logo
logo

Zdjęcie: https://ipn.gov.p/ Inne

Niestrudzenie głosiła prawdę o zbrodni wołyńskiej

Czwartek, 16 września 2021 (21:40)

Aktualizacja: Piątek, 17 września 2021 (09:36)

W Zamościu odbył się pogrzeb Janiny Kalinowskiej, przewodniczącej Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu, ocalałej z wołyńskiej rzezi.

Od lat była zaangażowana w głoszenie prawdy o ludobójstwie wołyńskim. Podejmowała działania upamiętniające jego ofiary, domagając się ekshumacji i pochówków. – Ja swoim rodzicom nie mogę nawet świeczki zapalić, bo nie wiem, gdzie są zakopani. Co to za sprawiedliwość, po śmierci wszyscy są równi. Chciałabym przynajmniej raz do roku pojechać i na grobie przy krzyżu zapalić znicze. Jestem chrześcijanką i takie mam pragnienie. Dla mnie to jest najdroższe – wykopanie tych kości i ułożenie ich w jakiejś skrzyneczce i postawienie w miejscu pochówku krzyża – mówiła kilka lat temu w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Jej rodzice i 2-letni brat zostali brutalnie zamordowani w kolonii Funduma podczas eksterminacji wsi przez nacjonalistów ukraińskich. Ona ocalała cudem, osłonięta ciałem przez swoją matkę, a potem ukryta przez sąsiada Ukraińca. – Wolałabym o tym nie mówić, to dla mnie za trudne – odpowiadała kilka lat temu pytana o te tragiczne przeżycia. Jako sierota trafiła po wojnie do Zamościa.

Współtworzyła Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu w 1992 r., będąc od 2002 r. jego przewodniczącą.

Stowarzyszenie, w którym działała, organizowało obchody, spotkania, wystawy, fundowało tablice pamiątkowe. Przy wsparciu ROPWiM Stowarzyszenie postawiło na Wołyniu ponad 30 krzyży w miejscach rzezi.
Janina Kalinowska, dopominając się o ekshumacje i godne pochówki ofiar ludobójstwa, ubolewała, że przez trzydzieści lat mimo różnych rządów nie widać właściwego otwarcia na postulaty rodzin ofiar ludobójstwa wołyńskiego i ich potomków, zwłaszcza jeżeli chodzi o pochówek ofiar. – Były różne rządy i nikt tej sprawy do końca nie załatwił, tylko były spolegliwe gesty wobec Ukraińców – podsumowywała smutno.

Zenon Baranowski

NaszDziennik.pl