logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: fot. Vatican Media/ Inne

Włochy: Przyszły święty Pier Giorgio Frassati dążył „ku wyżynom”

Sobota, 19 lipca 2025 (18:19)

Aktualizacja: Sobota, 19 lipca 2025 (18:52)

Zaplanowana na 7 września kanonizacja bł. Piera Giorgia Frassatiego stała się okazją do odkrycia na nowo jego wielkiej pasji do gór, a zarazem głębokiej duchowości, wyrażającej się w jego powiedzeniu „Verso l’alto”
– ku wyżynom. Było to jego motto życiowe.

Pier Giorgio Frassatti należał do Włoskiego Klubu Alpinistycznego i nie stronił od trudnych wypraw, wymagających wyższych umiejętności.

Przypomniał o tym m.in. współczesny włoski alpinista Edoardo Ricci, który uważa, że modlitwa do przyszłego świętego ocaliła mu kiedyś życie. „Myślę, że to on mnie uratował podczas spadającej lawiny, i przeżyłem to bez żadnych obrażeń” – wskazał Ricci w rozmowie
z amerykańskim portalem katolickim NCR.

Podczas gdy papieże zachęcają młodych ludzi,
aby podążali za Frassatim ku szczytom świętości,
Ricci radzi współczesnym wspinaczom, aby przed próbą dosłownego pójścia w jego ślady skonsultowali się
z uprawnionym przewodnikiem alpejskim.

Jedną z najtrudniejszych wspinaczek Frassatiego było wejście na szczyt Grivola (ok. 4000 m n.p.m.) w Parku Narodowym Gran Paradiso we włoskich Alpach. „Trudność polega nie na technice, ale na tym, że skała nie jest tam zbyt stabilna” – wyjaśnił alpinista. Zaznaczył, że po udanej dwudniowej wspinaczce na zdjęciu zrobionym na szczycie przyszły święty triumfalnie napisał po łacinie: „Grivola
victa est” (Grivola została zdobyta). W liście z 1923 roku Frassati pisał: „Każdego dnia coraz bardziej zakochuję
się w górach. Gdyby moje studia mi na to pozwoliły, spędzałbym całe dnie na ich zboczach, kontemplując
w tym czystym powietrzu wielkość Stwórcy”.

Innym wymagającym wejściem było zdobycie szczytu Grand Tournalin (3380 m) w Dolinie Aosty. Frassati wchodził na niego z przewodnikiem przez dwa dni, zatrzymując się w schroniskach. Ze szczytu rozpościera się widok na szczyty Matterhorn i Monte Rosa. „To była dość złożona wspinaczka, ale panorama  jest  wspaniała”
– wspominał własne wejście Ricci.

Choć bł. Pier Giorgio Frassati marzył o zdobyciu Matterhornu, jego ojciec mu tego zabronił, uważając to
za zbyt niebezpieczne. Ricci wyjaśnił, że młody człowiek „prosił też ojca o pozwolenie na wejście na Mont Blanc, najwyższy szczyt Europy, ale tego również nie uzyskał”.

Frassati zdobył jednak Château des Dames (3487 m)
w regionie Valtournenche w Dolinie Aosty. „Niektóre odcinki trasy były bardzo trudne, a Frassati otrzymał pochwałę od przewodnika za pomyślne ukończenie wspinaczki” – zaakcentował rozmówca NCR. Zwrócił uwagę, iż bliżej swego domu Pier Giorgio często wspinał się na Monte Mucrone (2335 m), który był widoczny z okna jego pokoju w Pollone, gdzie mieszkali jego dziadkowie.
Na drzwiach swojego pokoju napisał kiedyś: „Góry, góry, góry, kocham was”. W 1920 roku Frassati opisywał w liście, jak uczestniczył w Mszy Świętej odprawianej na szczycie Monte Mucrone.

Frassati był też zapalonym narciarzem. Często jeździł
w Dolinie Susy (Val di Susa) niedaleko Turynu, gdzie dziś mieszczą się takie ośrodki narciarskie, jak Sestriere
i Cesana. „W tamtym czasie nie było jeszcze wyciągów, musiał więc wejść z nartami na górę i zjechać w dół.
Jego pasją była góra w każdej postaci” – dodał Ricci.

Na kilka tygodni przed śmiercią Pier Giorgio wspinał się jeszcze w Dolinie Lanzo na pograniczu Francji i Włoch, trudną trasą, którą ukończył z przyjaciółmi. Na zdjęciu zrobionym podczas wspinaczki napisał swoje życiowe motto: „Verso l’alto”.

Ale nie wszystkie jego wyprawy w góry były związane
z linami i czekanami. Niektóre miały wymiar pielgrzymkowy. Za każdym razem, gdy odwiedzał dziadków w Pollone, pokonywał stromą, 10-kilometrową trasę do sanktuarium w Oropie, gdzie czczona jest Czarna Madonna z Oropy – ciemna drewniana figura Maryi. W liście z 1925 roku napisał: „Jutro, jak zawsze gdy opuszczam Pollone, pójdę do Oropy modlić się w Świętym Sanktuarium.
Będę o tobie pamiętał u stóp brązowej Madonny”.

Christine Wohar, prezes Frassati USA – organizacji apostolskiej z Nashville promującej jego duchowość
– przypomniała jeden z jego pomysłowych sposobów porannego wstawania na pielgrzymki: „Musiał bardzo wcześnie wstawać, więc wymyślił własny »budzik«: sznurek przywiązany do nadgarstka lub stolika nocnego, spuszczony przez okno, który ogrodnik mógł pociągnąć,
by go obudzić, nie budząc reszty domu”.

Katoliccy pielgrzymi mogą dziś przejść „Szlakiem Frassatiego” z sanktuarium w Oropie na Monte Mucrone. Dla tych, którzy chcą większego wyzwania, trasa prowadzi aż na szczyt góry ponad sanktuarium.

Przed beatyfikacją Frassatiego w maju 1990 roku św. Jan Paweł II odwiedził Oropę 16 lipca 1989 roku i zachęcił młodych ludzi do naśladowania jego przykładu:
„Od wieków pielgrzymi przekraczają góry, by czcić
Matkę Bożą i znaleźć w tym sanktuarium miejsce pokoju
i medytacji. Drodzy młodzi, odkryjcie, tak jak Pier Giorgio, drogę do sanktuarium i wyruszcie w duchową podróż, która pod przewodnictwem Maryi przybliży was
do Chrystusa”.

„Zdobywanie szczytów nie było jedynym wyzwaniem przyszłego świętego, a jego droga do świętości pełna była krzyży” – przypomniał ks. Luca Bertarelli, proboszcz
z Pollone. Pierwszym z nich była relacja z rodziną, która nie rozumiała jego pobożności i prostoty życia. „Był bardzo inny od nich. Czuł to niezrozumienie, co było dla niego wielkim trudem” – wspomniał proboszcz. Zwrócił uwagę,
iż Frassati mierzył się też z trudnościami akademickimi: studiował inżynierię górniczą na Politechnice Królewskiej
w Turynie – bardzo wymagający kierunek.

„Był bardzo inteligentny, ale nawet modlitwa nie przychodziła mu łatwo. Był człowiekiem wielkiej wiary,
ale w niektórych listach pisał, że modlitwa była dla
niego bardzo trudna. I to jest znak wielkiej głębi i walki duchowej. Mawiał wówczas, że »Bóg jest tą wysokością,
do której chcesz się wspiąć«” – wskazał ks. Luca Bertarelli.

AB, KAI

NaszDziennik.pl