logo
Piątek, 26 kwietnia 2013 (02:05)
Rok niespokojnego słońca

W środę, 24 kwietnia, Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał prawomocny wyrok w sprawie zatrzymania w 2002 roku ówczesnego prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego. Skazał ówczesnego szefa Urzędu Ochrony Państwa Zbigniewa Siemiątkowskiego na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata, a byłego szefa zarządu śledczego UOP płk. Ryszarda Bieszyńskiego na 10 miesięcy więzienia, również w zawieszeniu na 3 lata.

Przestępstwo obydwu skazanych polegało m.in. na bezprawnym pozbawieniu Andrzeja Modrzejewskiego wolności, a płk Bieszyński usłyszał też osobliwy zarzut – że mianowicie „nakłonił” prokuraturę do wydania nakazu zatrzymania prezesa PKN Orlen. Jak pamiętamy, zatrzymanie to było niezwykle widowiskowe, na ulicy, z udziałem brygady antyterrorystycznej i niezależnych dziennikarzy z telewizji, którzy na miejscu zdarzenia oczywiście znaleźli się zupełnie przypadkowo – w następstwie czego prezes Modrzejewski prezesem być przestał – bo o to właśnie chodziło.

Może nie warto, by o tym wydarzeniu wspominać, chyba żeby zadumać się nad przyczynami, dla których pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł dopiero po 10 latach po wydarzeniu, a uprawomocnił się dopiero po 11, gdyby nie okoliczności przydające ówczesnemu zatrzymaniu Andrzeja Modrzejewskiego nieoczekiwanej aktualności.

Aktualność tę można co prawda zauważyć dopiero na gruncie teorii spiskowej, która, jak wiadomo, jest pod rygorem utraty przyzwoitości potępiona przez mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to zazwyczaj rozpoznają się po zapachu, a od wielkiego dzwonu – po żonkilach – ale warto podkreślić, że od teorii wymagamy, by była wewnętrznie spójna i dobrze wyjaśniała różne zjawiska, inaczej albo w ogóle, albo prawie niepojęte. Ta teoria spiskowa spełnia obydwa te warunki, więc czegóż chcieć więcej?

Otóż według tej teorii, Polska jest okupowana przez bezpieczniackie watahy z komunistycznym rodowodem, które nie tylko rozdzielają sobie żerowiska, ale w dodatku wysługują się państwom poważnym, do których w swoim czasie się przewerbowały.

PKN Orlen, podobnie zresztą jak cały sektor paliwowy, jest jednym z ważnych żerowisk, więc wokół niego trwają nieustanne podchody, bo każda wataha nie tylko chciałaby sama umoczyć pyski w melasie, ale w dodatku wykonać zadanie zlecone przez mocodawcze państwo poważne, które wobec naszego nieszczęśliwego kraju oraz jego zasobów ma przecież swoje plany i widoki.

W latach, jak to się mówi, „spokojnego słońca” zarówno rozdział żerowisk, z uwzględnieniem interesów państw poważnych, jak również obsadzenie kadr, które, jak wiadomo, „decydują o wszystkim”, odbywa się spokojnie. Kiedy jednak bieg wydarzeń przyspiesza, a zwłaszcza kiedy szykuje się coś w rodzaju odwrócenia dotychczasowych układów lub sojuszy, wtedy wierzchołek góry lodowej ukazuje się zdumionej publiczności właśnie w postaci spektakularnych zatrzymań, surowych wyroków, gazowych memorandów, o których nikt „nie wie”, w postaci przetasowań figurantów w rządzie, z którego na pożarcie krokodylom generały każą wyrzucić tego lub owego murzyńskiego chłopca, w postaci wzajemnych oskarżeń o „zdradę stanu”, a co najmniej „lobbing” i tak dalej.

A właśnie tkwimy w takim etapie za sprawą prezydenta Obamy, który 17 września 2009 roku zadeklarował wycofanie się USA z aktywnej polityki w naszej części Europy, w związku z czym nasi poważni sąsiedzi, strategiczni partnerzy, do roku 2016, kiedy to Barack Obama prezydentem USA być przestanie, mają czas na załatwienie wszystkich swoich spraw w tej części kontynentu, w tym również w naszym nieszczęśliwym kraju. Nic więc dziwnego, że starają się wykorzystać każdą chwilę, a w rezultacie bezpieczniackie watahy kotłują się i przepychają, od czego cała polityczna scena, z wszystkimi Umiłowanymi Przywódcami, zatacza się od ściany do ściany i chwieje w posadach.

Nasz Dziennik