logo
logo

Rolnictwo

Zdjęcie: / Reuters

Hodowcy pod kreską

Piątek, 28 grudnia 2018 (02:36)

Hodowcy drobiu alarmują: ceny w skupie są tak niskie, że nie pokrywają nawet kosztów produkcji.

Polska jest jednym ze światowych liderów produkcji drobiu i największym jego producentem w Unii Europejskiej. Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi w latach 2010-2017 rynek drobiarski w Polsce rósł średnio o 8,5 proc. rocznie. Teraz przed małymi przedsiębiorcami stanęło widmo bankructwa.

Producenci zwracają uwagę na ceny skupu. Za 1 kg tuszki z kurczaka proponuje się im około 2,6 zł. To dużo poniżej kosztów produkcji, które w ostatnich miesiącach znacząco wzrosły.

Nałożył się na to m.in. skok cen zbóż spowodowany suszą. Problemem są także podwyżki bieżących opłat. – Na ostatnim cyklu hodowli drobiu – trwa on dwa miesiące – straciliśmy dużo ponad 40 tys. zł, a sprzedałem kurczaki za 2,9 zł za kilogram – wyjaśnia nam jeden z producentów drobiu.

Jak tłumaczy, ich straty są o wiele większe, gdyż nie uwzględniają kosztów pracy własnej oraz ich rodzin. – Pracujemy 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Zwierzętom nie wytłumaczy się, że dzisiaj jest niedziela i chcemy odpocząć. Przerwy świątecznej też nie mamy. Sprzedałem kurczaki za 2,9 zł za kilogram. A teraz cena wynosi 2,6 zł za kilogram. Po świętach sytuacja się nie poprawi. I przyjdzie nam znowu dopłacać? – pyta. Wielu z nich zaciągnęło kredyty na prowadzenie hodowli. Dzisiaj mają problemy z ich spłacaniem.

Producenci uważają, że tak niskie ceny obowiązujące w skupach nie powstały w wyniku mechanizmów wolnego rynku. Według nich, jest to efekt działalności spekulantów, którzy celowo zaniżają ceny. W ocenie Edwarda Kosmala, lidera zachodniopomorskiego NSZZ „Solidarność” RI, jest to wątek, którego nie można lekceważyć. – Od dawien dawna pojawiają się grupy, które próbują w nieuczciwy sposób zrobić pieniądze na rolnictwie – mówi „Naszemu Dziennikowi” Edward Kosmal.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik