logo
logo
zdjęcie

Filip Frąckowiak

Warszawa

Środa, 12 czerwca 2013 (02:00)

Nie trzeba być wybitnym urbanistą, aby zauważyć, że miasto, w którym się mieszka i żyje, jest źle zarządzane. Nie trzeba być varsavianistą, by widzieć, że stolica Polski jest wykorzystywana jako maszynka do robienia pieniędzy dla elity rządzącej nią, a nie jest organicznym mechanizmem ułatwiającym pracę, dającym szansę rozwoju dzieciom i młodzieży oraz dającym poczucie bezpieczeństwa i estetyki.

Warszawa jest miastem, w którym strach wyremontować kamienicę, ponieważ w ciągu kilku tygodni elewacje, nawet w monitorowanych rejonach, są mazane przez bandytów. Warszawa jest miastem, w którym zasłupkowuje się chodniki, stawia kolejne parkomaty i nie tworzy nowych parkingów – poza „Parkuj i Jedź”, ale te są na rogatkach miasta.

Wjeżdżając do miasta, kierowca musi opłacić myto – około 30 PLN za parkowanie pod pracą w stolicy. Warszawa to obecnie miasto, w którym nie wystarczy być zameldowanym, aby nie płacić za parkomat pod domem.

Warszawa to miasto, w którym za błędy się nie przeprasza. Te wszystkie katastrofy budowlane, nieczynny tunel, popękane domy na linii metra, niezliczone inwestycje, które są opóźnione czy o miesiące, czy o lata, znajdują swe przyczyny albo w warunkach meteorologicznych, geologicznych, albo wina leży po stronie jakichś niedostępnych dla mieszkańców wykonawców zewnętrznych.

Czy nie wstyd tak się wykręcać od odpowiedzialności za błędy, jak nieprzygotowany uczeń w szkole? Warszawa to przecież stolica dużego zachodniego państwa.

To nie jest żadna łaska, że powstają nowe inwestycje. Trzeba tylko rozsądku i trochę mniej chciwości, by uczynić ją znów lepszą. To jednak nigdy się nie uda, mając przeciwko sobie obywateli. Nie można kpić sobie z tych, którzy ucierpieli w wyniku opieszałości władz, mówiąc o klimatycznych zagrożeniach. To, że są takie ulewy w czerwcu, nie jest żadnym zaskoczeniem!

A to feralne miejsce na Trasie AK zostało zalane w trakcie kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz co najmniej cztery razy. W jednej z tych powodzi utonął człowiek pomagający innym. Czy nawet w takiej sytuacji nie stać władzy na słowo „przepraszam”? To zwykłe słowo, które wypływa z troski o tego, komu nawet niechcący zrobiło się krzywdę.

Warszawie zrobiono krzywdę wiele razy w ostatnich siedmiu latach urzędowania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Nie trzeba być urbanistą, by wiedzieć, że dwie wielkie imprezy w obrębie Śródmieścia sparaliżują je, a ludzie utkną na wiele godzin w swoich miejscach.

Tak było podczas Nocy Muzeów, gdy północne Śródmieście było zamknięte po ulicznej, samochodowej imprezie. A to główna droga na Stare Miasto, dokąd udawały się dziesiątki tysięcy ludzi.

Wtedy wydawało się, że pomstowanie warszawiaków i turystów obiegnie cały kraj. Kolejne zaniedbanie to Wisła. Rzeka piękna i wyjątkowa w skali Europy, co podkreślają także goście z zagranicy. A na Wiśle… pustki. Pływają jedynie wielkie, drogie i wolne tramwaje wodne z kilkoma pasażerami na pokładzie. Zatrzymują się na zaledwie kilku przystankach. A czy nie można byłoby zagospodarować tej pięknej rzeki dużo lepiej? Na przykład wypuścić 10-osobowe łodzie, które są szybsze i mogą zatrzymywać się prawie w każdym miejscu?

Takich przydatnych dla obywateli pomysłów potrzebuje Warszawa. Nieprzydatnych władzy. Stała się Warszawa zabawką w ich rękach.

Stąd wysyła się na cały kraj sygnał kulturowej degrengolady. To tu obecna prezydent udostępnia ulice miasta rozbawionym armiom homoseksualistów i związanym z fałszywie rozumianym liberalizmem innym ruchom. Organizowane są tysiące imprez ogłupiających ludzi. Imprez o niczym, które służą jedynie nabijaniu wyborczych punktów.

Filip Frąckowiak

Aktualizacja 12 czerwca 2013 (08:51)

Nasz Dziennik