logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Rolnicy będą protestować

Środa, 29 czerwca 2022 (02:03)

ROZMOWA z Janem Krzysztofem Ardanowskim, przewodniczącym Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP

 

Pod wpływem wojny na Ukrainie polityka energetyczna i klimatyczna wielu krajów uległa zmianie. Widoczne jest odchodzenie od niektórych zasad „Europejskiego zielonego ładu” – jak choćby w sprawie węgla. Dlaczego tylko w rolnictwie nie ma poluzowania zasad?

– To mnie bardzo dziwi, bo wojna na Ukrainie wywołała wstrząs w wielu obszarach, nie tylko w energetyce. W pierwszej kolejności zachwiała ona rynkiem żywności i doprowadziła do tego, że wiele krajów obawia się głodu. Poważne kraje widzą, że zostały wepchnięte przez Komisję Europejska w ślepy zaułek, i starają się odejść od jej pomysłów. To dobrze widać na przykładzie energii, gdzie Niemcy, Austria czy Holandia przywracają węgiel jako źródło produkcji energii. A przecież to Berlin był największym lobbystą odchodzenia od węgla na rzecz OZE i gazu. Żywność jest ważniejsza niż energia i żadnych poważnych ruchów nie widać. Bzdura, jaką jest „Europejski zielony ład”, a więc Green Deal – słusznie nazywany dzisiaj przez ludzi rozsądnych „Putin Deal” – jest ciągle realizowany. Komisarz Frans Timmermans – a także polski komisarz do spraw rolnictwa Janusz Wojciechowski – nie dokonują korekt EZŁ. Chociaż rolnicy i naukowcy udowadniali absurdalność i głupotę tych rozwiązań. Zamiast tego Komisja Europejska dalej w to brnie, coraz wyżej podnosząc poprzeczkę. To jest jakieś ideologiczne, zacietrzewienie, to skrajna lewicowa głupota. Gdzie tu jest zdrowy rozsądek?

Od kilku dni protestują rolnicy w Holandii. Walczą z planami zmniejszenia emisji związków azotu o 70 proc., gdyż to będzie musiało się wiązać z koniecznością ograniczenia lub zamknięcia hodowli.

– Holendrzy dobrze rozwinęli hodowlę, mają duże stada i restrykcje dotkną ich w pierwszej kolejności. Ale z czasem będzie to dotyczyło rolnictwa w całej UE. Krytykując EZŁ, wielokrotnie podnosiłem, że jest to fragment szerszej ideologii, która kwestionuje hodowlę zwierząt. Trwa teraz zbieranie podpisów pod inicjatywą unijną, która zabrania hodowli i wskazuje na mięso z laboratoriów jako rozwiązanie dla Europy. Czy komisarz do spraw rolnictwa potępił te pomysły publicznie? Dzisiaj wiemy, że ograniczane będą hodowla i uprawy. To jest diabelski plan niszczenia Europy pod szczytnymi hasłami ochrony środowiska i zrównoważonego rozwoju. Nie bez znaczenia jest informacja, że tzw. organizacje ekologiczne, które mają swobodny dostęp do Komisji Europejskiej i – jak widać – skutecznie wywierają na nią wpływ, były finansowane przez prezydenta Władimira Putina. Jego żądania były jasne: zniszczyć gospodarki krajów UE. Dlatego określanie EZŁ jako „Putin Deal” jest jak najbardziej trafne. Głosu rolników w debacie publicznej się nie słyszy. Jego tak naprawdę nie ma, bo rolnicy ciężko pracują. Jedyną ich formą wyrażenia sprzeciwu są protesty i tych w Europie będzie coraz więcej. Za to wyjątkowo głośno są nieroby w garniturach – ludzie, którzy uczciwie nie przepracowali ani jednego dnia i nigdy nikogo nie zatrudnili. Żyją oni na publicznych etatach lub z grantów. Dzisiaj zieloni marksiści, ludzie niespełna rozumu lub cyniczni gracze świadomie niszczący gospodarkę Europy, są chętniej słuchani niż rolnicy. Myślę, że protestów w obronie rolnictwa będzie coraz więcej.

Polscy rolnicy podnoszą, że drogie paliwo sprawia, że prace polowe są coraz mniej opłacalne. To realny problem?

– Paliwo, opał, prąd czy gaz – ich ceny wzrosły kilkakrotnie. To wszystko uderza w gospodarstwa. Rolnicy zużywają energię nie dla swojej przyjemności, ale w procesie wytwarzania żywności. Rolnicy liczyli na to, że skoro koszty produkcji wzrastają, to i wpływy, które otrzymują z jej sprzedaży, również będą większe. Niestety tak nie jest. W cenie finalnej, a więc tej, którą widzimy na paragonie, udział rolnika jest minimalny. Podmioty, które zajmują się przetwarzaniem żywności, a także handlem, one podnoszą ceny, bo ich koszty wzrastają. Nic nie rekompensuje rolnikowi wzrostów cen środków produkcji.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

AB

Nasz Dziennik