logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Tajny plan dla Ukrainy?

Środa, 29 listopada 2023 (19:52)

Rozmowa z dr. hab. nauk wojskowych, prof. Społecznej Akademii Nauk, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej

Propaganda rosyjska podnosi, iż Zachód może porzucić pomoc dla Kijowa, że Waszyngton często tak robił, kiedy się angażował, wykazywał zainteresowanie,
a następnie pozostawiał dany kraj
z problemem. Na ile jest to fakt, a na ile propaganda rosyjska i gra Władimira Putina, który ma wkrótce ogłosić swój start
w wyborach prezydenckich?

– Myślę, że Putin nie musi prowadzić żadnej kampanii prezydenckiej, bo z góry i tak wiadomo, jaki będzie wynik wyborów. To charakterystyczne dla reżimowej, dyktatorskiej władzy, zwłaszcza tej kremlowskiej. Oczywiście zawsze warto się dobrze zaprezentować, tworząc pewne pozory. I temu służy rosyjska propaganda. Natomiast jeśli chodzi o pomoc dla Kijowa, to prezentowane zdanie rosyjskich mediów może być
zarówno propagandą, jak i faktem, bo szeroko
rozumiany Zachód niewątpliwie jest przemęczony
ciągłym wspieraniem Kijowa. Z kolei na pewno wielkim pragnieniem po stronie rosyjskiej jest to, by Zachód,
a szczególnie Stany Zjednoczone, przestał wspierać Ukrainę, bo to bardzo pomogłoby Rosji zrealizować
plan agresji, który – co by nie powiedzieć – kuleje,
a przynajmniej nie przynosi spodziewanych efektów.
Tak czy inaczej wynurzenia strony rosyjskiej traktowałbym w kategoriach propagandy.   

Moskwa uważa, że w połowie grudnia skończą się amerykańskie pieniądze dla Kijowa. Swoją drogą Zachód nie jest już tak skłonny wspierać Ukrainę, jak to było na początku wojny.

– W sytuacji podbramkowej są chyba Niemcy, które chciałyby bardzo, żeby ten konflikt został jak najszybciej  zażegnany, żeby wróciła polityka dawnej współpracy gospodarczej z Moskwą. Tymczasem jest to niemożliwe, dopóki trwa wojna na Ukrainie, dlatego Berlin robi wszystko, żeby skłonić władze w Kijowie do zgody na jakiś rozejm, na zamrożenie konfliktu czy zawieszenie broni, zostawiając w rosyjskich rękach wszystko, co do tej pory zagarnęły. Oczywiście będzie bardzo trudno przekonać Ukrainę do tak daleko idących ustępstw, ale gdyby pomoc dla Kijowa została ograniczona i Ukraińcy nie mieliby sprzętu oraz amunicji, aby dalej prowadzić walkę, to pewnie byliby bardziej skłonni posłuchać, co sufluje Berlin w kwestii uregulowania przyszłego statusu terytoriów okupowanych przez Rosjan.

Dziennik „Bild” zastanawia się, czy Zachód okrężną drogą nie zmusza Ukrainy do negocjacji z Rosją? Chodzi o nowy tajny plan dla Ukrainy Białego Domu i niemieckiego Urzędu Kanclerskiego.

– Nie trzeba dużo wysiłku, aby dostrzec, że coś jest na rzeczy. Ta kamizela, w którą – zdaje się – zostanie ubrana Ukraina, żeby nie powiedzieć: zaduszona, jest szyta grubymi nićmi.

Ukraińska kontrofensywa, z którą wiązano duże nadzieje, wygasa, a przynajmniej nie rozwija tak, jak się spodziewano.

– Owszem, od czerwca, kiedy ruszyła kontrofensywa, postępy w wyzwalaniu ukraińskiej ziemi są niewielkie. Spodziewałem się czegoś innego i przyznaję, że miałem większe zaufanie do zdolności dowództwa ukraińskiego. Wydawać się mogło, że okres poprzedzający kontrofensywę wskazywał, iż ukraińscy dowódcy potrafią dobrze manewrować swoimi siłami i nie tylko się bronić przed rosyjską nawałą. Tymczasem okazuje się, że
chyba nie potrafili odpowiednio skonfigurować sił do przeprowadzenia kontrofensywy. W rezultacie Ukraińcy angażowali swoje siły w różnych miejscach, ale nie byli w stanie stworzyć odpowiedniej przewagi w jednym miejscu, żeby przełamać front. W związku z tym, jeśli nawet na południu frontu ukraińsko-rosyjskiego nie ma wyraźnych postępów, marnie to niestety wygląda. Szkoda wielka,
bo była duża szansa przed Ukrainą, żeby tę wojnę wygrać, ruskich sołdatów pogonić, ale – jak widać – to się nie udaje.

Jest to kwestia tylko złego dowodzenia,
czy raczej braków sprzętowych?

– Z całą pewnością na nadmiar, zwłaszcza nowoczesnego uzbrojenia, strona ukraińska narzekać nie może, bo różnego rodzaju braki w sprzęcie czy amunicji występują. Również Zachód – a szczególnie Niemcy, jak wiadomo,
z tym wsparciem dla Ukrainy nie był zbyt wyrywny. Trzeba też wyraźnie stwierdzić, że kiedy Polska, będąc hubem, bardzo mocno angażowała się we wsparcie dla Kijowa,
to udawało się różne dostawy sprzętu i uzbrojenia przyspieszyć. Warto w tym miejscu przypomnieć
o współpracy polsko-amerykańskiej w tym zakresie,
co w znaczący sposób wychodziło naprzeciw potrzebom ukraińskim. Jednak w którymś momencie Ukraina doszła do wniosku, że Polska nie jest jej już specjalnie potrzebna, że Ukraińcy są już na tyle mocni, że polski adwokat nie jest im już potrzebny. I to był błąd.

Co więcej – ten polski adwokat, wydaje się, w ogóle zniknie, bo przyszły rząd pod kierownictwem Donalda Tuska i całej tej fatalnej opozycji raczej nie będzie wykonywał wielkiej pracy dla Ukrainy, jaką wykonywał rząd premiera Mateusza Morawieckiego. Jestem przekonany,
że Tusk będzie postępował tak, jak będą od niego wymagali Niemcy. Tym bardziej ze strony Polski tego wsparcia dla Ukrainy nie będzie. Przykre jest też, że rząd Zjednoczonej Prawicy, Polska została, co tu dużo mówić, fatalnie potraktowana przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i jego kolegów z rządu.

Czy amerykański Kongres jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia zatwierdzi kolejny pakiet środków dla Ukrainy,
która potrzebuje wsparcia militarnego, ekonomicznego i humanitarnego?

– Tu może być problem, bo wprawdzie Stany Zjednoczone – przynajmniej administracja prezydenta Joe Bidena – chce dalej wspierać Ukrainę, natomiast Kongres jest podzielony co do tego, czy i jak długo ma jeszcze potrwać pomoc dla Kijowa. Mam jednak nadzieję, że uda się prezydentowi Joe Bidenowi przepchnąć to wsparcie
w Kongresie, a to oznaczałoby, że pomoc dla Ukrainy będzie kontynuowana. Nie zmienia to faktu, że wszyscy są przemęczeni konfliktem, który trwa już blisko dwa lata.

A może należałoby podzielić źródła pomocy
i wsparcia dla Ukrainy: Amerykanie militarnie, a Europa, Unia Europejska ekonomicznie i humanitarnie?

– Na Europę, a zwłaszcza na Unię Europejską, bym specjalnie nie liczył. Na przykład Niemcy uważają, że Putin, jeśli pozwoli mu się na zajęcie części Ukrainy, nie pójdzie dalej, więc wolą rozwijać współpracę gospodarczą, gazową z Moskwą. Tymczasem warto wyciągać wnioski z historii, bo przypomnę, że w 1939 roku też liczono, że jeśli Hitler coś tam dostanie, to ostudzi to jego zapędy, a jak to się skończyło tragicznie dla wszystkich, przecież wiemy. Dlatego obserwując, co robi Putin, co mówi o swoich imperialnych planach, nie należy mieć żadnych złudzeń, że jeśli mu się pozwoli spacyfikować Ukrainę, to się zatrzyma i nie pójdzie dalej.

Kijów nie popełnił błędu, działając przeciw Polsce?

– Oczywiście, jest to wynik błędnej polityki Ukrainy. Trzeba przypomnieć, że bardzo dużą pracę, jeśli chodzi o wsparcie dla Ukrainy, wykonywała Polska. Zarówno prezydent Andrzej Duda, jak i premier Mateusz Morawiecki oraz poszczególni ministrowie, w tym szef MSZ minister Zbigniew Rau, stawali na wysokości zadania, wykonując bardzo ważną pracę. Ale to się już skończyło, tego już
nie będzie, bo – jak wspomniałem wcześniej – Ukraina
nie potrafiła tego docenić, uznała, że więcej nas nie potrzebuje. Chcąc odgrywać samodzielną rolę na arenie międzynarodowej, woli dogadywać się ponad naszymi głowami z Berlinem i Brukselą. Obawiam się, że źle na tym wyjdzie, ale to jest sprawa Kijowa.

To jakie mogą być konsekwencje, jeżeli Ukraina w jakimś sensie też na własne życzenie zostanie pozostawiona sama sobie i wpadnie w ręce Berlina i Paryża, poniekąd też Waszyngtonu, które chcą kosztem Kijowa załagodzić konflikt z Rosją?   

– Pomoc Zachodu wobec walczącej Ukrainy nie będzie trwała wiecznie. Dlatego przyjdzie moment, że ni mniej,
ni więcej Zełenski będzie musiał zaakceptować plan Berlina, Paryża i Waszyngtonu.

Rosja działa na wielu frontach…

– Rosji ciągle się wydaje, że jest wielkim mocarstwem.
W przyszłym roku znów mają być zwiększone nakłady
na obronność – największe w historii, cały przemysł jest nastawiony na produkcję wojenną. Z tym że jest to tak naprawdę nadymanie się, ale to jest żałosne, bo tym większy będzie huk, jak to wszystko pęknie.

Ostatnio Rosja przerzuca migrantów na granicę z Finlandią. To już kolejny front wojny hybrydowej, który otworzył rosyjski satrapa Władimir Putin przeciwko Europie.

– Taka jest Rosja, która usiłuje destabilizować sytuację
na różnych kierunkach, ale to nic nowego. Cały czas wydarzenia hybrydowe dzieją się wokół wschodniej
i centralnej Europy, m.in. na granicy z Polską, a tym razem Putin próbuje nękać Finlandię, która jest zmuszona zamykać swoją wschodnią granicę z Rosją. Finowie mają okazję, żeby przekonać się, czym jest Rosja i jakie stanowi zagrożenie oraz czym jest zorganizowane działanie państwa rosyjskiego zmierzające do wywarcia wpływu.
To, że ten front wojny hybrydowej przenosi się bardziej na północ – z naszego punktu widzenia – to dobrze. Jak widać, uzupełnia się zagrożenie, jeśli chodzi o wschodnią flankę NATO – Rosji chodzi nie tylko o Polskę.

            Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl