logo
logo
zdjęcie

Marek Czachorowski

Odpoczynek na bruku?

Wtorek, 18 czerwca 2013 (02:00)

Przed nami najtrudniejsza część roku. Pora odpoczynku. Jeśli jest to sprawa ważna, to musi być trudna. Łatwe sprawy są bez wartości, na czele z marnowaniem czasu na wypoczynek, czyli pozostawienie siebie zamiast powrotu do siebie, od-poczynku.

O jego ogromnej wadze poucza nas judeochrześcijańskie Objawienie, w obrazie odpoczywającego Boga po dokonaniu dzieła stworzenia. Tutaj staje się szczególnie widoczna głęboka przepaść cywilizacyjna pomiędzy tą tradycją religijną a islamem.

Koran bowiem odrzuca tę wizję Boga, a zatem i odpowiadającą mu koncepcję człowieka. Skrzydło chrześcijańskiej wiary wsparte jest siłami naszego rozumu. Jego odkrywcy – starożytni Grecy – traktowali odpoczynek bardzo poważnie.

Widoczne jest to również u Arystotelesa. W „Metafizyce” wyjaśnia powstanie nauki dysponowaniem wolnym czasem. Cała koncepcja państwa zaprezentowana przez tego wiecznie żywego filozofa podporządkowana jest tezie o przeznaczeniu człowieka do odpoczynku.

O tym najpierw winni pamiętać rządzący: o „spoczynku obywateli” (Arystoteles, Polityka, VII). Praca ma służyć odpoczynkowi, tak jak wojna pokojowi. Nawet mądrość traktował jako służącą spoczynkowi, a ten służył mądrości. Stąd też odpoczynek określany był przez Greków jako „sχολ´η”, od którego pochodziło łacińskie „schola” i nasza „szkoła”.

Odpoczynek to bowiem czas intensywnego uczenia się, wzrastania w mądrości. Wszystkie szczegółowe regulacje prawne, zaproponowane przez Arystotelesa, podporządkowane były założeniu, iż służyć mają odpoczynkowi człowieka, czyli jego powrotowi do swojego „początku”, samego sobie.

Dopiero nowożytny człowiek przestał rozumieć znaczenie odpoczynku, sprowadzanego do regeneracji sił psychofizycznych. Uczyniwszy wymierną korzyść celem życia i posługiwania się rozumem, zaczęło się cenić tylko aktywność służącą wymiernym korzyściom. Temu zaś odpoczynek nie służy, a nawet przeszkadza gromadzeniu i konsumpcji przyjemnych dóbr.

To nie zatem tylko walka ze znienawidzonym chrześcijaństwem prowadziła do wprowadzania nowego rewolucyjnego kalendarza, z mniejszą liczbą dni odpoczynku, ale przeżywana pustka, „mdłości” (J.P. Sartre) w dni świąteczne i poczucie zbyt szybkiego upływu czasu. Z perspektywy życia poświęconego uganianiu się za przyjemnością życie wydaje się zawsze zbyt krótkie, jak zauważył Seneka („O krótkości życia”).

Widzimy ten pośpiech, ubolewanie nad krótkością życia u Kartezjusza, ojca nowożytnej filozofii. Miał on wrażenie, że dzięki wypracowanej przez niego metodzie poznania naukowego będzie można dokonać niezwykłego postępu w dziejach, a nawet moralnej rewolucji (moralnego zbawienia) ludzkości.

Na przeszkodzie stoi jednak krótkość ludzkiego życia. Trzeba się zatem spieszyć – jak czytamy w „Rozprawie o metodzie”. Strasznie się spieszył także Luter, z racji wielości podjętych przez siebie niepotrzebnych zajęć. Brewiarz odmawiał zatem w sobotę, za cały tydzień. Szybko się zatem wywrócił pod ciężarem braku odpoczynku.

Wydaje się, że nasze władze dbają najpierw o nasz odpoczynek. Armia podobno znakomitych ekonomistów i polityków nie potrafi zorganizować nam pracy, ale „odpoczynek” jest u nas na wyciągnięcie ręki, a nawet i bez tego.

Zmuszani jesteśmy powszechnie do poznania jakoby uroków życia kloszardów. W niezawodnych mediach otrzymaliśmy niedawno cały instruktaż przyjemnego życia dla bezrobotnych i bezdomnych.

Z życiem św. Brata Alberta nie ma to jednak nic wspólnego. Cnota nigdy nie może pojawić się pod przymusem. Znalezienie się na bruku nie ma nic wspólnego z odpoczynkiem. Nękanie zresztą prawie wszystkich widmem zwolnień, brakiem pracy, niemożliwością wypełnienia swoich małżeńskich i rodzicielskich obowiązków odbiera tym samym możliwość odpoczynku, służącego mądrości. Pewnie o to najpierw chodzi.

Marek Czachorowski

Nasz Dziennik