logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Przyszłość finansowa wspólnot religijnych

Sobota, 6 marca 2021 (17:03)

Aktualizacja: Sobota, 6 marca 2021 (17:26)

Poszczególne parafie zaczynają borykać się z problemami finansowymi. Postępująca laicyzacja oraz niż demograficzny powodują, że coraz trudniej pogodzić im wydatki z dochodami. Środki są potrzebne nie tylko na bieżące funkcjonowanie czy działalność charytatywną, ale również na utrzymanie dziedzictwa, którym się opiekują.

Główny argument powtarzany przez przeciwników Kościoła jest taki, że środki wspólnot religijnych można przeznaczyć na inne cele. Protesują, gdy organizacje te dostają wsparcie ze środków publicznych. Przypomina to czasy komunizmu, kiedy władza ludowa chciała pozbawić Kościół majątku, podporządkować go sobie i doprowadzić do upadku.

Żeby dobrze zrozumieć działania gospodarcze wspólnot, musimy przyjrzeć się ich aktualnej sytuacji. Liczba mieszkańców w naszej części świata systematycznie spada. Ludzie gonią za karierą i pieniędzmi, nie mają czasu na rodzinę, zaniedbują sferę sacrum. Te dwa czynniki: depopulacja i styl życia powodują spadek liczby praktykujących wiernych, a wraz z nimi i wpływów z datków. Potrzebna jest zmiana w praktycznym myśleniu o gospodarowaniu majątkiem. Tylko inwestycje prowadzone w skali od kilku do kilkunastu lat pozwoliłyby parafiom na finansowanie ich działań. Ułatwiłyby utrzymanie i remont zabytkowych obiektów sakralnych ze środków własnych.

W centrum Warszawy powstają właśnie wieżowce na miarę światowych stolic. W tych planach uczestniczy wiele podmiotów zagranicznych, ale jeden jest wyjątkowy – parafia pw. Świętej Barbary. Ponad dekadę temu wyszła ona z inicjatywą efektywnego zagospodarowania wolnej przykościelnej działki, na której kiedyś była stacja benzynowa, a obecnie parking i myjnia. Miało to być uzupełnienie istniejącej pierzei budynków Akcji Katolickiej i „Roma Office Center”. Plany zaakceptowała archidiecezja warszawska, która wraz z prywatnym inwestorem zbuduje na tej nieruchomości wieżowiec „Roma Tower”. Projekt przeprowadzany jest transparentnie i niesie korzyści dla Kościoła. Inwestor zapewnia ekspertów i organizuje projekt, budowę i komercjalizację. Parafia przekazała do przedsięwzięcia działkę. W zamian bardzo istotna część zysków trafi na potrzeby jej samej oraz archidiecezji warszawskiej. Projekt doczekał się w 2017 r. uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Pomimo przejścia długoletniej, przejrzystej procedury próbuje się wzbudzać emocje wokół tej sprawy. Część środowisk lewicowych zarzuciła Kościołowi chciwość i… chęć burzenia zabytków sakralnych (sic!). A jaka jest prawda?

Na finansowanie czekają kościelne dzieła charytatywne, domy samotnej matki, dzieła pomocy sierotom, utrzymanie i rewitalizacja zabytkowych budynków. W stolicy Kościół jest największym właścicielem tego rodzaju obiektów, z czym wiąże się szereg obowiązków. Ich utrzymanie wymaga znacznych nakładów finansowych. Właśnie dlatego Kościół stara się tak gospodarować swoimi dobrami, aby móc stabilnie i samodzielnie realizować własną misję i obowiązki. Mimo to znajdują się ludzie, którzy od lat próbują budować negatywną narrację na temat kościelnych inwestycji, także „Roma Tower”. Tak zwani aktywiści, z Janem Śpiewakiem na czele, sugerowali między innymi, że spółka BBI Development i instytucje kościelne zburzą sąsiadujące z inwestycją „Roma Tower”: zabytkową plebanię i drogę krzyżową, a także, że budowa będzie realizowana na terenie istniejącego przed wiekami Cmentarza Świętokrzyskiego. Trudno o większy absurd. Zresztą parafia św. Barbary swoją postawą potwierdziła, że poszanowanie zabytków to dla niej kwestia priorytetowa. Złożyła bowiem wniosek o wpis do rejestru zabytków obiektów sąsiadujących z przyszłą inwestycją oraz zapowiedziała rewitalizację otoczenia kościoła wraz z drogą krzyżową, a także renowację plebanii.

Te i inne ambitne projekty wpisują się w nowoczesne myślenie o finansach polskiego Kościoła, w którym wpływy z transparentnych i dobrych praktyk rynkowych będą uzupełnieniem dla niewystarczających w stosunku do potrzeb datków od wiernych. Jeżeli wspólnoty religijne dadzą się zastraszyć i nie pójdą konsekwentnie tą drogą, to w niedalekiej przyszłości znajdą się w najtrudniejszej od dawna sytuacji. Nie można do tego dopuścić.

Dr Marian Szołucha

Autor jest ekonomistą, Akademia Finansów i Biznesu Vistula.

NaszDziennik.pl