logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Kto zadba o rolników

Czwartek, 29 sierpnia 2019 (03:01)

Kłopoty przetwórców mięsa uderzają w rolników i małe firmy rodzinne.

 

Polscy rolnicy dostarczający swoje produkty do dużych firm wytwarzających wyroby mięsne są z góry na słabej pozycji wobec odbiorcy. Jeszcze gorzej dzieje się jednak, gdy odbiorca zalega z płatnościami, a potem upada. Restrukturyzacja i inne podobne postępowania kończą się prawie zawsze sporą redukcją wierzytelności. Rolnicy najczęściej dostają mały ułamek swoich należności.

– Trzeba wypracować rozwiązania takie, jak swego czasu Niemcy, Włosi czy państwa skandynawskie. Za wszelką cenę starano się tam ratować firmy z narodowym kapitałem właśnie ze względu na dobro krajowych dostawców – uważa Jacek Podgórski, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

Taki los może spotkać wierzycieli Zakładów Mięsnych Henryk Kania, które stoją na skraju bankructwa. Wśród poszkodowanych przeważają małe rodzinne gospodarstwa rolne i inni dostawcy.

– Główny wierzyciel jest kontrolowany przez Skarb Państwa. Myślę, że w takiej sytuacji warto, żeby poszedł na jakieś ustępstwa, mając na uwadze dobro polskiej gospodarki i firm z polskim kapitałem. W przeciwnym razie najbardziej poszkodowani będą mali wierzyciele, dostawcy. Byli oni długo mamieni obietnicami. Z jednej strony kierownictwo zakładów niewątpliwie zawiniło, ale z drugiej mamy dobro rolników. Dlatego w tę sprawę powinno się zaangażować przynajmniej doradczo ministerstwo rolnictwa – dodaje Podgórski.

– Nie mamy żadnej ochrony i ponosimy pełne ryzyko. W biznesie ryzyko jest naturalne. Prawo może jednak sprzyjać złym praktykom handlowym albo im przeciwdziałać. Najgorsze jest prawo skomplikowane, to zawsze przysłowiowa mętna woda. Zatorów płatniczych można uniknąć, na przykład wprowadzając zasadę, że dopóki nie zapłaci się faktury, nie można jej wliczyć w koszty i otrzymać zwrotu VAT – mówi Tomasz Halama, prezes firmy Tomex, która dostarcza ZM Henryk Kania mieszankę peklującą.

Zmienić zasady rozliczania VAT

Proponowane rozwiązanie zmieniające zasady rozliczania VAT jest rozważane przez resort finansów, ale do jego wdrożenia jeszcze daleka droga. – Takie rozwiązanie częściowo już istnieje, ale dotyczy jedynie zwrotu VAT. Jego rozszerzenie także na odliczenie podatku mogłoby ukrócić część nieuczciwych praktyk handlowych, a także byłoby korzystne dla budżetu. Dostawcy mogą skorzystać też z mechanizmu tzw. ulgi na złe długi – wyjaśnia ekonomista prof. Paweł Śliwiński.

Wczoraj odbyło się posiedzenie rady wierzycieli. Niezależnie od jego wyniku jest to porozumienie przede wszystkim banków i dużych graczy. Nikt też nie pyta o zdanie setek dostawców Kani, przede wszystkim drobnych hodowców trzody chlewnej, którzy najczęściej sami wytwarzają też paszę.

W takich sytuacjach czasami sami poszkodowani biorą sprawy w swoje ręce. – Znam przykłady, gdy dostawcom udało się zorganizować i przejąć upadający zakład. W ten sposób z inicjatywy grupy rolników uratowano zakłady w Księżpolu. To jednak znacznie mniejszy, lokalny zakład – stwierdza senator Jerzy Chróścikowski, były przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. W przypadku dużych sieci dostawców potrzebne byłoby wsparcie na przykład ze strony administracji. Można też wziąć przykład z istniejących uregulowań zabezpieczających prawa podwykonawców w inwestycjach infrastrukturalnych. Wprowadzono przepisy uniemożliwiające zatrzymanie środków publicznych przez głównego inwestora i opóźnianie zapłaty dla podwykonawców i ich pracowników.

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik