logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

Ekologiczna samowolka

Piątek, 10 maja 2019 (02:49)

Nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której ekologiczni aktywiści nachodzą gospodarstwo i według własnego uznania zabierają zwierzęta.

 

Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi, polecił dyrektorowi Instytutu Technologiczno-Przyrodniczego w Falentach złożenie do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez tzw. organizacje ekologiczne. Aktywiści z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt OTOZ Animals oraz Fundacji Animal Rescue Poland we wtorek, 30 kwietnia 2019 r., weszli na teren państwowego zakładu i zabrali stamtąd sześć cieląt.

Według relacji tzw. ekologów, zwierzęta znajdowały się w tragicznym stanie. Dodatkowo jedno z cieląt zostało przez nich uśpione. Na miejscu zdarzenia pojawił się Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Pruszkowie, który przeprowadził kontrolę Instytutu. Ta nie wykazała znaczących uchybień w zakresie dobrostanu zwierząt. Interwencja tzw. ekologów ubranych w mundury przypominające policyjne była więc bezpodstawna.

Leczone zwierzęta

– To jest normalne gospodarstwo produkcyjne. W nim jest ok. 130 krów dojnych i ok. 40 cieląt. Część tych cieląt miała biegunkę i była poddana leczeniu. Ekolodzy zabrali zwierzęta, a tym samym przerwali ich leczenie. Nie mają informacji, jaką paszą zwierzęta były żywione i jakie leki im podawano. A to są istotne informacje do dalszego leczenia zwierząt – mówi „Naszemu Dziennikowi” minister Jan Krzysztof Ardanowski.

– Cielaki mają swojego właściciela. To było przywłaszczenie mienia. Dodatkowo zastraszono pracowników Instytutu. Na początku na miejscu było kilku aktywistów, potem przyjechali kolejni. Było ich ponad 40. Na końcu siłą zabrano zwierzęta – relacjonuje minister Ardanowski.

W czasie interwencji tzw. ekologów w Instytucie obecna była policja. Jak informuje nas podkom. Karolina Kańka, oficer prasowy KPP w Pruszkowie, obecny w czasie zabierania zwierząt pracownik Instytutu nie zgłaszał funkcjonariuszom żadnych uwag.

– Podczas zabierania zwierząt na miejscu obecny był przedstawiciel Instytutu, który był uprawniony do podejmowania decyzji w sprawie zwierząt. Na miejscu nie zgłaszał on żadnych uwag do prowadzonych przez pracowników OTOZ i SOiRZ czynności i nie informował policji, że ma zastrzeżenia do tych czynności. W takim przypadku policja nie ma podstaw do kwestionowania podejmowanych decyzji i czynności – podkreśla podkom. Karolina Kańka.

Jednak – jak informuje minister Ardanowski – dotarły do niego informacje o możliwym zastraszaniu pracowników Instytutu. – Legalnie pracujący pracownik z Ukrainy usłyszał, że jeżeli nie pomoże znaleźć złych rzeczy w gospodarstwie, to doprowadzą do jego deportacji – mówi minister.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik