logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Pewną drogą są żywa wiara i zdrowy rozum

Niedziela, 5 grudnia 2021 (13:59)

Z prof. dr. hab. Grzegorzem Kucharczykiem, historykiem z PAN, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Profesorze, do czego przyrównać projekt europejskiego wewnętrznego przewodnika „komunikacji inkluzywnej”, w którym proponuje się, żeby unikać określeń, które mogą urażać np. innowierców? Na liście słów czy określeń zakazanych znalazło się także Boże Narodzenie.

– W Związku Sowieckim już dawno rozwijano „komunikację inkluzywną”, dlatego zamiast Bożego Narodzenia były „święta zimowe”, a zamiast Świętego Mikołaja był Dziadek Mróz. Sowieckie tradycje „komunikacji inkluzywnej” – w tym zakresie, czyli walki z Bożym Narodzeniem – jak widać znajdują i dzisiaj „twórcze” rozwinięcie w pomysłach postępowych elit europejskich.

Wprawdzie po fali krytyki, m.in. z Watykanu, unijna komisarz ds. równości Helena Dalli poinformowała, że dokument nie został jeszcze ukończony i zostanie skorygowany, ale już sam fakt, że taki pomysł powstał, budzi niepokój. Skąd biorą się absurdalne, antychrześcijańskie gesty, propozycje?

– Istotą rzeczy jest właśnie to, że są to pomysły antychrześcijańskie. To znaczy jest projekt stworzenia nowych Europejczyków czy nowej Europy, co się określa czy ukrywa pod tzw. wartościami europejskimi. Jest to projekt z gruntu rewolucyjny, ponieważ ma wpisane w swoje DNA odcięcie się od korzeni chrześcijańskich, które od początku kształtowały oblicze Europy. Idąc tym tropem – skoro tak, skoro chce się stworzyć coś nowego – trzeba usunąć wszystko, co było, czyli wykorzenić chrześcijańskie znamiona kultury europejskiej. W przestrzeni ogólnej, publicznej jednym ze znamion, śladów chrześcijańskiej tożsamości są emblematy związane z Bożym Narodzeniem. Stąd też prowadzona z dużym nasileniem już od lat 90. ubiegłego stulecia walka z szopkami bożonarodzeniowymi – właściwie we wszystkich stolicach zachodnioeuropejskich – jest najlepszym tego dowodem. Oczywiście musi się tu pojawić argument tzw. wielokulturowości, bo przecież mamy w Europie przedstawicieli islamskiego pochodzenia, których w żaden sposób nie można drażnić. De facto chodzi przede wszystkim o dążenie do realizacji antychrześcijańskiej polityki.   

Czy określenie „Boże Narodzenie” może kogoś – niezależnie od tego, czy jest osobą wierzącą, czy nie – drażnić albo być stresujące – jak zauważa unijna komisarz?

– Jak widać, może. Powiem więcej – jest nawet bardzo stresujące. Sięgnijmy do historii zbawienia i przypomnijmy sobie ewangeliczny zapis dotyczący Trzech Króli – Mędrców ze Wschodu, którzy przybyli złożyć pokłon Panu Jezusowi. Pamiętamy, że kiedy przybyli najpierw do Jerozolimy, przynosząc wieść, że chcą oddać hołd nowo narodzonemu Królowi żydowskiemu, cała Jerozolima z Herodem struchlała. I ten element przerażenia jest obecny także dzisiaj wśród elit brukselskich, czy nawet szerzej – w Europie, bo świętowanie Bożego Narodzenia jest im nie na rękę. Dlatego też próbowano – i czyni się to nadal –  zredukować Boże Narodzenie wyłącznie do marketingu, do zwiększenia zysków w handlu prezentami, do korzystania z promocji przedświątecznych, czyniąc z tego nie środek, a cel. Tak czy inaczej, już sama nazwa „Boże Narodzenie” przeszkadza, niewygodne jest, że Ten, który narodził się w Betlejem, jest Bogiem. I ten fakt jest dla tych lewackich elit nie do zaakceptowania.

Jeśli wyrugujemy z naszej tradycji, ze sfery publicznej symbolikę bożonarodzeniową, czy w ogóle chrześcijaństwo i wszystkie wartości, jakie się z tym wiążą, to co nam zostanie?  

– Zostanie nam – jak mówił jeden z bohaterów komedii „Miś” Stanisława Barei – „nowa świecka tradycja”, czyli tzw. wartości europejskie czy święta zimowe. Zresztą ten trend jest obecny nie tylko w Europie, ale również za oceanem. Mianowicie jeśli polityk amerykański składa życzenia: „Merry Christmas!”, to według wojującej lewicy stawia się na poziomie państwa wyznaniowego. To jest – jak już wcześniej wspomniałem – „komunikacja inkluzywna” nawiązująca wprost do tradycji Rosji Sowieckiej. Dlatego żeby zrozumieć źródła i przyczyny tej dzisiejszej fali, należy sięgnąć wprost do pierwowzoru. Tak jak w epoce sowieckiej, tak i dzisiaj chodzi o realizację pewnego projektu rewolucyjnego. W tym rozumieniu każda obecność emblematów nawiązujących do tradycji chrześcijańskiej, przez wszystkich rewolucjonistów, była zwalczana. Tak jak za czasów rewolucji francuskiej niszczono przydrożne kapliczki i krzyże, tak jak robiono to w okresie komunizmu czy w czasach niemieckiej okupacji, np. w Wielkopolsce, podobnie robią to dzisiaj współcześni rewolucjoniści. Może nie czynią tego w sposób tak okrutny czy bezwzględny, jak robili to Sowieci czy narodowi socjaliści w Niemczech, ale cel jest ten sam – chodzi o wyrugowanie z przestrzeni publicznej elementów nawiązujących do chrześcijaństwa. Oczywiście to działanie ma też wydźwięk pedagogiczny, bo w ten sposób dzieci uczyły się, że był ktoś taki jak Jezus Chrystus, który był otoczony przez takie postacie jak Matka Boża czy św. Józef. Teraz zgodnie z forsowaną nową, lewacką ideologią to wszystko ma zniknąć. Tego ma nie być.   

Ale takich postępowych wichrzycieli mamy też w Polsce. Warszawski ratusz już od jakiegoś czasu walczy z tradycyjną, chrześcijańską symboliką Bożego Narodzenia. Na przykład w ubiegłym roku oficjalne kartki świąteczne zostały zupełnie pozbawione symboli religijnych bożonarodzeniowych, z kolei politycy Lewicy – w świątecznym spocie – epatowali błyskawicami tzw. strajku kobiet.

– To też nic nowego. Wszyscy pamiętamy budzący kontrowersje film – spot z 2014 roku promujący Polskę za granicą, który powstał na zamówienie ówczesnego kierownictwa Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie pokazano Giewont, ale bez krzyża, ponadto krzyż usunięto też z korony księcia Witolda. To jest dowód na to, że mamy szerszy projekt odchrystianizowania oblicza kulturowego Polski. Nie można więc wykluczyć, że niedługo ktoś zawnioskuje, żeby zlikwidować takie ordery państwowe, jak Krzyż Virtuti Militari czy Krzyż Zasługi. Pretekstem może być na przykład to, że krzyż nadaje pewne konfesyjne konotacje odznaczeniom, którymi mogą być przecież honorowane również osoby niewierzące. To, co teraz mówię, być może komuś wydaje się dzisiaj absurdem, ale za klika lat kto wie, czy tego typu pomysły się nie pojawią i będzie próba wcielenia ich w życie.

Jak możemy się przeciwstawić tej lewackiej fali?

– Idźmy tropem wyznaczonym przez wielkich pasterzy i mężów stanu Polski XX wieku. Mam na myśli św. Jana Pawła II i bł. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia, którzy wskazywali, że pewną drogą są żywa wiara i zdrowy rozum. Tylko to, tylko przywiązanie do wartości chrześcijańskich może nas uratować przed klęską, przed całkowitym upadkiem. Oczywiście nie wszystkich, ale na pewno tych, którzy się do tego przesłania odwołają i uczynią go własnym mottem w życiu.

Smutna konstatacja…

– Takie są fakty, taka rzeczywistość czeka wszystkich, którzy się nie ockną, nie skorygują swoich postaw i nie powrócą na drogę uznania, że Bóg jest Stwórcą i Panem życia, a my tylko przechodniami na tym świecie.

          Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl