logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Fot. Arch./ Inne

Uprościć podatki

Środa, 17 sierpnia 2022 (00:07)

Aktualizacja: Środa, 17 sierpnia 2022 (09:13)

ROZMOWA z dr. hab. Sławomirem Jankiewiczem, profesorem Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Obecne notowania cen energii wskazują, że w przyszłym roku za prąd przyjdzie płacić jej odbiorcom nawet kilkaset procent więcej. Jakie mogą być konsekwencje tego stanu rzeczy w perspektywie kolejnych miesięcy?

– W tej chwili mamy tak wiele niewiadomych, że z pewnością żaden ekspert, komentator nie jest w stanie odpowiedzialnie stwierdzić, co się wydarzy nawet w ciągu następnego półrocza. Nie wiemy, jak potoczy się wojna na Ukrainie, co zrobi Rosja, w jaki sposób zachowają się poszczególne państwa Unii Europejskiej czy całego świata. Czy utrzymana zostanie solidarność, jeśli chodzi o postawę wobec Rosji? Niedawno jeszcze Turcja stała po stronie Unii, jeśli chodzi o sankcje, a już dowiadujemy się, że ma płacić za gaz w rublach – czyli zrobiła krok wstecz. Trudno jest przesądzać, czy takie państwa, jak Niemcy, Francja, czy choćby Włochy – jeśli ceny surowców będą rosnąć, nie wyłamią się z europejskiej solidarności. Z pewnością musimy się jednak przygotować, że będzie drożej, osłabi się koniunktura gospodarcza, jak również wzrośnie bezrobocie, chociaż akurat w Polsce jest ono na tyle niskie, że jego wzrost nie powinien być znacząco odczuwalny. Istotnym problemem może być znaczny wzrost tzw. ubóstwa energetycznego, czyli wzrost liczby rodzin, których nie stać na korzystanie z energii w celu zapewnienia sobie podstawowych codziennych potrzeb. Zmuszone więc będą do obniżenia np. temperatury w domach czy wyłączania światła. Podsumowując: energia na pewno będzie droższa, ale nie powinno nam jej zabraknąć. Jesteśmy także w stanie poradzić sobie z zaopatrzeniem w węgiel i gaz. Osobną kwestią jest cena, jaką będziemy musieli za nie zapłacić.

Lada chwila uruchomiony zostanie Baltic Pipe, a dodając do tego dostawy gazu skroplonego, można powiedzieć, że zdążyliśmy z zapewnieniem zaopatrzenia w gaz niemalże w ostatniej chwili.

– Decyzja o rezygnacji z gazu rosyjskiego i o budowie Baltic Pipe zapadła na długo przed wybuchem wojny. Dlatego też logiczne i oczywiste wydaje się, że było wystarczająco dużo czasu na zakontraktowanie długoterminowych dostaw gazu po korzystnych cenach. Teraz jednak trwają spekulacje co do tego, czy rzeczywiście gaz został zakontraktowany w wystarczającej ilości. Mam jednak nadzieję, że mają one charakter dziennikarskiej kaczki i że wszystko zostało dopilnowane. Jeżeli tak by nie było, mielibyśmy do czynienia z pewną amatorszczyzną. Już dawno przecież wiedzieliśmy, kiedy kończymy z zakupem gazu z Rosji. I to był czas na uzgodnienie szczegółów co do zakupów z innych kierunków. Gdybyśmy musieli się ratować zakupami gazu na rynku bieżącym, to oczywiście wiązałoby się to z koniecznością zapłaty za gaz ceny wyższej niż na podstawie kontraktów długoterminowych.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

Artur Kowalski

Nasz Dziennik