logo
logo
 

Filip Frąckowiak

Zlekceważona rzeź

Środa, 5 czerwca 2013 (02:00)

Biznesowa wizyta marszałek Ewy Kopacz w Pekinie to nie tylko zlekceważenie około 2500 zamordowanych na placu Tiananmen w 1989 roku. To także brak szacunku dla ofiar stanu wojennego w Polsce oraz wszystkich ofiar komunizmu.

Gdy 3 czerwca 1989 roku do Pekinu wjeżdżały 23 dywizje czołgów, już od 2 tygodni trwał stan wyjątkowy. W aż 116 chińskich miastach protestowali rządający demokratyzacji studenci, robotnicy, członkowie liberalnego skrzydła Komunistycznej Partii Chin.

W takiej atmosferze na placu Niebiańskiego Spokoju zgromadziło się aż 300 tysięcy ludzi. Operacja przeciwko nim była planowana od wielu dni. Aż wreszcie przy wydobywającym się z miejskich głośników propagandowym apelu: „Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza kocha lud, a lud kocha armię. Tylko niegodziwcy nie kochają armii”, żołnierze ustawili się w pozycji do strzału.

Pierwsze dwa rzędy w przyklęku, a te za nimi już na stojąco. Z powietrza sytuacje kontrolowały helikoptery bojowe. Gdy padły strzały z pistoletów maszynowych, protestujący odpowiedzieli kamieniami i koktajlami Mołotowa.

Wtedy do akcji wkroczyły czołgi. Trwało to osiem godzin. O 6.00 rano nie było już manifestantów. Ofiarami tej masakry byli zresztą nie tylko oni. Czołgi strzelały także w okna budynków, z których rzucano w żołnierzy różnymi przedmiotami.

Szpitale nie nadążały z przyjmowaniem rannych. Przywożono ich ułożonych na stosach, na przyczepach trójkołowych riksz. Według relacji zachodnich dziennikarzy, gdy część protestujących przekonała się, że czeka ich tylko śmierć, błagali żołnierzy o opuszczenie broni. Wszystko na nic. Martwych i rannych manifestantów niesiono na wyrwanych z zawiasów drzwiach.

Jakże boleśnie podobne to do komunistycznych zbrodni w Polsce i innych krajach okupowanych przez Sowietów. A zatem czy marszałek polskiego Sejmu powinna wyjeżdżać z oficjalną wizytą w celach biznesowych do Pragi 20-21 sierpnia – w rocznicę stłumionej krwawo Praskiej Wiosny? Czy powinna wyjeżdżać do Budapesztu 4 listopada, gdy Sowieci mordowali Węgrów? A może wypada zapraszać do Polski na takie rozmowy 13 grudnia?

Jakiekolwiek biznesowe rozmowy 4 czerwca z Chińczykami, przy jednoczesnym upominaniu ich w materii praw człowieka, są bezcelowe.

Nieprawdą jest, że „Nawet szept o prawach człowieka w tym symbolicznym dniu tam, w Chinach, będzie miał większe znaczenie niż krzyk o prawach człowieka gdziekolwiek indziej” – jak twierdzi Ewa Kopacz. Żadne słowa ich nie wzruszą i tu bardzo adekwatny jest cytat z „Wesela”: „Chińcyki trzymają się mocno”.

Strofowanie Chińczyków tylko oddala korzyści biznesowe dla Polski. Tak jest w ChRL. Chińczycy mają nie tylko wielką władzę w sektorze gospodarczym, nie tylko specyficzny system polityczny, pozwalający na rozwijanie gospodarki i jednoczesne podtrzymywanie fasadowego komunizmu totalitarnego.

Mają także szczególne poczucie honoru opierające się na konfucjanizmie i zasadzie podporządkowywania się autorytetowi – nawet gdy nie ma on racji.

Chińska władza jest szczególnie wrażliwa na upomnienia. Do tego stopnia, że do dziś siedzą jeszcze w więzieniach demonstranci z 1989 roku. Ale Ewie Kopacz to nie przeszkadza. Także posłom Palikota i SLD. Pewnie wrażliwość komunistyczna znów wzięła górę.

Polska, dokładnie wtedy, gdy mordowano w Pekinie ludzi, miała przeżyć niby wolne wybory. Platforma Obywatelska chciałaby uczynić z nich święto narodowe. Jednak Ewa Kopacz wizytą w Chinach dała wyraz temu, że nie jest to żadne święto. Gdyby było, to druga osoba w państwie byłaby przecież na miejscu.

Filip Frąckowiak

Nasz Dziennik