logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: FOT. R. SOBKOWICZ/ Nasz Dziennik

Skąd ta zwłoka?

Środa, 4 sierpnia 2021 (08:04)

Aktualizacja: Środa, 4 sierpnia 2021 (09:10)

Z końcem lipca minął termin ocenienia przez Komisję Europejską projektu polskiego Krajowego Planu Odbudowy. Dokument został złożony przez rząd na początku maja.

Polska wnioskowała również o przedłużenie o miesiąc standardowego, dwumiesięcznego terminu na ocenę planu. Tym samym Komisja Europejska powinna przedstawić swoją ocenę do 1 sierpnia 2021 r. Tak się jednak nie stało. Co więcej, nie wiadomo, kiedy decyzja zapadnie. To właśnie KPO umożliwia sięgnięcie po środki z Funduszu Odbudowy. A jest to kwota niemała. Polsce przysługuje z niej 23,9 mld euro dotacji oraz 12,1 mld euro tanich pożyczek. Możemy się również starać o dodatkowe 22 mld euro pożyczek. Na złożenie wniosku w tej sprawie Polska ma czas do 2023 r.

Bezprawna presja

– Nie mogę uwierzyć w to, że Komisja Europejska nie była w stanie dotrzymać wcześniejszego terminu. Jest to gra wokół Krajowego Planu Odbudowy. Jest to też jeden z elementów szerszej całości. Poszczególne instytucje UE zapowiadały wcześniej, że Polska będzie miała ograniczony dostęp do funduszy unijnych – powiedział „Naszemu Dziennikowi” dr Jan Maria Jackowski, członek senackiej Komisji Ustawodawczej.

Właśnie to opóźnienie budzi szereg wątpliwości. Brak zielonego światła dla planu przedstawionego przez Polskę interpretowane jest jako próba nacisku na nasz kraj ze strony Komisji Europejskiej. Z opóźnieniem mierzyli się już Węgrzy. Wówczas obserwatorzy świata polityki oraz media nie miały wątpliwości, że opóźnienie spowodowane jest sporem między Brukselą a Budapesztem w sprawie ustawy antypedofilskiej przyjętej przez węgierski parlament. Dokument, który w sposób realny chroni dzieci przed deprawacją – zabrania m.in. propagowania operacji zmiany płci w szkołach czy promocji pornografii – oceniany jest przez unijnych biurokratów jako dyskryminujący środowiska lgbtq. Bruksela chce zmusić Węgrów do odejścia od polityki chroniącej dzieci. Kwestie finansowe byłyby straszakiem, który mógłby wpłynąć na decyzję węgierskich polityków. Oficjalnie KE domagała się od rządu Viktora Orbána umieszczenia w KPO dodatkowych gwarancji odnoszących się do problemów z korupcją. Węgrom wytyka się bezczynność tamtejszych prokuratorów w sprawach związanych z przestępstwami finansowymi.

W lipcu mówiło się już o rychłej akceptacji polskiego dokumentu. Strony miały dojść do porozumienia w najbardziej spornych kwestiach. Do zapalenia zielonego światła pozostać miały jedynie kwestie biurokratyczne. Według nieoficjalnych informacji w Brukseli podjęto decyzję o opóźnieniu prac nad polskim KPO. Związane jest to z nową odsłoną sporu o reformę sądownictwa w Polsce. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej podjął wówczas decyzję o tym, że Polska musi zawiesić działalność Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. W tej sprawie Bruksela grozi Warszawie karami. Z kolei Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że TSUE nie ma prawa stosować środków tymczasowych w sprawach sądownictwa. Wywołało to wściekłość unijnych urzędników.

Drogi Czytelniku! Więcej można przeczytać w papierowym  wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik