logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nadzieja w ożywieniu gospodarczym

Środa, 25 września 2019 (19:53)

Z Andrzejem Bogdanowiczem, dyrektorem generalnym Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komisja transportu Parlamentu Europejskiego przegłosowała wczoraj stanowisko w sprawie pakietu mobilności przewidujące m.in. objęcie przewoźników drogowych przepisami o delegowaniu pracowników. Jak odbiera to branża transportowa w Polsce?

– Do czasu majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego zdawaliśmy sobie sprawę, że jest źle i wybory były pewną nadzieją, że może uda się uniknąć niekorzystnych przepisów – w tym kształcie, w jakim one powstały i zostały przedstawione – dotyczących pakietu mobilności przewidujących m.in. objęcie przewoźników drogowych przepisami o delegowaniu pracowników. Natomiast 20 września i wczoraj, 24 września, to są dni, które określamy dniami klęski. Najpierw Komisja transportu Parlamentu Europejskiego podjęła decyzję o tym, że nie odeśle tego projektu z powrotem do Komisji Europejskiej, ale nie było na to zgody większości. Natomiast w drugim – wczorajszym głosowaniu raporty zostały przyjęte w kształcie, w jakim zostały przygotowane – jeszcze w poprzedniej kadencji europarlamentu i teraz rozpoczną się negocjacje europosłów z Komisją Europejską i Radą Unii Europejskiej w ramach tzw. trylogu.

Czego te negocjacje będą dotyczyły?

– To są negocjacje za i przeciw przedłożeniu w poszczególnych raportach i praktycznie nie ma szans, żeby pojawiły się jakieś nowe rozwiązania – korzystniejsze dla nas, dla polskich przewoźników, dlatego jesteśmy – można rzec – rozżaleni i pesymistycznie nastawieni. Generalnie wszyscy patrzą na te ruchy po stronie Parlamentu Europejskiego jak na coś, co będzie przyczyną wypchnięcia nas z orbity transportu w Unii Europejskiej, ograniczenia naszych udziałów. Może to też pociągnąć za sobą upadki firm, które nie znajdą sobie zajęcia na rynku polskim czy na innych kierunkach niż Unia Europejska.

Kiedy w ubiegłym tygodniu pojawiły się próby odesłania niekorzystnych propozycji do Komisji Europejskiej, była nadzieja na kolejne negocjacje, ale zabrakło głosów…

– Później pojawiło się jeszcze kolejne światełko, że być może te raporty nie zostaną przyjęte i nowi sprawozdawcy, którzy zostali wyznaczeni do prowadzenia pakietu mobilności, będą pisali nowe raporty. Raport jest bowiem sugestią zmian, jakie są oczekiwane przez poszczególne kraje. Stare raporty, które zostały ostatecznie przyjęte, są napisane pod dyktando państw, które nie są nam przyjazne, czyli pod dyktando Niemiec, pod dyktando Francji i są to rozwiązania ze wszech miar niekorzystne dla Polski.

Jaki jest cel tych działań przeciw Polsce?

– Polski transport rozwinął się w Unii Europejskiej tak daleko, że opanowaliśmy 25 procent rynku wszystkich przewozów i lwią część także przewozów kabotażowych, czyli wewnętrznych w poszczególnych państwach. I to jest ta kość niezgody, a za tym idą działania, żeby nas z tego rynku wypchnąć i zamykać te rynki dla polskiego przewoźnika.

Czy w tej sytuacji można coś jeszcze zrobić? Jakie działania mogą podjąć przewoźnicy?    

– Przewoźnicy to mogą tylko przekonywać, monitować, chociaż minister infrastruktury Andrzej Adamczyk oraz wiceminister Rafał Weber robią, co tylko mogą, rozumieją nasz głos i to nasze stanowisko przedstawiają na zewnątrz. To, że ten nasz wspólny głos nie może się przebić na arenie międzynarodowej, to wynika z czystej matematyki, po prostu mamy w Parlamencie Europejskim mniej głosów. Nie jest to zatem w tym momencie sprawa polityczna w wymiarze naszej polityki wewnętrznej, bo na zewnątrz wszyscy nasi europosłowie, ze wszystkich opcji grają – można powiedzieć – w jednej orkiestrze za polskim transportem, ale jest ich za mało, żeby przegłosować rozwiązania korzystne dla Polski i wygrać z posłami dajmy na to niemieckimi, francuskimi i jeszcze z paru innych państw, którzy zwarli szeregi przeciwko nam.

Co ta sytuacja oznacza dla polskich przewoźników?    

– Być może niektóre rozwiązania zostaną wybrane w mniej szkodliwym wariancie, bo tak w ogóle to nie ma tam dobrych wariantów, to nie pozostanie nam nic innego, jak uparcie protestować na forum unijnych za pośrednictwem naszych przedstawicieli rządu, europosłów i negować te zmiany. Nie powinniśmy też ulegać złudzeniu, że będzie dobrze, bo nie będzie, a jeżeli te przepisy zostaną przyjęte w proponowanym kształcie, to wykorzystując drogę prawną, trzeba je będzie skarżyć do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Branża transportowa z reguły, gdy nadchodzi kryzys albo spowolnienie gospodarcze, niczym barometr wyczuwa to jako jedna z pierwszych. Jakie jest zatem dzisiaj spojrzenie przewoźników na światową i polską gospodarkę?

– Transport rzeczywiście jest – można powiedzieć – nerwem gospodarki, dlatego wyczuwamy spowolnienie, wyczuwamy też nerwowość, jaka się pojawia już od jakiegoś czasu w związku z brexitem. Natomiast jest też jakaś nadzieja, że to, co się dzieje na rynku polskim, a więc ożywienie gospodarcze i wzrost gospodarczy nieproporcjonalny do średniego wzrostu w Europie czy w Unii Europejskiej, który u nas w Polsce jest trzykrotnie wyższy niż średnia unijna, to może być szansą, że część przedsiębiorców, którzy przy tych ograniczeniach nie znajdą pracy na rynku unijnym, bądź ze względów ekonomicznych będzie to dla nich nieopłacalne, że przeniosą się na polski rynek i wykorzystają tę dobrą koniunkturę.

Jakie w tym momencie są oczekiwania branży transportowej od polskiego rządu?

– Nie ukrywam, że biorąc pod uwagę trudną sytuację branży transportowej, obawiamy się podwyżki płacy minimalnej.

Dlaczego?

– Z tego względu, że płaca minimalna w perspektywie czterech lat na poziomie czterech tysięcy złotych może dobić wiele polskich firm transportowych. Przedsiębiorcy transportowi – mówiąc kolokwialnie – jadą na minimalnym zysku albo w ogóle bez zysku utrzymując działalność transportową, wspierają się prowadząc inne działalności. W tym momencie jeśli zatrudnieni kierowcy mieliby otrzymać tak znaczące podwyżki płac, to będzie bardzo ciężko utrzymać firmy transportowe, tak żeby mogły one normalnie funkcjonować.      

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl