logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Osiem lat straconych dla polskiego rolnictwa

Czwartek, 5 marca 2015 (08:35)

Z Krzysztofem Jurgielem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, ministrem rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Pańskiej ocenie rząd PO – PSL podejmuje jakiekolwiek działania w celu poprawy opłacalności produkcji rolnej w Polsce?

– O tym, czy i co w ogóle robi rząd, najlepiej świadczą protesty rolnicze. Postulaty protestujących zarówno na blokadach, jak i w Warszawie dotyczą spraw bieżących, które wynikają z braku polityki rolnej, której tak naprawdę nie ma. Rząd PO – PSL i minister Marek Sawicki poddali się czy też ulegli procesom globalizacji, które skutkują kryzysami na rynkach rolnych. Są one powodowane właśnie koncentracją kapitału, a także przejęciem własności przemysłu rolno-spożywczego. Działania, jakie w tej sytuacji podejmuje minister rolnictwa, nie są i nie mogą być skuteczne, bo nie mają oparcia w jasnych przepisach unijnych dotyczących koniecznych działań interwencyjnych. Przyjęty 17 grudnia 2013 r. pakiet rozporządzeń związanych z reformą Wspólnej Polityki Rolnej, szczególnie zaś rozporządzenie dotyczące jednolitej wspólnej organizacji rynków rolnych, nie wskazują rozwiązań w konkretnych obszarach np. na rynku wieprzowiny czy na rynku mleka, zwłaszcza w obliczu rosyjskiego embarga. Przyjęte na forum europejskim rozwiązania prawne, notabene zatwierdzone przez polskiego ministra rolnictwa, który teraz musi jeździć po proszonym, licząc na przypadek – dadzą czy nie dadzą – nie powinny w ogóle wejść w życie. Prawo powinno być jasne, czytelne i skutecznie rozwiązywać powstające problemy, a nie podlegać dowolnej interpretacji. W tej sytuacji Sawicki jest zagubiony i porusza się jak we mgle, po omacku próbując znaleźć punkt zaczepienia. Do tego dochodzi zbytnia pewność siebie czy wręcz buta ministra, który zasłania się unijnymi przepisami i decyzjami Brukseli. Natomiast zapomina, że przepisy ustalone przez UE sam współtworzył, akceptował i zatwierdzał. Skoro podnosił rękę, wyrażając zgodę na niekorzystne przepisy, szkodliwe dla Polski, to teraz nie ma prawa się oburzać.

W których obszarach jest najtrudniejsza sytuacja?

– Niewątpliwie na rynku wieprzowiny. Wprawdzie cena niby drgnęła, ale przy kosztach produkcji 3,50 zł za kilogram żywca pokazuje, że do opłacalności wciąż jeszcze bardzo daleko. Pogłowie spada i jak tak dalej pójdzie, to rząd zafunduje nam uzależnienie od producentów zewnętrznych. Myślę, że potwierdzeniem tego są słowa ministra Sawickiego, który w jednym z wywiadów powiedział, że tak na dobrą sprawę wcale nie musimy produkować wieprzowiny na skalę przemysłową, a jedynie ograniczyć się do marginalnej produkcji. Widać taki jest zamiar rządu, który chce wykończyć polskich producentów, a dać zarobić zagranicznym hodowcom. Problem jest również na rynku mleka, gdzie cena spadła poniżej granicy opłacalności. Jeżeli do tego dodamy jeszcze kary dla kilkudziesięciu tysięcy rolników, to rynek mleka w Polsce przypomina pobojowisko. Nie lepiej jest też na rynku tytoniu. Dyrektywa tytoniowa wprawdzie wchodzi w życie dopiero w przyszłym roku, ale producenci już są przerażeni, bo nowe przepisy wymuszają stosowanie nowego sprzętu, nowych urządzeń, co niestety jest bardzo kosztowne i nie na kieszeń polskich plantatorów. Podobnie zła jest sytuacja na rynku rzepaku, którego produkcja też jest na granicy opłacalności. We wszystkich tych obszarach widać brak stabilności. We Wspólnej Polityce Rolnej mamy algorytm podziału środków, natomiast nie ma mowy o interwencji, która broniłaby nas przed rynkami zewnętrznymi. Rynki te, po pierwsze, nie muszą spełniać wszystkich wymagań w zakresie bezpieczeństwa, jakie są u nas, a po drugie, obce gospodarstwa są znacznie większe. To wszystko się kumuluje i jeśli dalej będziemy mieć do czynienia z taką nierówną konkurencją, to z produkcją żywności będzie krucho.

Co należałoby zrobić, aby zahamować tę niekorzystną dla naszych rolników tendencję?

– Obecna sytuacja jest wynikiem ośmiu lat zaniedbań i uległości tego rządu. Nie da się jednak z dnia na dzień poprawić niekorzystnej dla nas sytuacji. Dojście do stabilizacji jest procesem, który trzeba niezwłocznie rozpocząć. Należy przygotować do przeglądu – o czym się niestety nie mówi – dokumenty dotyczące Wspólnej Polityki Rolnej. Mówiąc to, opieram się na opinii ekspertów w dziedzinie rolnictwa np. z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa i szeregu innych instytucji, gdzie naukowcy wyraźnie wskazują, że należy zmienić zasadę Wspólnej Polityki Rolnej. Powinna ona stawiać czoło zagrożeniom, o których mówiłem wcześniej. Rząd PO – PSL poddał polskie rolnictwo niezwykle groźnemu procesowi globalizacji ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jeżeli nie nastąpi zmiana sposobu myślenia, to żadne doraźne czy wręcz nawet pozorowane działania nie przyniosą skutków oczekiwanych przez rolników.

Inaczej mówiąc, trzeba zacząć słuchać fachowców…   

– Opracowań, wskazówek mądrych ludzi jest dużo, ale ci, którzy podejmują decyzje, muszą odłożyć na bok własne ambicje i przyjąć mądre rozwiązania fachowców, których nie obowiązuje poprawność polityczna.

Czyli jakie…?

– Przede wszystkim należy odbudować w Polsce hodowlę trzody chlewnej i poczynić kroki, aby uczynić ją opłacalną. Przecież nie jest tak, że polscy rolnicy pracują gorzej od swoich zagranicznych kolegów czy też mają mniejsze umiejętności, wprost przeciwnie. Problem jest w tym, że rząd PO – PSL w przeciwieństwie do innych krajów nie dba o interesy naszych rolników. Takie podejście należy bezwzględnie zmienić, a najlepiej zmienić ten rząd.

Podczas ostatniego posiedzenia połączonych komisji Gospodarki oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi postulował Pan o podjęcie niezwłocznych działań zmierzających do rozwiązania coraz trudniejszej sytuacji producentów rolnych….

– Na posiedzeniu połączonych komisji wskazałem na obecny stan prawny w Polsce. Przypomniałem, że Konstytucja nakłada na rząd obowiązek prowadzenia efektywnej, a nie tylko pozorowanej polityki gospodarczej, natomiast na parlament nadzór i kontrolę nad działaniami rządu, a zatem odpowiedzialność. Sytuacja jest kryzysowa, rynki rolne są rozregulowane, rolnicy zaczynają wychodzić na ulice, w tej sytuacji powinnością parlamentu jest zabranie głosu. Odpowiednią do tego formułą byłoby przyjęcie rezolucji, w której zostanie przedstawione stanowisko Sejmu stosownie do okoliczności. Ta rezolucja wezwałaby rząd do podjęcia działań, które rozwiążą problemy dotyczące rynków rolnych, ale także zmuszą rząd do realizacji słusznych postulatów rolniczych.  

Z jakim odzewem spotkał się Pana apel?  

Posłowie koalicji PO – PSL, którzy mają przewagę liczebną, ale niekoniecznie mają rację, zdecydowali większością głosów o odłożeniu dyskusji. Niestety zabrakło konkluzji, którą mogło być skierowanie propozycji stanowiska parlamentu.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 5 marca 2015 (08:42)

NaszDziennik.pl