logo
logo

Zdjęcie: M. Borawski/ Nasz Dziennik

Maryja Wniebowzięta czeka na nas w niebie

Środa, 17 sierpnia 2022 (15:22)

Aktualizacja: Środa, 17 sierpnia 2022 (16:24)

Homilia wygłoszona przez ks. bp. prof. dr. hab. Ignacego Deca podczas Mszy św. odpustowej w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Nowej Wsi dnia 15 sierpnia br.:   

Najczcigodniejszy księże kanoniku Janie, kustoszu tej maryjnej świątyni!

Czcigodni księża obecni w koncelebrze i słuchający spowiedzi!

Drogie siostry zakonne!

Drodzy goście dzisiejszej uroczystości, szczególnie nasi kolarze, weterani!

Czcigodni pielgrzymi, przybyli z bliska i z daleka, bracia i siostry w Chrystusie!

Dzisiejsza homilia będzie miała trzy części. W pierwszej – w oparciu o czytania biblijne – przybliżymy sobie tajemnicę wniebowzięcia Maryi. W drugiej części wskażemy na powiązanie dzisiejszej uroczystości wniebowzięcia Maryi z Cudem nad Wisłą i w trzeciej części powiemy o potrzebie pogłębienia naszej duchowej więzi ze św. Andrzejem Bobolą, który oprócz Maryi, św. Wojciecha i św. Stanisława jest patronem Polski.

 

1. Maryja Wniebowzięta w czytaniach mszalnych,
w tradycji i nauce Kościoła

Lektura biblijna dzisiejszej uroczystości Wniebowzięcia NMP zaczyna się od zdania z Księgi Apokalipsy: „Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się
w Jego świątyni” (Ap 11,19a). Następnie apostoł Jan kreśli nam wizję pięknej Niewiasty, wywyższonej w chwale niebios: „Potem ukazał się wielki znak na niebie. Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Ten właśnie uczeń Chrystusa, który w życiu ziemskim był tak blisko Matki Jezusa, który był świadkiem Jezusowej śmierci, właśnie on nam przekazał wizję wywyższonej w niebie Niewiasty, Matki Chrystusa. Wierzymy mu, wszak on w godzinie męki i śmierci Chrystusa nie przestraszył się. Stał pod krzyżem, wspierał bolejącą Matkę, a potem – zgodnie ze wskazaniem Pana – wziął Ją do siebie, roztoczył nad Nią synowską opiekę. Gdy dobiegło końca Jej życie, gdy Maryja zasnęła dla tej ziemi, dane mu było ujrzeć Matkę Chrystusa uwielbioną w niebie. I tę właśnie radosną wieść o chwale Maryi nam przekazał. I my dzisiaj tu cieszymy się tym wywyższeniem Maryi i radośnie śpiewamy: „Stoi Królowa po Twojej prawicy” (Ps 45,10b).

Siostry i bracia, na uwielbienie niebieskie Maryi wskazuje także czytany dziś tekst św. Pawła Apostoła z Listu do Koryntian: „I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci,
co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia” (1 Kor 15,22-23). Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Maryja, która najpełniej należała do Chrystusa, stała się pierwszym uczestnikiem Pańskiego zmartwychwstania. Inni będą czekać na pełnię chwały do końca czasów, aż „wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu, i gdy pokona wszelkie królestwo oraz wszelką zwierzchność, władzę i moc” (1 Kor 15,24). Jest zatem przed nami wielka perspektywa życia, które nigdy nie zgaśnie.

Siostry i bracia, można przeto powiedzieć, że Maryja w rodzinie ludzkiej jest najdoskonalszym i najpiękniejszym, najpełniejszym duchowo człowiekiem. Jest najdojrzalszym, najdorodniejszym owocem naszej ziemi. Uświadamiamy to sobie w środku lata, gdy już zbieramy owoce na naszych polach i w naszych sadach. Trzymając dziś w dłoniach przyniesione ziele, wiązankę nowych zbóż i owoców, wychwalamy Maryję, jako najpiękniejszy owoc naszej ziemi. Piękniejszego owocu nasza ziemia, cały rodzaj ludzki już nie wyda. Stąd nasza ogromna cześć i miłość do naszej Królowej Wniebowziętej.

           

2. Związek Maryi z Cudem nad Wisłą

Dowódca armii bolszewickiej generał Michaił Tuchaczewski wydał rozkaz swoim żołnierzom następującej treści: „We krwi rozgromionej armii polskiej utopicie przestępczy rząd Piłsudskiego [...] Na zachodzie decydują się losy światowej rewolucji. Przez trupa białej Polski przechodzi droga do światowego pożaru”.

Na progu naszej odzyskanej niepodległości zawisło nad nami wielkie niebezpieczeństwo ze strony bolszewizmu.  Armia bolszewicka była liczniejsza, silniejsza, lepiej uzbrojona i był potrzebny cud, żeby ją pokonać. I cud się stał, został wymodlony. Tacy kiepscy dziennikarze
i powierzchowni historycy tłumaczyli to zdolnością
i umiejętnościami naszych dowódców, na czele
z Piłsudskim. Inni mówili, że to był zbieg przypadków. A my, nie pomniejszając wkładu naszych przywódców i waleczności naszych żołnierzy, mówimy, w oparciu o dokumenty historyczne, że to był prawdziwy cud, bo wszystko wskazywało na to, że nie zatrzymamy tej nawałnicy, która wyruszyła ze Wschodu i chciała dojść do Atlantyku. Rewolucja wrzała w całej Europie, w wielu ośrodkach były już ruchy wolnościowe i ateistyczne, bo bolszewizm w swoim programie miał walkę z Bogiem w myśl dewizy ich mistrza i założyciela, Karola Marksa, że „religia jest opium dla ludu” i trzeba ją wytępić, trzeba ją wyrzucić z życia społecznego. Dlatego w programach systemów totalitarnych była walka z religią.

             Moi drodzy, przypomnijmy, że Episkopat Polski w lipcu 1920 roku wysłał trzy listy. Pierwszy był do Papieża Benedykta XV i wskazywał na wielkie zagrożenie ze strony bolszewizmu nie tylko dla Polski, ale także Europy. Drugi list był napisany do Narodu Polskiego, żeby się zjednoczył, żeby zapomnieć o sprawach partyjnych, o sprawach osobistych, a stanąć z modlitwą i bronią, by bronić niepodległości Ojczyzny. Był też napisany list do wszystkich katolickich biskupów świata. Te trzy listy są bardzo piękne, godne lektury i można do nich dotrzeć w internecie.

27 lipca 1920 roku biskupi, będąc na Jasnej Górze i widząc, że wojska bolszewickie zbliżają się już do Bugu, oddali wtedy cały naród Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i także ponowili oddanie się Maryi. Przypomnieli, że Ona jest nie tylko Matką Kościoła, ale jest szczególną Matką tej cząstki Kościoła, jaką jest polski Naród, jest Królową Polski.

Moi drodzy, ten czas przed stu dwoma laty był bardzo gorący w Polsce. W owym roku święto Wniebowzięcia Matki Bożej wypadło w niedzielę. To był czas wielkiej narodowej modlitwy, to była Nowenna, która trwała już od 6 sierpnia, od święta Przemienienia Pańskiego. W kościołach warszawskich każdego dnia były adoracje, a potem procesje z katedry na Krakowskie Przedmieście. Na Jasnej Górze, 13 sierpnia, ludzie godzinami leżeli krzyżem na ziemi i błagali Matkę Bożą o pomoc, bo wiedziano, że odzyskana przed dwoma laty niepodległość jest ogromnie zagrożona. I cud się stał. Wizerunek Maryi na niebie widzieli żołnierze bolszewiccy, co zniechęcało ich do walki.         

3. Związek wiktorii warszawskiej ze św. Andrzejem Bobolą

Drodzy bracia i siostry, biskupi polscy świadomi zagrożenia powierzyli przyszłość Ojczyzny Królowej Polski oraz świętym jej patronom. Kardynał Aleksander Kakowski, metropolita warszawski, w liście pasterskim z 31 lipca 1920 r. wydał polecenie: „Ufny w przyczynę bł. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy, zarządzam nabożeństwa błagalne za wstawiennictwem tych błogosławionych naszych ziomków”. W niedzielę
8 sierpnia po Mszach Świętych wyszła w Warszawie ogromna procesja z relikwiami św. Andrzeja Boboli na rozpoczęcie nowenny w intencji ocalenia stolicy Polski. Przełom w dziesięciodniowej bitwie nastąpił już 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia NMP. Pomagającej Matce Bożej towarzyszyli także nasi święci, do których się modlono i których relikwie noszono w procesjach ulicami Warszawy.

Przypomnijmy krótko sylwetkę św. Andrzeja Boboli. Przyszedł na świat 30 listopada 1591 roku w Strachocinie na ziemi sanockiej. Uczęszczał do szkół jezuickich w Wilnie. W dwudziestym roku życia wstąpił do Towarzystwa Jezusowego w Wilnie. Po złożeniu ślubów zakonnych odbył studia filozoficzno-teologiczne w Akademii Wileńskiej.
W roku 1622 otrzymał święcenia kapłańskie. Jako młody kapłan odznaczał się wielkim umiłowaniem modlitwy, ujawnił się także jako dobry kaznodzieja i gorliwy spowiednik, jednym słowem – jako dobry duszpasterz. Pracował kolejno w różnych miejscowościach na Kresach Wschodnich: w Nieświeżu, Wilnie, Połocku, Łomży, Warszawie i na koniec w Pińsku. W ostatniej placówce spędził ostatni, długi etap swego życia. Tam też dał się poznać w sposób szczególny jako wybitny kaznodzieja, gorliwy i dobry kapłan, opiekun Sodalicji Mariańskiej, przyjaciel i opiekun chorych. Podejmował wielokrotnie głoszenie misji i rekolekcji w okolicznych wsiach i miasteczkach. Nazywano go „łowcą dusz”, „apostołem Pińszczyzny”, „duszochwatem”. Jako żarliwy apostoł pozyskał dla Kościoła katolickiego wielu prawosławnych. Zabiegał o jedność Kościoła. Za swoją gorliwość apostolską był powszechnie chwalony, ale także naraził się wrogom Kościoła.

Zaczęły się wtedy wojny kozackie. Kozacy napadali na bezbronne wsie i miasta i niszczyli doszczętnie wszystko, co stanęło im na drodze, zwłaszcza polowali na duchowych przywódców Polaków. W maju 1657 roku napadli Kozacy na Janów Poleski i wyrżnęli katolików i żydów. Ksiądz Andrzej przebywał w tym czasie w sąsiednim Peredyle. Tam go jednak schwytano. Przywleczono go do Janowa i  zmuszano do wyparcia się wiary. Kiedy świątobliwy kapłan nie zaparł się Chrystusa, wówczas poddano go ciężkim katorgom. Pobitego i poranionego kapłana oprawcy rzucili na stół w miejskiej rzeźni. Przypiekali ciało ogniem, domagali wyparcia się wiary. Stałość, nieustępliwość ks. Andrzeja doprowadziła żołnierzy do wściekłości. Zdarli mu skórę z rąk, z piersi, z pleców, wykłuli oko, a rany posypywali plewami i sieczką. Bohaterski męczennik wzywał imienia Jezusa i Maryi. By nie mógł wołać i modlić się, odcięto mu język, wargi i nos. Powieszono u sufitu za nogi. Wreszcie cięciem szabli zadano śmierć. Działo się to wszystko 16 maja 1657 roku. Tak odszedł z tego świata kapłan Chrystusa. Upodobnił się do swego Mistrza nie tylko przez dobre, szlachetne, kapłańskie życie, ale także poprzez ogromne cierpienie, które poprzedziło jego śmierć. Ciało męczennika pochowano pod ołtarzem w Pińsku. W wyniku rozbiorów, powstań narodowych, wojen było ono kilkakrotnie przenoszone. Podobno przez długie lata nie ulegało rozkładowi. Uroczystej kanonizacji ks. Andrzeja Boboli dokonał Papież Pius XI 17 kwietnia, w uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego 1938 roku w Rzymie. Ciało świętego sprowadzono z Rzymu i złożono w kościele Ojców Jezuitów w Warszawie przy ulicy Rakowieckiej. Tam spoczywa do dziś.

 

Ciekawe jest  to, że o bł. Andrzeju Boboli wspomniał marszałek Piłsudski w liście do Papieża Benedykta XV. Zamieścił w nim m.in. takie słowa: „Ojczyna nasza zmartwychwstała, co według rachub ludzkich zdawało się  prawie niemożliwym. Przypisujemy to dokonanie się aktu sprawiedliwości dziejowej możnemu wstawiennictwu naszych Świętych Patronów, a zwłaszcza Błogosławionemu Andrzejowi Boboli, w sposób szczególny czczonemu przez naród polski, który w nim położył swą ufność”.

Moi drodzy, nasza Ojczyzna jest dzisiaj w trudnym położeniu. Od pół roku toczy się wojna Rosji z Ukrainą. Codziennie giną ludzie. Pandemia otrzymuje nowe imiona, a imperia światowe prowadzą swoją grę i straszą wojną nuklearną. Polska straszona jest rakietami ze Wschodu,
a z Zachodu odebraniem należnych funduszy na KPO. U wielu Polaków wygasła miłość do Ojczyzny, a Henryk Sienkiewicz przestrzegał, gdy mówił: „Gdzie miłość Ojczyzny gaśnie, tam przychodzą czasy łotrów i szaleńców”. My tych łotrów dziś widzimy, znamy ich imiona i nazwiska. Ponadto statystyki wskazują, że spada liczba Polaków uczestniczących we Mszy św. niedzielnej. Jeden procent Polaków uczestniczy we Mszy św. codziennie, a 370 tys. Polaków codziennie przystępuje do Komunii Świętej. Młodzież nagminnie wypisuje się z lekcji religii. To, co nas najbardziej boli, to brak jedności Polaków
w fundamentalnych sprawach narodu i państwa.

Moi drodzy, w obliczu zagrożeń, w których się znajdujemy, bierzmy przykład od naszych poprzedników w wierze i trzymajmy się Maryi, a także naszych świętych polskich, aby nas wspomagali w trosce o naszą matkę Kościół i naszą matkę Ojczyznę.

 

Zakończenie

Siostry i bracia, Maryja Wniebowzięta patrzy dziś na nas z nieba. Wszystkim nam pokazuje sobą, gdzie jest nam ostateczny dom, nasza wieczna, niezniszczalna świątynia. Uciekają nam lata. Każdy dzień, każda chwila przybliżają nas do tego domu. Jednakże ta sama nasza Królowa Wniebowzięta przypomina nam dziś, w tę sierpniową uroczystość, że do przyszłego naszego wyniesienia, do chwalebnego zmartwychwstania, trzeba podążać drogą uniżenia, często drogą cierpienia, drogą zawierzenia Bogu.  Taką właśnie drogą zmierzała do chwały wniebowzięcia – Maryja i taką właśnie drogę wytyczyła. Prośmy Ją, aby się za nami modliła teraz i w godzinę naszej śmierci. Amen.

Ks. bp prof. dr hab. Ignacy Dec,

Biskup Senior Diecezji Świdnickiej

MZ

NaszDziennik.pl