logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Strzał w stopę Putina

Czwartek, 30 czerwca 2022 (21:04)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia
Mariusz Kamieniecki

Jak można podsumować zakończony dziś szczyt NATO w Madrycie, co jego ustalenia oznaczają dla Europy, dla Polski, i czy był
to rzeczywiście szczyt przełomowy?

– Należy podkreślić, że Polska była w centrum tego szczytu, bo informacja o dodatkowych wojskach, które
do nas trafią, jest zaprzeczeniem całej propagandy totalnej opozycji, a zwłaszcza polityków Platformy,
że Polska jest na świecie izolowana politycznie, gospodarczo i militarnie. Stajemy się państwem, które odgrywa kluczową rolę także wobec konfliktu Rosja
– Ukraina, i Stany Zjednoczone to zauważyły. Dlatego uważam, że cele, jakie zakładała sobie polska delegacja
– prezydent Andrzej Duda – na ten szczyt, zostały osiągnięte. Jest to zatem dobra wiadomość z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski, a także dla bezpieczeństwa Europy. Polska się liczy w gronie państw
– członków NATO, stajemy się graczem, ponieważ jesteśmy wiarygodni, ponieważ wykładamy duże pieniądze
na obronność. Jesteśmy jednym z największych inwestorów w obszarze bezpieczeństwa i budowy własnych sił zbrojnych. Nakłady, jakie Polska przeznacza na wzmocnienie swojego potencjału obronnego, również zostały dostrzeżone. Ponadto budowa muru na granicy
z Białorusią, na granicy Unii Europejskiej i NATO także miała istotne znaczenie w postrzeganiu Polski. Poszerzenie NATO o Finlandię i Szwecję oraz ustępstwa Turcji, która
nie chciała się zgodzić, także pokazują, że Polska w tej strukturze jest i będzie ważnym graczem. Na Zachodzie jest też świadomość, że nasza postawa wobec konfliktu
na Ukrainie jest istotna, że Polska pokazała serce
i ogromne wsparcie dla Ukrainy. Co więcej, w wielu kwestiach z tym związanych jesteśmy liderem.       

Prezydent Andrzej Duda, podsumowując szczyt, stwierdził, że wszystkie polskie oczekiwania zostały spełnione, ale Donald Tusk jest niezadowolony. Uważa, że decyzje, które zapadły w Madrycie, nie zwiększają
w sposób jednoznaczny polskiego bezpieczeństwa, a nasze członkostwo
w NATO nie jest podmiotowe, a cele mało ambitne?

– Merytoryczny poziom Donalda Tuska chyba najlepiej oddaje postawa tego polityka przy okazji budowy bariery na polsko-białoruskiej granicy, czemu – jak wiemy – był przeciwny. Wygląda, że chodziło mu nie o bezpieczeństwo Polski, ale o realizację scenariusza Putina. Tusk, który stoi za tym scenariuszem, owszem, próbuje się tego wypierać, ale ostatnio został wyśmiany przez studentów we Wrocławiu, kiedy mówił, że jako szef Rady Europejskiej był politykiem niezależnym, oraz za to, że zapomniał, co mówił jeszcze kilka miesięcy temu. Donald Tusk cały czas uczestniczy w scenariuszu Putina, on sam i jego formacja
– Platforma. Co jest bardzo istotne, byli przeciwni budowie tej zapory, wręcz ją wyśmiewali, tymczasem to był pierwszy akord działań Putina, który z Łukaszenką, wysyłając nielegalnych imigrantów ekonomicznych z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, chciał zdestabilizować sytuację w Polsce i Europie. Kiedy zaś zapadła decyzja
o budowie tej zapory, to Tusk cały czas podważał sens całej tej inwestycji. Zresztą wciąż stara się osłabić pozycję Polski i nawet obiektywnie największe sukcesy próbuje przedstawiać Polakom jak porażki, ale ludzie już wiedzą, że jest fałszywy. Używam ostrego określenia, ale to jest fakt. Nawet w sondażach widać, że ludzie tracą do niego zaufanie. Wygląda na to, że Polacy są coraz bardziej świadomi, że Zjednoczona Prawica działa na rzecz Polski, stara się – mimo kryzysu – robić, co tylko można. Niestety, mamy różnych przeciwników na Zachodzie czy w Polsce, którymi zawiaduje nie kto inny, jak Donald Tusk, który nie chce silnej Polski, ale marzy jedynie o powrocie do władzy, aby później razem z Scholzem i Macronem uczestniczyć
w budowie superpaństwa europejskiego.

Jaki sygnał wysyła NATO wobec Putina, który chyba się nie spodziewał jedności NATO oraz zaproszenia do członkostwa Finlandii i Szwecji? Pozostaje mu zatem prężyć muskuły i straszyć, że jeśli te dwa państwa skandynawskie dołączą do NATO, będzie to wymagało odpowiedzi…

– W mojej ocenie dni Putina są policzone – mianowicie jego pozycja słabnie, a słowa, jakie wypowiada, nie mają już takiego rażenia jak dawniej. Co więcej, Finlandia
i Szwecja, które uważał za swoją strefę wpływów,
wyraźnie stwierdziły, że chcą członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim. Wobec powyższego rezygnują
z układów z Putinem, bo ważniejsze jest bezpieczeństwo krajów i obywateli. NATO wyraziło zgodę, nawet Turcja, która była przeciwna, dołączyła do innych, co jest manifestacją jedności całego Sojuszu. W tej sytuacji Putin jest coraz bardziej osamotniony – oczywiście ma jeszcze siłę i tego bym nie lekceważył.

Z czego wynika siła Putina?

– Myślę, że wynika z wpływów i haków, które wciąż ma
na liderów zachodniej Europy – Macrona, Scholza wcześniej Merkel. Ci przywódcy, którzy tak chętnie
karcili Polskę, boją się Putina, co widać gołym okiem.
To powoduje, że Putin wciąż jeszcze ma siłę rażenia. Natomiast poszerzenie NATO to jest absolutnie strzał
w stopę Putina i jego poważne osłabienie.

Prezydent Wołodymyr Zełenski, występując przed szefami państw NATO, powiedział wprost, że Putin chce zniewolić państwa, które kiedyś były w rosyjskiej strefie wpływów, więc albo dzisiaj Sojusz wesprze Ukrainę i pomoże jej zwyciężyć, albo
w drugiej kolejności Rosja wypowie
wojnę NATO. Czy Rosja, która nie ma odpowiedniego potencjału, żeby pokonać Ukrainę, jest czy będzie w stanie zmierzyć się z NATO?
 

– Osłabiony, bo osłabiony, ale potencjał Rosja wciąż jeszcze ma i dysponuje pewną siłą rażenia. Prezydent Zełenski, wypowiadając się w tej kwestii, dobrze wie,
co mówi. Dlatego uważam, że nie należy lekceważyć Putina, natomiast takie akcje, jak poszerzenie NATO
o nowych członków, odcinanie Putina od banków, od kontaktu ze światem, z całą pewnością są osłabieniem reżimu rosyjskiego. Mam nadzieję, że sytuacja, aby jeszcze bardziej osłabiać Rosję będzie dojrzewała także
w samej Unii Europejskiej. Stany Zjednoczone przeznaczają kolosalne pieniądze na pomoc i wsparcie
dla Ukrainy. Boris Johnson, premier Wielkiej Brytanii,
a więc państwa spoza Unii, jest na drugim miejscu, jeśli chodzi o pomoc Ukrainie, a dopiero na trzecim miejscu
jest Unia Europejska. Owszem w tej chwili trwa przygotowywanie pakietu pomocowego – finansowego
dla Ukrainy w kwocie ok. 9,4 mld euro, który ma być gotowy na jesieni. I to jest pozytywny sygnał, oby tylko Unia w tym zapale nie osłabła i nie dała się nabrać
na gierki czy zachęty Putina.

Takie zagrożenie jest realne?    

– Obawiam się, że Putin poprzez swoich zauszników
w instytucjach unijnych, poprzez różne zabiegi może opóźniać – do granic możliwości – reakcję Unii Europejskiej. Mam jednak nadzieję, że przykład Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz to, co w tych dniach zadziało się w Sojuszu Północnoatlantyckim w dużej mierze dzięki postawie Waszyngtonu, będzie obierane w czyny
i będzie działało na niekorzyść Putina. Unia też będzie się musiała włączyć w cały szereg jawnych działań antyputinowskich.

Szczyt pokazał też, że Stany Zjednoczone, które w pierwszej fazie prezydentury Bidena chciały odpuścić Europę i dać wolną rękę Niemcom, a skoncentrować się na rywalizacji z Chinami, teraz wracają do Europy, która jest dla nich ważna.

– Dobrze, że mamy pozytywny zwrot Joe Bidena i jego administracji w stronę Europy, i zainteresowanie się tym, co się dzieje na Ukrainie. Duża w tym wszystkim jest zasługa diaspory ukraińskiej w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, która myśli o swojej ojczyźnie i dopinguje Zachód do wsparcia dla Ukrainy. Tak czy inaczej postawę prezydent Bidena – w tej kwestii – należy ocenić bardzo pozytywnie. Choć dla mnie niezrozumiałe jest podejście prezydenta do wyroku Sądu Najwyższego, który przywraca poszczególnym stanom możliwość samodzielnego podejmowania decyzji w zakresie ochrony życia ludzkiego w sprawie aborcji. Widać, że pod wpływem lewicy będzie on zabiegał, aby w Stanach Zjednoczonych na nowo wprowadzone zostało prawo pozwalające na aborcję
na życzenie. Jest to oczywiście osobny temat, natomiast jeśli chodzi o decyzje Bidena w sprawie wsparcia Ukrainy, utworzenia stałej kwatery głównej V Korpusu Armii Stanów Zjednoczonych i stałej amerykańskiej obecności w Polsce, to należy przyjąć je z satysfakcją. Widać, że Ameryka jest dzisiaj pierwszą siłą gospodarczą, pierwszą siłą militarną, odgrywa wiodącą rolę w NATO, chce też odgrywać pierwszoplanową rolę w osłabianiu reżimu Putina.      

Czy i jak zdecydowana postawa Stanów Zjednoczonych może podziałać na Niemcy
i Francję, które wciąż chyba są prorosyjskie?

– Uważam, że postawa Stanów Zjednoczonych na pewno zadziała mobilizująco. Gospodarka niemiecka jest silna, ale gospodarka amerykańska jest jeszcze silniejsza, a relacje gospodarcze też mają wpływ na to, jak kto się zachowuje. Jeśli więc Niemcy będą się ociągać z jasną klarowną pomocą dla Ukrainy, to stracą bardzo dużo na arenie międzynarodowej – już stracili, o czym piszą media niemieckie, i bardzo dobrze. Natomiast Bidenowi chyba jest bliżej do chadecji niemieckiej, chadecji bawarskiej niż do socjalistów niemieckich i do Olafa Scholza. Rozgrywka w Niemczech wygląda tak, że Scholz ma coraz większe kłopoty, i nie można wykluczyć, że jego rządy skończą się upadkiem.

Prestiż Niemiec w NATO też słabnie,
o czym świadczy fakt, że kiedyś dowództwo amerykańskie było w Niemczech, a teraz stała kwatera główna V Korpusu Armii Stanów Zjednoczonych będzie w Polsce?

– To jest bardzo jednoznaczny sygnał dla świata, że Amerykanie wciąż są mocarstwem, że nasz kurs na sojusz ze Stanami Zjednoczonymi był właściwy. Jest to też bardzo ważny sygnał dla nas, Polaków. To jest duża sprawa
i trzymajmy kciuki, żeby ten kurs został utrzymany. Myślę, że prezydent Joe Biden będzie też zadowolony z postawy polskich żołnierzy i tego, co Polska dzisiaj proponuje na arenie międzynarodowej. Nie wolno zapominać o wadze koncepcji Trójmorza, w której nie ma Niemców.
To wszystko pokazuje, że architektura sił, która jest przebudowywana, odbywa się w dużej mierze dzięki Polsce. Jeśli chodzi o Grupę Wyszehradzką, ale też
o Sojusz Północnoatlantycki, to Polska odgrywa
tu dużą rolę.

              Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl