logo
logo
 

Filip Frąckowiak

Zwycięstwo nad Armią Czerwoną

Środa, 22 maja 2013 (02:00)

Tym, którzy uważają, że PRL nosiła w sobie walory polskości, a także że władze partii komunistycznej – PZPR, nie wiedziały o mordowaniu Grzegorza Przemyka, i tym, którzy uważają, że to właśnie 4 czerwca 1989 roku Polacy wybrali demokrację i bezkrwawo obalili komunizm, przypominam, że 68 lat temu żołnierze Armii Krajowej zdobyli obóz NKWD w podwarszawskim Rembertowie. Był to krok na długiej drodze do wolności.

Gdy w połowie września 1944 r. w Warszawie trwało dobijanie powstańców przez Niemców, przy aprobacie Rosjan, ci ostatni zakładali obóz koncentracyjny w podwarszawskim Rembertowie.

Obóz nr 10 został założony do celów operacji NKWD i był m.in. stacją wysyłkową Polaków do łagrów na Syberię. Nie różnił się od niemieckich obozów zagłady – jego teren otoczony był dwiema liniami drutów kolczastych, z wieżami wartowniczymi.

Głodzono i mordowano w nim ludzi na masową skalę. Codziennie kilkanaście osób nie tylko było mordowanych, ale też umierało z głodu, a następnie ich ciała wrzucano pod mur do ciasnych dołów. Dokładnie tak samo jak na powązkowskiej Łączce.

Głównie żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i Batalionów Chłopskich, ale także działaczy politycznych, społecznych, Polskiego Czerwonego Krzyża, Szarych Szeregów.

Jednym z osadzonych był gen. August Emil Fieldorf „Nil”. Razem z nimi uwięziono tam także niemieckich jeńców wojennych. Ale Polaków kierowano w to miejsce na podstawie wyroków polskich sądów po to, by jeszcze raz „przesłuchiwało” ich NKWD, Rosjanie.

W marcu 1945 roku było tam aż 2500 więźniów. Umieszczano ich ciasno w dawnej hali produkcyjnej fabryki amunicji oraz nielicznych barakach. Niektórzy byli aresztowani przez Józefa Światłę, który później po ucieczce na Zachód opowiedział w audycji Radia Wolna Europa o tym strasznym miejscu.

W nocy z 20 na 21 maja 1945 roku dowództwo obozu upijało się w pobliskim Kawęczynie. Został o tym poinformowany kpt. Walenty Suda ps. „Młot” – dowódca Obwodu Mińskiego Mazowieckiej AK. Posłał więc do obozu oddział dowodzony przez ppor. Edwarda Wasilewskiego „Wichurę”. Oddział, liczący około 40 żołnierzy, zaatakował obóz w przebraniu Ludowego Wojska Polskiego.

W brawurowej akcji, rozpoczętej o północy, a trwającej około 25 minut, uwolniono około 500 więźniów. Nie zamierzali rozbijać całego obozu, zważywszy na znajdujących się tam także Niemców. Ale około 100 chorych więźniów wysłano na ciężarówkach i ukryto w okolicznych wsiach. Reszta rozpierzchła się po lasach.

Było to zwycięstwo polskich żołnierzy nad wrogą Armią Czerwoną, tym większe, że uwolniono znajdujących się tam Polaków. Nie było już wśród nich generała „Nila”, którego wysłano wcześniej transportem na Syberię.

Dwustu z ukrywających się w okolicznych lasach niestety zostało wkrótce wyłapanych i znów wtrąconych do rosyjskiego obozu. Rosjanie nie kryli się ze swoim bestialstwem. Zimą, na przełomie 1944 i 1945 roku, więźniowie byli wystawiani na mróz i kazano im tak tkwić mimo głodu i chorób całymi dniami. Widzieli to okoliczni mieszkańcy oraz ci, którzy przejeżdżali pobliską drogą.

Zarówno więźniowie tego obozu, jak i jego wyzwoliciele, ci, którzy zostali ranni i zabici podczas tej akcji, walczyli o to, aby pewnego dnia w Polsce nastała wolność. Już wtedy w 1945 roku walczyli o demokrację i obalenie komunizmu.

Niestety, musieli przelać za to krew, ale z każdą taką akcją przybliżali Polskę do wolności. 4 czerwca 2013 roku pamiętajmy o nich i nie dajmy sobie wmówić, że to obrady Okrągłego Stołu doprowadziły do bezkrwawej rewolucji. Zanim doszło do tego spotkania, tysiące Polaków ginęły za wolność, która dopiero miała nadejść.

Filip Frąckowiak

Nasz Dziennik