logo
logo
zdjęcie

Marek Czachorowski

Etyka chrześcijańska?

Wtorek, 23 października 2012 (02:18)

Wyczytałem niedawno w felietonie znanego i cenionego polskiego publicysty, że chrześcijaństwo przyniosło Europie "etykę chrześcijańską". Ponieważ ten myślowy skrót jest prawdziwym sękiem stępiającym nasze myślenie polityczne - co widać w kolejnych debatach sejmowych na temat np. aborcji czy in vitro - koniecznie trzeba oddalić nasuwające się tutaj nieporozumienia.

Z pewnością dzieje etyki nie rozpoczynają się z chrześcijaństwem, bo etyka jako nauka zajmująca się dobrem i złem moralnym obecna była w Europie już od Sokratesa. Jako nauka filozoficzna ze swojej istoty jest niezależna metodologicznie od jakiejkolwiek wiedzy teologicznej, a zatem - z tej perspektywy patrząc - nie da się sensownie mówić o etyce chrześcijańskiej. Tak jak nie ma chemii chrześcijańskiej czy fizyki lub biologii chrześcijańskiej, tak nie może być etyki chrześcijańskiej.

Rozpoznanie i uzasadnienie obowiązków moralnych dokonuje się w etyce w oparciu o tzw. naturalne źródła poznania, czyli rozum i doświadczenie. Zawarty w Objawieniu chrześcijańskim zbiór norm moralnych - włącznie z podstawową zasadą miłości Boga i bliźniego - nie przynosi jakiejś nowej treści moralnej, której nie znałby przedchrześcijański, "pogański" świat, zwłaszcza w jego kulturowym centrum, którym była starożytna Grecja. Znajomość jej rozpoznań moralnych - znajomość z pierwszej ręki, czyli w oparciu o literaturę tej epoki - może nas niejednokrotnie zawstydzić. Ta literatura - również etyczna literatura - doskonale pokazuje, jak wiele może rozpoznać nieuprzedzony ludzki rozum!

Niezastępowalny i szczególny wkład chrześcijaństwa w ludzkie dzieje praktykowania moralności znajdujemy w zupełnie innym miejscu. Oto otrzymaliśmy w chrześcijaństwie obietnicę poradzenia sobie nade wszystko z faktem, wobec którego stanęli bezradni starożytni przedchrześcijańscy greccy i rzymscy etycy. Jest to fakt winy moralnej. Dla przedchrześcijańskiego antyku - znakomicie zorientowanego, co i dlaczego należy czynić - moralne zło jawi się jako właściwie nie do naprawienia.

Nawet sam ten temat nie znajduje wystarczającego wyrazu w tej etyce, jakby lękano się zbudzić upiory. Co zrobić z własną moralną winą? Czy do jej przezwyciężenia wystarczy tylko refleksja korygująca własne postępowanie? Tutaj sam ludzki rozum trwoży się brakiem pewności. To właśnie z tego powodu Grekom nie wystarczała publiczna religia i szeroko przejęto szerzącą się prywatnie religię misteriów, przybyłą chyba ze Wschodu, od barbarzyńców, a nade wszystko - orfizm.

Obiecywał on najpierw uwolnienie od moralnej winy, w tym lub następnym wcieleniu. Nawet najwybitniejsze umysły tej epoki (np. Pitagoras, Platon) w ramach swojej filozofii otwierały miejsce dla tej orfickiej drogi wyzwolenia od moralnej winy. Ale Platon nie całkiem dał się przekonać tymi orfickimi obietnicami bez żelaznych gwarancji. W "Państwie" (II, 346e) z dystansem mówi się o "stercie traktatów" oferowanych przez "żebrzące klechy i wieszczbiarzy", którzy "do drzwi bogatych ludzi pukają i wmawiają, że jest u nich moc od bogów zesłana". Platon zaraz wyjaśnia, że chodzi tu o "ksiąg całe stosy" orfików.

Jak widzimy, etyka grecka odsłoniła uczciwie swoją bezradność - bezradność rozumu niewspartego przez rozumną wiarę - wobec napełniającej trwogą zagadki moralnej winy. Ale etyka ta zarazem stawiała obowiązek poszukiwania wszelkimi dostępnymi środkami rozwiązania tej zagadki. I to właśnie dopiero chrześcijaństwo przynosi Dobrą Nowinę o moralnej winie, czyli "szczęśliwej winie" (z paschalnego hymnu Exsultet). Ma ona swojego realnego Odkupiciela. Oto zatem chrześcijańska "dobra nowina", niezbędna do prowadzenia życia moralnego na najwyższym poziomie, na którą oczekiwała grecka etyka, odkrywczyni ludzkiej winy. Postchrześcijanie rozprawiają się zatem na naszych oczach z etyką Greków, czyli naukowym odkryciem ludzkiej moralnej winy, aby tą drogą uczynić niepotrzebnym jej Odkupiciela.

Marek Czachorowski

Nasz Dziennik