logo
logo
zdjęcie

Marek Czachorowski

Pseudomedyczny kanibalizm

Wtorek, 21 maja 2013 (02:00)

Niepokoi nade wszystko nie tyle niedawna medialna informacja, iż podobno udało się jakimś przebierańcom sklonować człowieka, ile zaskakuje przede wszystkim brak reakcji polskiego środowiska medycznego na te enuncjacje.

Nie reaguje ono na ten nieludzki proceder, jak zresztą i na wiele innych aktualnych faktów zaprzęgania medycyny do tego, co nie ma z nią nic wspólnego, a nawet jest jej przeciwne.

Od czasu pamiętnego pozytywnego zrywu przy okazji tworzenia pierwszej wersji kodeksu etyki lekarskiej mamy ponad dwadzieścia lat konformistycznego milczenia tego środowiska wobec aborcji, antykoncepcji oraz zapłodnienia in vitro.

Polska medycyna robi dzisiaj wrażenie czekającej na rozkazy z góry armii walczących o zdrowie niż społeczności humanistów troszczących się o człowieka i z tego powodu zajmujących się jego zdrowiem. Z jakiego innego powodu nie reaguje się na poniżejludzkie, a nawet poniżejzwierzęce próby sklonowania człowieka?

Polskich lekarzy nie niepokoi unijne „prawo” zakazujące tylko klonowania „reprodukcyjnego”, ale nie „terapeutycznego”, jak to zapisano już w „bioetycznej konwencji” Rady Europy.

Potępienie klonowania „reprodukcyjnego” wcale nie świadczy o wysokim moralnym poziomie sygnatariuszy tego dokumentu, bo podyktowane zostało racjami wyłącznie pragmatycznymi, a nawet estetycznymi, a zatem pozamoralnymi.

„Europejczyk” po prostu nie chce zobaczyć swojego sklonowanego potomstwa w tym samym, czyli okołoemerytalnym wieku, a w dodatku obciążonego poważnymi wadami rozwojowymi.

Nie reaguje polskie środowisko medyczne także na akceptację klonowania „terapeutycznego” przez Sekcję Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego oraz Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodczej.

Jak słyszymy, wielu polskich lekarzy jest przeciwnych takim zbrodniczym praktykom, ale jak dotychczas nie udało im się zyskać instytucjonalnego poparcia kształtujących opinie całego środowiska medycznego. Czy przeciwnik jest silny niczym biblijny Goliat, czy też brakuje odwagi zmierzenia się z nim?

Zaskakuje ten lęk przed wyciągnięciem odpowiedniego oręża wobec prymitywnego przeciwnika, skoro prosta refleksja pokazuje, że klonowanie „terapeutyczne” to ostatecznie odmiana kanibalizmu. Spożywany posiłek odbudowuje siły życiowe, służy zdrowiu i życiu.

Praktyka „terapeutycznego” klonowania ma także na celu stworzenie identycznego genetycznie potomstwa, aby dzięki jego własnościom odbudować zniszczone lub schorowane organy swojego ciała, czyli zachować zdrowie i utrzymać się przy życiu.

Jeśli zwyczajni kanibale zazwyczaj nie gustują w spożywaniu własnych dzieci, to współcześni nam „cywilizowani” kanibale wybierają ten właśnie posiłek, chociaż mogliby skorzystać z „nadliczbowych” embrionów (cudzych dzieci) zamrożonych w klinikach zapłodnienia in vitro.

Wyklucza się ten ostatni „posiłek”, a wybiera własne dzieci, bowiem w ten sposób omija się problemy z odrzuceniem przeszczepu.

Kulinarne podejście do człowieka, w tym własnego dziecka, to realia „klonowania terapeutycznego”! Jeśli niewiele można wymagać od kanibali, to od lekarzy należy wymagać wiele. Na najniższym piętrze tych wymagań umieścić należy wykluczenie opisanego procederu „klonowania terapeutycznego”.

Marek Czachorowski

Nasz Dziennik