logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Bruksela wspiera opozycję

Środa, 6 lipca 2022 (02:03)

Aktualizacja: Środa, 6 lipca 2022 (09:11)

ROZMOWA / z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

W ubiegłym tygodniu zakończyły się negocjacje z Komisją Europejską w sprawie Umowy Partnerstwa, ale niestety Bruksela nie chce zmniejszyć wkładu własnego samorządów w przypadku ubiegania się
o środki unijne…

– 76 mld zł z budżetu Unii Europejskiej w latach 2021-
-2027 to ważna kwota do wykorzystania. Jako Polska do końca br. musimy przedstawić 23 programy operacyjne, które będą podstawą do wdrażania. W przypadku samorządów jest nieprzejednane stanowisko Brukseli
i zobaczymy, co dalej, bo dyskusja wciąż trwa. Nie umiem powiedzieć, czy i na ile będzie powrót do tematu
w oficjalnej części dyskusji między stroną rządową a Unią, ale stanowisko Komisji Europejskiej jest takie, a nie inne.

Tylko że zwłaszcza mniejsze miejscowości
– te, które nie mają wysokich budżetów,
nie mogą sięgać po środki europejskie.

– To jest problem, dlatego przydałaby się rewizja podejścia, a co za tym idzie – większa samodzielność państw w rozmowach z Unią Europejską. Właśnie państwa mają większy przegląd i widzą stan posiadania zarówno samorządów bardzo bogatych, jak i tych o mniejszych budżetach. Unia jest jednak bardzo oporna i działo wolno. Kiedy zgłaszamy, żeby z różnych pozycji budżetowych przesunąć środki na pomoc Ukrainie, na uchodźców wojennych z Ukrainy albo żeby wykorzystać środki, które leżą na koncie, bo pożyczki w ramach KPO są nieużywane, ponieważ kraje boją się zaciągnąć pożyczki, dlatego wolą wziąć granty, to w odpowiedzi słyszymy, że nie można manipulować przy wieloletnich ramach finansowych,
nie można ruszać KPO. Natomiast jeśli są nowe wydatki,
to trzeba szukać nowych pieniędzy.

O czym świadczy takie nieprzejednane stanowisko?

– Dowodzi to, że Unia jest mało elastyczna – i podkreślają to wszystkie grupy zasiadające w Parlamencie Europejskim – Unia jest mało reaktywna, czyli słabo i wolno reaguje
na problemy. Być może też grupy interesów nie pozwalają przesunąć środków na rozwiązywanie bieżących problemów. Wiemy o tym dobrze, że zanim Unia wyda jakieś środki, to firmy mają już przygotowane produkty, które trzeba sprzedać i państwa są wręcz przymuszane, aby sięgały po nie, aby osiągnąć wskaźniki związane
z emisją CO2. Tak funkcjonuje Unia, która jest daleka
od zwykłych ludzi. To wielki problem UE, ale prędzej
czy później to się zemści.

Co dalej ze środkami z KPO dla Polski?

– Tu jest ewidentny szantaż ze strony Brukseli, bo nie ma żadnych racjonalnych powodów, dla których Polska miałaby tych – należnych nam pieniędzy – nie otrzymać. Věra Jourová, mówiąc, że nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, która wejdzie w życie 15 lipca, nie spełnia kamieni milowych, więc KE nie wypłaci pieniędzy – wyszła przed szereg. Wciąż nie wiemy, czy jest to oficjalne stanowisko KE, czy Jourová coś powiedziała sama
od siebie. Dyskusja więc trwa. Wydaje się, że premier Mateusz Morawiecki, podpisując umowę partnerstwa, nie chciał robić kolejnych punktów sporu, aby wieloletnie ramy finansowe na lata 2021-2027, Fundusz Spójności mogły zacząć działać. Teraz przyjdzie czas na nasze zdecydowane stanowiska. Nie jest tak, że Polska nie ma atutów w ręku
i nie może po partnersku prowadzić dialogu z Unią. Nie ma zatem żadnych wątpliwości, że zarówno kamienie milowe, ich interpretacja i używanie przeciwko Polsce ma związek
z pompowaniem tlenu do płuc obumierającej, bezprogramowej, bezideowej opozycji w Polsce.

Skoro KE nie chce wypłacić należnych nam pieniędzy, to może powinniśmy przemyśleć jak najszybsze wycofanie się z żyrowania tej pożyczki?

– Taka możliwość istnieje. Pytałem o to wysokich urzędników unijnych i każdy potwierdził taką możliwość. Natomiast powiedziano mi też, że nikt w Unii nie wyobraża sobie, żeby Polska pieniędzy w ramach KPO nie otrzymała.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

AB

Nasz Dziennik