logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nadrobić zaległości

Sobota, 31 sierpnia 2019 (14:35)

ROZMOWA / z Danielem Obajtkiem, prezesem PKN Orlen

Podpisali Państwo właśnie porozumienie ze Skarbem Państwa i Grupą Lotos – co to tak naprawdę oznacza dla procesu konsolidacji Orlenu z Lotosem?

– Idziemy do przodu. To dla nas ważny etap, bo po raz pierwszy wszystkie strony, czyli PKN ORLEN, Lotos i Skarb Państwa, jako właściciel – potwierdziły ramy tego działania. Porozumienie wskazuje ramową strukturę transakcji, którą wstępnie określono w liście intencyjnym z 2018 r. Naturalnie na ostateczną strukturę transakcji będzie miała wpływ także decyzja Komisji Europejskiej, na co wskazano w trójstronnym porozumieniu.

A czy ogłoszone na początku sierpnia przez Komisję Europejską wszczęcie szczegółowego postępowania w sprawie przejęcia kapitałowego przez PKN Orlen Grupy Lotos oznacza, że ta fuzja się komplikuje?

– Stanowisko Komisji nie jest dla nas zaskoczeniem. O komplikacji można by mówić, gdyby nasz wniosek został odrzucony, a tak się nie stało. Zgodnie z procedurami weszliśmy w drugą fazę analiz. Mamy do czynienia ze skomplikowanym procesem, co od początku sygnalizowaliśmy. Ze względu na złożoność postępowania Komisja Europejska uznała, że potrzebuje więcej czasu na pogłębioną analizę. W tej fazie będziemy musieli przedstawić Komisji Europejskiej warunki zaradcze – pokazać, w jaki sposób zapewnimy konkurencyjne warunki na rynku. Trzeba wypracować takie zasady transakcji, które będą satysfakcjonujące dla wszystkich stron. O tym rozmawiamy. Nie jesteśmy wyjątkiem. Obecnie takie postępowania wyjaśniające w sprawie połączeń przedsiębiorstw Komisja Europejska prowadzi w trzech innych przypadkach, m.in. w sprawie proponowanego przejęcia Innogy przez E.ON.

Jakie kwestie, w tym kontekście, interesują Komisję Europejską najbardziej?

– Nasza działalność zarówno w Polsce, jak i za granicą. Komisja zna argumenty dotyczące wpływu transakcji na konkurencję na tych rynkach, na których funkcjonujemy biznesowo. Teraz musimy jednak uszczegółowić pewne aspekty, wspólnie przeanalizować wszystkie szczegóły i możliwości. Dlatego ważne jest dla nas, że współpraca odbywa się płynnie i w atmosferze zrozumienia. To ogromna praca dla obu stron.

W jakiej perspektywie możemy się spodziewać decyzji Brukseli?

– Sprawne przeprowadzenie procesu przejęcia kapitałowego Grupy Lotos to dla nas priorytet. Dlatego od początku działaliśmy tak, aby uzyskać decyzję Komisji możliwie jak najszybciej. Nic się w tym zakresie nie zmieniło. Najszybsza w historii europejskich fuzji, finalna faza rozmów trwała około 3 miesięcy. Nie chciałbym wyrokować, jak to będzie w naszym przypadku. Mam jednak przekonanie, że zrobiliśmy i nadal robimy wszystko, aby dotrzymać założonych terminów.

Czy w takim razie możliwe jest, że do transakcji dojdzie w terminie, który w tym kontekście padał, czyli jeszcze do końca roku?

– Takie są wstępne założenia i liczymy, że dzięki merytorycznej i konstruktywnej współpracy stron cały proces przejęcia kapitałowego Grupy Lotos uda się sfinalizować jeszcze w tym roku. Tu nie ma czasu na opóźnienia, bo i tak musimy nadrabiać zaległości w stosunku do pozostałych europejskich firm w branży paliwowo-energetycznej. Łatwo jest teraz krytykować fuzję, jeśli nie wykorzystało się okazji, aby ten proces przeprowadzić w sprzyjającym otoczeniu regulacyjnym, czyli przed wejściem Polski do Unii. Niestety, u nas nie zadbano o to w okresie przedakcesyjnym, tak jak zrobili to Węgrzy w przypadku MOL. Dzisiaj Polska jest jedynym takim przypadkiem, gdzie konkurują ze sobą dwie firmy z branży paliwowej mające tego samego właściciela, którym jest Skarb Państwa. Przejęcie kapitałowe Grupy Lotos przez PKN Orlen, czyli wykupienie akcji należących do Skarbu Państwa, jest konieczne z punktu widzenia przyszłości biznesowej obu firm, budowania ich wartości dla akcjonariuszy, bezpieczeństwa paliwowo-energetycznego Polski, ale i tej części Europy.

W kontekście rynku krajowego ta dominacja przez jeden podmiot będzie jednak bardzo duża…

– Kto powiedział, że wszyscy muszą paliwo kupować od nas? Polski rynek w obszarze paliw jest i pozostanie konkurencyjny. I zapewniają to realia rynkowe, bo to one rządzą tym biznesem. Nie działamy w próżni. Jeśli na przykład podnieślibyśmy ceny w hurcie, to natychmiast znalazłoby się wiele firm sprowadzających do Polski paliwa po lepszej, bardziej konkurencyjnej cenie. Nie mamy przecież zamkniętych granic. Co to oznaczałoby dla Orlenu? Niższy popyt, niższą sprzedaż i co za tym idzie – utratę zysków. A na to ani Orlen, ani żadna firma nie może sobie pozwolić. Warto też pamiętać, że w Polsce funkcjonuje 7769 stacji paliw. Po połączeniu z Lotosem będziemy dysponować ok. 2300 stacjami. Pozostałe należą do firm konkurencyjnych, m.in. BP, Circle K i innych niezależnych operatorów. Choćby z tego powodu stawiane zarzuty dotyczące rzekomego nadużywania pozycji monopolistycznej są po prostu bezpodstawne. Należy je traktować wyłącznie w kategorii politycznej gry.

Jak Pan odbiera te głosy z politycznej opozycji wobec rządzących kwestionujące zasadność konsolidacji Orlenu z Lotosem?

– Oczywiście nie wszystkim podoba się, aby w Polsce powstał silny koncern paliwowo-energetyczny wzmacniający polską gospodarkę. Co ciekawe, przed laty o konieczności połączenia obu firm mówili również politycy dzisiejszej opozycji. Teraz straszą Polaków np. wzrostem cen na stacjach, a mieszkańców Pomorza, że utracą wpływy z podatków. Nie jest to prawda. Siedziba Lotosu, rafineria Lotosu przecież pozostaną w Gdańsku, więc podatki tam również pozostaną. A silniejszy podmiot będzie miał większą zdolność radzenia sobie w niekorzystnym otoczeniu makro na świecie, co przełoży się na korzystniejszą ofertę dla klientów stacji. Swoją drogą, zadziwia to larum opozycji, która tak często stawia nam za wzór unijne rozwiązania, porównuje nas z Unią Europejską. Tylko że cała Europa już dawno proces łączenia firm paliwowych ma za sobą. Dzięki fuzjom nasi konkurenci są już firmami globalnymi. Powtórzę: musimy jak najszybciej nadrobić zaległości, bo wszyscy europejscy gracze w branży paliwowo-energetycznej mają procesy konsolidacyjne dawno za sobą. Dzisiaj firmy z Norwegii, Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Austrii czy Francji mogą już skutecznie konkurować na globalnym rynku. Również wspomniany wcześniej węgierski MOL powstał w wyniku połączenia z kilku firm gazowo-naftowych. Firmy na całym świecie wykorzystują synergię, aby obniżać koszty, również te związane z legislacją, wynikające z konieczności ograniczania emisji CO2. Jeśli tego nie zrobimy, nie ograniczymy tych wszystkich kosztów, to finalnie będą one musiały przełożyć się na słabszą ofertę dla klientów. Opozycja, krytykując tę fuzję, działa wbrew ekonomii i biznesowej logice. Na ten projekt trzeba również patrzeć z perspektywy rynku unijnego.

Jakie są plany spółki na czas po przeprowadzeniu fuzji?

– Działamy na konkurencyjnym rynku w wielu obszarach i nie możemy koncentrować się wyłącznie na jednym projekcie. Oczywiście przejęcie kapitałowe Grupy Lotos to ważny element budowy naszej pozycji rynkowej. Jednocześnie angażujemy się w projekty, które są ważne zarówno dla dalszego rozwoju i budowania wartości Orlenu, ale wpłyną również na poprawę bilansu handlowego Polski i co za tym idzie – wzmocnią krajową gospodarkę. Realizujemy program rozwoju petrochemii z budową nowoczesnego zaplecza badawczo-rozwojowego. Inwestujemy też w rozbudowę instalacji nawozowych w spółce Anwil, wspierając tym samym polskich rolników. Z kolei w naszej spółce Orlen Południe w Trzebini rozpoczęliśmy budowę instalacji do produkcji zielonego glikolu – produktu powszechnie stosowanego w kosmetyce czy przemyśle spożywczym. Dzięki niej Grupa Orlen będzie drugim producentem glikolu w Europie i pokryje aż 75 procent krajowego zapotrzebowania na ten produkt. Inwestujemy w nasze spółki w Polsce, tak aby wzrastała ich wartość i mogły wypracowywać coraz większe zyski z korzyścią dla akcjonariuszy, samorządów i budżetu państwa. Liczby mówią same za siebie: za 2018 rok wypłaciliśmy naszym akcjonariuszom 1,5 mld zł dywidendy, najwyższą w historii PKN ORLEN. Rekordowy wzrost mamy też, jeśli chodzi o wysokość podatków odprowadzanych do budżetu państwa. W 2018 roku było to ok. mld zł, czyli o ponad 10 mld zł więcej niż w 2015 roku, kiedy rządzili nasi poprzednicy.

Orlen w ciągu ostatnich paru lat i do tej pory notuje bardzo dobre wyniki finansowe. Z czego głównie ten fakt wynika?

– Przez ostatnie 3,5 roku PKN Orlen osiągnął ok. 21 mld zł zysku! W latach 2008-2015 zyski PKN Orlen wyniosły 2 mld 900 mln zł. To oznacza, że przez ostatnie 3,5 roku średniorocznie wypracowaliśmy ponad 16-krotnie wyższy zysk niż w ciągu 8 lat rządów PO – PSL. Ten rekordowy wzrost zysków nie wziął się „z powietrza”. To efekt naszej pracy, optymalizacji kosztów, ułożenia na nowo operacji biznesowych, rezygnacji z usług zewnętrznych, które z powodzeniem teraz wykonują spółki z Grupy Orlen. To również efekt wzrostu gospodarczego, ale także konsekwentnych działań na poziomie rządowym. Przykładem jest skuteczna walka premiera Mateusza Morawieckiego z mafiami paliwowymi poprzez wprowadzenie regulacji, które uniemożliwiają już rozkradanie zysków firm należących do Skarbu Państwa.

Co wpływa w szczególności na systematyczną poprawę wyników w detalu?

– Przede wszystkim odgadujemy potrzeby klientów i wychodzimy im naprzeciw. To procentuje. Codziennie na stacjach Orlenu w Polsce i za granicą realizowanych jest 1,5 miliona transakcji, co oznacza że skutecznie przyciągamy klientów bardzo dobrą ofertą i jakością usług. Ale nie spoczywamy na laurach. Świetne wyniki zobowiązują do dalszego rozwoju, poszukiwań innowacyjnych rozwiązań, wprowadzania nowych usług. Teraz decyduje jak najkrótszy czas obsługi. W tym zakresie jesteśmy pionierami – jako jedyni w Polsce wprowadziliśmy możliwość płacenia za paliwo bezpośrednio przy dystrybutorze. Ważne są też nasze działania marketingowe. Spory udział w zyskach segmentu detalicznego ma rosnącą sprzedaż usług i produktów pozapaliwowych.

Nie zapominacie też o polskich producentach. Czy oferta krajowych wytwórców faktycznie cieszy się zainteresowaniem klientów?

– Stawiamy na wyroby wytworzone w Polsce, na polskie produkty, bo bliska nam jest idea patriotyzmu gospodarczego, ale tego oczekują również nasi klienci. Z badań instytutu Kantar wynika, że aż 87 proc. ankietowanych, w tym kierowców, zachęca do zakupu informacja o krajowym pochodzeniu produktów. Co więcej, trzy czwarte uczestników badania uważa, że aktywną rolę we wsparciu drobnej przedsiębiorczości w Polsce powinny odgrywać właśnie duże, narodowe koncerny. Dziś już ponad 80 proc. produktów dostępnych na naszych stacjach paliw zostało wytworzonych w kraju. Wspierając polskich dostawców, budujemy siłę krajowej gospodarki. A to ona przecież decyduje o pozycji rodzimych firm, w tym PKN Orlen zarówno w regionie, jak i całej Europie.

A jaki udział w dobrych wynikach detalu ma wsparcie dla Roberta Kubicy? Krytycy mówią, że to jedynie obciążenie wyników firmy?

– Inwestowanie w sport znacząco przyczyniło się do bardzo dużej rozpoznawalności naszej marki, co przekłada się również na wyniki. Pokazują to badania, w których coraz więcej osób deklaruje, że tankuje na Orlenie, ponieważ wspieramy sport, w tym Formułę 1. Oczywiście, słyszę pytania o wyniki Roberta Kubicy. O to, dlaczego jego bolid jest słabszy niż innych zawodników. A przecież istotne jest to, że Polak ściga się w Formule 1, że jest w światowej elicie sportów motorowych, a jego rodacy wykazują się przy tym solidarnością i coraz częściej tankują na Orlenie. Potwierdzają to też ostatnie wyniki badań. Wynika z nich, że 99 proc. ankietowanych zna Roberta Kubicę. W tej grupie aż trzy czwarte respondentów deklaruje do niego sympatię. Co szósty kierowca przyznaje, że nasza decyzja o sponsorowaniu Roberta ma wpływ na częstsze tankowanie na stacjach Orlen, a 11 proc. kierowców tankujących na stacjach konkurencyjnych rozważa wybór naszych. Wyścigi Formuły 1 ogląda około 2 mld widzów na całym świecie! Z reklamowego punktu widzenia to olbrzymi potencjał, i my go wykorzystujemy, bo Orlen to nie tylko stacje paliw w Polsce. Nasze produkty są w ponad 90 krajach na sześciu kontynentach.

Znane są już szacunki strat, jakie spowodowało dostarczanie przez Rosjan do Polski zanieczyszczonej ropy?

– Szacujemy koszty i jak tylko wszystko zostanie przeanalizowane, przedstawimy nasze roszczenia stronie rosyjskiej. Rozumiem, że pewne wypadki się zdarzają i jestem daleki od jakichkolwiek teorii spiskowych w tej sprawie. Ponieśliśmy koszty z powodu zanieczyszczonej ropy i wystąpimy o ich zwrot. Traktujemy Rosjan jako partnerów biznesowych i sami też chcemy być w ten sposób traktowani. Obecnie dostawy realizowane są zgodnie z planem. Jednak w kontekście kryzysu z zanieczyszczoną rosyjską ropą nie sposób nie wspomnieć o naszych działaniach na rzecz wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Polski. W tym celu konsekwentnie dywersyfikujemy źródła dostaw ropy naftowej. W 2013 roku tylko 5 proc. ropy dostarczanej do wszystkich naszych europejskich rafinerii pochodziło z innego kierunku niż wschodni, dzisiaj to już ponad 40 proc., a w przypadku płockiego zakładu aż 50 proc. To najlepiej pokazuje, jak olbrzymi skok wykonaliśmy. Dzięki temu przez 46 dni, kiedy nie płynął do nas surowiec z Rosji, mogliśmy utrzymać pracę naszych instalacji na normalnym poziomie. Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia.

Orlen wraz z Grupą PZU ogłosiły zamiar powołania spółki mającej świadczyć usługi marketingowe, reklamowe. Skąd pomysł na takie przedsięwzięcie?

– Wiele dużych spółek w Europie idzie w kierunku zakupu usług reklamowych, marketingowych w mediach z wykorzystaniem zasobów wewnętrznych. Rezygnując z pośredników, a dodatkowo konsolidując z PZU budżety reklamowe czy promocyjne na ten cel, będziemy w stanie obniżyć koszty działania w tym zakresie i dysponować większą pulą środków. To będzie korzystne zarówno dla nas, jak i samych mediów. Budowa własnych kompetencji oznacza też możliwość rozszerzania zakresu usług w przyszłości.

Kiedy taka spółka mogłaby powstać?

– Jak tylko uzyskamy zgodę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów uruchomimy całą procedurę.

Dziękuję za rozmowę.

Artur Kowalski

Nasz Dziennik