W naszych przybrzeżnych wodach dorsza praktycznie już nie ma. Jeżeli trafiają się jakieś sztuki, to z reguły, ze względu na brak pokarmu, są niedożywione – małe i chude. W związku z tragiczną sytuacją rybacy nie są w stanie wykorzystać nawet tych ograniczonych limitów połowowych i nie mają ryb na sprzedaż. A jeżeli restauratorzy chcieliby serwować dorsza, zmuszeni są do importu.

Niekontrolowane połowy

Ogromny problem stanowią masowe, wręcz niekontrolowane połowy ryb będących pokarmem dla dorszy, np. śledzi i szprotów. Ryby te, poławiane na Bałtyku przez olbrzymie jednostki, przede wszystkim w państwach skandynawskich wykorzystywane są do wyrobu paszy dla zwierząt – przerabiane na mączkę rybną, którą żywione są np. kurczaki czy trzoda.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Artur Kowalski

Nasz Dziennik