logo
logo

II Niedziela adwentu

Zdjęcie: Phil Whitehouse/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Ewangelia

Niedziela, 5 grudnia 2021 (11:54)

Aktualizacja: Niedziela, 5 grudnia 2021 (12:05)

Łk 3,1-6

Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i Trachonitydy, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni.

Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina zostanie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! i wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże”.


 

Rozważanie

Sens pustyni

Pamiętam z dzieciństwa zabawę polegająca na tym, że na gwoździach wbitych w deskę rozciągało się druty, odpowiednio je napinało i brzdąkając na tak zaaranżowanym „instrumencie” wydobywało się zeń dźwięki. Muzyka to raczej nie była, choć od biedy można było sklecić nawet jakiś akord. Brzmiał pusto i płasko. Dopiero po latach udało się kupić pierwszą gitarę. Sześć strun, choć przeciętnej jakości, wydawało zupełnie inny dźwięk. Dlaczego? Było pudło rezonansowe. Pusta przestrzeń, zamknięta w określony kształt, ograniczona specjalnie przygotowanym do tego celu drewnianym pudłem, wzmacniała drgania metalowych drucików. Nadawała im głębię, piękno, barwę, lokowała w strukturze harmonicznej dźwięków…

Żyjemy w świecie, gdzie panuje permanentny hałas. Słowo stało się towarem. Wzmocnione wykrzyknikiem generującym emocje coraz mniej dziś już znaczy. Nie ma w sobie mocy poruszania umysłów i sumień, ponieważ skutecznie udało się nam na nie uodpornić. Ogłuszeni nadmiarem słów pustych, nic nieznaczących, wypowiadanych bezładnie, nie potrafimy już słuchać siebie nawzajem. Pana Boga także. A może przede wszystkim Jego. Dlatego potrzebujemy ciszy.

Adwentowe zaproszenie do wyjścia na pustynię to egzystencjalna konieczność. Nie ma szans na odnalezienie Jezusa w wydarzeniu betlejemskiego cudu, jeśli człowiek najpierw nie odnajdzie siebie – nie usłyszy swoich tęsknot, pragnień, wewnętrznego wołania. Życie w ciągłym biegu to jak brzdąkanie na napiętych do granic możliwości drutach rozciągniętych na płaskiej desce. Dźwięk umiera zanim zdoła unieść się wyżej. Cisza może go wzmocnić, pomóc zrozumieć sens życia, wiary, miłości… Problem w tym, że uciekamy od niej. Boimy się jej! Okazuje się bowiem, że kiedy przychodzi, nagle dają się słyszeć głosy, które budzą sumienie, generują wewnętrzny niepokój, nawet ból. Skuteczny na co dzień pancerz obojętności, chroniący przed prawdą, zaczyna pękać, odsłaniając wstydliwe dotąd skrywane rany, obnażając słabość. Pustynia ma swoje prawa. Na pustyni „słychać dzikie głosy”, jak pisze psalmista, wychodzi na jaw prawda o nas.

Prawda czasem boli. Ale tylko ona wyzwala.

Ks. Paweł Siedlanowski

NaszDziennik.pl