logo
logo
zdjęcie

Janusz Wojciechowski

Polska ziemia własnością Polaków

Piątek, 28 lutego 2014 (16:56)

Raport NIK o sprzedaży państwowych nieruchomości rolnych wykazał, że skala kupowania ziemi na spółki z mieszanym kapitałem jest bardzo duża. Pokazał również uprzywilejowaną pozycję spółek z obcym kapitałem.

Chodzi o to, że spółek tzw. mieszanych z przewagą kapitału polskiego nie obowiązuje zezwolenie z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Niestety, przepis ten jest często wykorzystywany. Osobiście znam przypadki takich transakcji. Przykład dotyczy zakupu ponad 300 ha ziemi z Agencji Nieruchomości Rolnych przez trzyosobową spółkę, w której jest dwóch Duńczyków, którzy mają 49 proc. udziału, i bezrobotny polski traktorzysta, który posiada 51 proc.

Można być pewnym, że jest to fikcyjna transakcja i że w 2016 r., z chwilą wejścia w życie przepisów dopuszczających obywateli Unii Europejskiej do wolnego obrotu polską ziemią, wspomniany traktorzysta odsprzeda swoje fikcyjne udziały, a jedynymi właścicielami tej ziemi będą wówczas Duńczycy. Tak będzie w wielu innych wypadkach, bo fikcyjnych transakcji jest wiele. NIK nie mogła zbadać konkretnych przypadków i wykazać, że jakiś konkretny nabywca w spółce pełni rolę tzw. słupa, a więc jest osobą podstawioną, i że jest to fikcyjna transakcja, ale wskazała, że problem taki rzeczywiście istnieje. Raport pokontrolny pokazuje dramatyczny problem wyprzedaży polskiej ziemi, który się będzie nasilał. Jednak jest na to recepta. Prawo i Sprawiedliwość w ubiegłym roku wniosło projekt ustawy, który mimo zakusów koalicji PO - PSL na szczęście nie został odrzucony i jest już po pierwszym czytaniu w sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, projekt, który wprowadza całkowity zakaz sprzedaży ziemi spółkom. Oznacza to, że nabywcą ziemi może być tylko rolnik, którego dochody przynajmniej w 25 procentach pochodzą z gospodarstwa, który osobiście przez okres minimum 10 lat musi pracować na zakupionej ziemi.

Takie zapory, po wejściu w życie, skutecznie pokrzyżowałyby plany wszystkim fikcyjnym nabywcom polującym na polską ziemię. Mało tego, wszyscy, którzy kupili ziemię przez osoby podstawione, tzw. słupy, nie mogliby jej odkupić. Projekt ten wyklucza zatem wszystkie manipulacje, które do tej pory się dokonują. Problem jest poważny i dotyczy nie tylko ziemi agencyjnej będącej własnością państwa, której jest ok. 2 milionów ha, ale przede wszystkim kilkunastu milionów ha polskiej ziemi rolnej, która z powodu biedy rolników będzie przedmiotem intensywnej wyprzedaży. Zachodni inwestorzy z pewnością znajdą sposoby, aby zachęcić czy wręcz wymusić na rolnikach sprzedaż ziemi. Na skutek złej polityki państwa wiele gospodarstw jest zadłużonych i polska ziemia będzie masowo szła w obce ręce.

Na rynku ziemi zubożały polski rolnik nie będzie miał szans w konkurencji z obcym kapitałem. Jeżeli nie zostaną stworzone preferencyjne warunki dla polskich rolników, co zresztą zakłada projekt PiS, to czeka nas prawdziwy dramat. Mówimy o tym od dawna. Zresztą po rozmowach z protestującymi w Szczecinie rolnikami napisałem ten projekt. Protestujący przyjęli go z życzliwością trzeba tylko wcielić go w życie. Dobrze, że raport NIK, który diagnozuje problem i mechanizm obchodzenia ustawy zakazującej sprzedaży ziemi cudzoziemcom, powstał. Dziwi mnie tylko pozytywna ocena ANR, nie bardzo wiem, skąd takie wnioski.

 


Autor jest eurodeputowanym z ramienia Prawa i Sprawiedliwości oraz byłym prezesem Najwyższej Izby Kontroli. 

 

Janusz Wojciechowski

NaszDziennik.pl